Posadzona o świcie, czyli jak gdyńska choinka nie zdążyła pomóc w wyborach
Punktualnie o piątej rano przed gdyński urząd miasta podjechała ciężarówka z przygotowanym do posadzenia drzewem. W ciszy, na oczach nielicznych przechodniów, choinka z zabezpieczonymi gałęziami i ukrytymi w bryle ziemi korzeniami trafiła do wykopanego przed urzędem dołu.
Idealna na święta
- W dole już jest przygotowany substrat, który ma zapewnić korzeniom odpowiedni rozwój. Trzeba rozluźnić bryłę korzeniową, bo jest mocno ściśnięta. Ważne, żeby posadzić ją na odpowiedniej głębokości - tłumaczył miejski ogrodnik Tadeusz Schenk. - Widzimy też pasy stabilizujące, czyli będzie ona do gruntu przymocowana i w przysypana mieszanką czarnoziemu ze żwirem, żeby to też było troszkę przepuszczalne - komentował na bieżąco.
Nowe drzewo to siedmiometrowa jodła kalifornijska, którą na święta Bożego Narodzenia miasto będzie przystrajać. - Zdecydowaliśmy się na jodłę z tego względu, że jest odporna na zanieczyszczenia, dobrze radzi sobie w warunkach miejskich i szybko przyrasta - zapewniał Schenk. Dodał, że drzewko będzie rosło razem z Parkiem Centralnym i może osiągnąć wysokość nawet 25 metrów. - Możemy spodziewać się nawet do 70 centymetrów rocznie - nadmienił.
To ona stoi za sensacją w Gdyni. Kim jest Aleksandra Kosiorek?
Choinka wyborcza?
Mieszkańcy, którzy będą przechodzić obok urzędu miasta, mogą mieć dziś poczucie déjà vu. Iglaste drzewko rosło w tym samym miejscu przez długie lata. Co prawda nie była to jodła, tylko tuja i sama nie służyła jako centralna choinka, ale dodawała temu miejscu uroku. Drzewko zostało wycięte przed świętami 2022 roku. Wielu mieszkańcom się to nie spodobało.
Powrót żywego drzewka przed urząd ma sens i jest opłacalny. Sprowadzona z holenderskiej szkółki jodła kosztowała 80 tysięcy złotych. Stawiana wcześniej obok żywej tui choinka kosztowała - razem z ozdobami - w zależności od roku, między 40 a 60 tysięcy złotych. Posadzenie nowego drzewa po cichu zachęca do spekulowania, że może miało ono być jednym z elementów, które władze miasta chciały wykorzystać w kampanii wyborczej, ale nie zdążyły.
Okazja nie do przegapienia
Rządzący Gdynią od ćwierćwiecza obóz, który doznał sromotnej klęski w wyborach, przyzwyczaił mieszkańców do wykorzystywania każdej okazji do wzmocnienia kampanii. Przed wyborami byliśmy świadkami powrotu zawieszonych wcześniej linii autobusowych. Przypominano sobie o ważnych dla miasta inwestycjach, jak choćby obwodnica Witomina. Prezydent Wojciech Szczurek ogłaszał też plany i pokazywał wizualizacje nowych budynków mariny, mimo że o pieniądze na ich budowę dopiero trzeba było zaczynać się starać. Nawet organizacja stulecia Gdyni rozpoczęła się przed wyborami, mimo że okrągła rocznica nadania praw miejskich przypada dopiero za dwa lata.
Powrót choinki być może miał wyglądać inaczej. Może symboliczne drzewo podnoszące się w blasku fleszy miało zapewnić przyrost głosów na otwarcie drugiej tury. Jodła dotarła do Gdyni w tygodniu poprzedzającym wybory i - jak można przypuszczać - czekała na swój moment. Jednak wybory władzom poszły jak poszły i ostatecznie choinka została w ciszy posadzona o świcie.
Przypomnijmy - w pierwszej turze w Gdyni zwyciężyła Aleksandra Kosiorek z Gdyńskiego Dialogu, która zdobyła 34,43 proc. głosów. Na drugim miejscu znalazł się Tadeusz Szemiot z Koalicji Obywatelskiej z wynikiem 25,85 proc. Wojciech Szczurek zajął dopiero trzecią pozycję, uzyskał 23,53 proc. głosów.
W Gdyni sensacja. Szczurek może nawet nie wejść do drugiej tury