Ostatnie pokolenie... ryb? Zanim zjesz, sprawdź, skąd pochodzi
Ryb i owoców morza zjadamy coraz więcej. Przeciętnie mieszkaniec Ziemi konsumuje ich rocznie ponad 20 kg. Jak zauważają eksperci, to ponad dwa razy więcej niż jeszcze w połowie lat 60. XX wieku. W polskich realiach po rybę częściej sięgamy przed świętami, gdy na menu większy wpływ ma tradycja. Tym ważniejsze staje się, by wybierać produkty, które nie pochodzą z przełowionych stad.
- Przez stulecia ludziom wydawało się, że morza i oceany stanową niewyczerpane źródło ryb i owoców morza - mówi Marta Kalinowska z MSC. - Tymczasem nadmierne połowy mogą prowadzić do zachwiania równowagi ekosystemów morskich i wymierania gatunków. A przykład mamy także na polskim podwórku.
Dorsz walczy o przetrwanie
Bałtycki dorsz to jedna z najpopularniejszych i najchętniej jadanych ryb. Tak było do niedawna. - Niestety w Bałtyku dorsza zabrakło - rozkłada ręce Tomasz Zakrzewski z MSC. - Nastąpiło zbyt gwałtowne przełowienie i w tym momencie bałtyckiego dorsza praktycznie już nie ma - wskazuje, dodając, że wprowadzono zakazy połowów dorsza, który swego czasu był chętnie odławiany przez rybaków i spożywany przez konsumentów.
Co jeść, żeby poprawić sobie teraz nastrój? 5 kluczowych składników
Niestety z podobną sytuacją możemy mieć do czynienia w przypadku śledzia. - Obecnie na Bałtyku stan stada śledziowego jest bardzo kiepski - przyznaje ekspert, tłumacząc, że na sklepowych półkach można znaleźć śledzie z Morza Północnego i wybrzeży Islandii, oznaczone certyfikatem MSC. - Tamte połowy są zrównoważone i tam rybacy dbają o to, żeby ten śledź się dalej rozwijał - stwierdza.
Biała rybka na niebieskim tle
I tu pojawia się pytanie: jak zjeść rybę, żeby mieć rybę w przyszłości? Podpowiedzią może być certyfikat MSC. - Certyfikat MSC to niebieski znaczek z białą rybką - wyjaśnia obrazowo Zakrzewski. - Mówi on, że ryba została złowiona w sposób zrównoważony przez przez rybaka z odpowiednimi standardami. Rybaka, który nie wykorzystuje nielegalnych narzędzi połowowych na łowisku, które również ma certyfikat. Dzięki temu ryba na nim może spokojnie żyć i się rozmnażać - tłumaczy.
Wyjaśnia, że połowy zrównoważone to takie, które mają pozwalać stadom się odradzać. A zatem nie wyławia się ryb do ostatniej sztuki.
Nie jest dobrze
Eksperci z MSC przytaczają raport ONZ "The State of World Fisheries and Aquaculture 2024", z którego wynika, że z roku na rok coraz więcej światowych zasobów dzikich ryb jest przełowionych. Dotyczy to już ponad 37 proc. stad - to ponad trzy i pół razy więcej niż jeszcze w połowie lat 70. A wiele wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej, bo zapotrzebowanie na ryby wciąż rośnie. MSC podaje, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat tempo wzrostu światowej konsumpcji ryb dwukrotnie przewyższyło tempo wzrostu liczby ludzi na świecie.
Kostka masła za 10 zł na święta? Trzeba się z tym pogodzić. A nie tylko masło zdrożeje
- Apelujemy do konsumentów, by zwracali szczególną uwagę na to, czy kupowana przez nich ryba posiada certyfikat MSC - zachęca Kalinowska. - W ten sposób wspieramy najbardziej odpowiedzialne firmy, które wykonały ważną dla środowiska pracę i zdecydowały się na zmianę źródeł surowca, by oferowane przez nie śledzie wciąż były odpowiedzialnym i zrównoważonym wyborem - przekonuje.
Wybór jest spory
MSC (Marine Stewardship Council) jest niezależną, międzynarodową organizacją pozarządową. Wraz z naukowcami, rybakami oraz organizacjami ekologicznymi przygotowało zestaw standardów środowiskowych w zakresie zrównoważonego rybołówstwa. Celem jest promowanie przyjaznych środowisku praktyk rybackich wśród konsumentów i partnerów na całym świecie. W program MSC zaangażowanych jest obecnie już ponad 700 rybołówstw, co przekłada się na 19 proc. światowych połowów dzikich ryb i owoców morza
W polskich sklepach dostępnych jest blisko 400 różnych produktów rybnych i owoców morza oznaczonych niebieskim certyfikatem MSC. Wśród nich znajdziemy m.in. dzikiego łososia, dorsza, mirunę, mintaja, halibuta, morszczuka, czarniaka, tuńczyka, a nawet małże, krewetki i homary.