,
Obserwuj
Pomorskie

Pomnik przyrody z uciętym korzeniem. "Ktoś chyba nie dopełnił obowiązków"

4 min. czytania
17.03.2025 11:25
Oskarżenia o sprzyjanie prywatnemu inwestorowi i niewystarczającą opiekę nad pomnikami przyrody wysuwają w stronę władz Gdyni mieszkańcy jednej z ulic. Chodzi o sprawę dwóch dębów, w sąsiedztwie których trwają prace budowlane. Planowany podziemny parking - zdaniem mieszkańców - zagraża korzeniom drzew. Miejskie służby problemu na ten moment nie widzą.
|
|
fot. Paweł Radzewicz / TOK FM

 

  • Chodzi o dęby z ulicy Kostki-Napierskiego w Gdyni;
  • Na sąsiadującej działce ma powstać budynek wielorodzinny;
  • Mieszkańcy obawiają się, że budowa zagraża pomnikom przyrody;
  • Miasto przekonuje, że sytuacje ma pod kontrolą i na razie nie ma powodów do obaw.

 

Dęby Kostek 1 i Kostek 2 rosną przy wąskiej uliczce, mogą mieć nawet 200 lat. Wyraźnie górują nad okolicą - ich korony wznoszą się na wysokość około 30 metrów. Dzięki staraniom mieszkańców drzewa (od 2022 r.) mają status pomników przyrody.

W pobliżu dębów trwa budowa. Zdaniem lokalnej społeczności - prace są prowadzone zbyt blisko drzew i sprowadzają na nie bezpośrednie zagrożenie. - Te drzewa to symbol tej ulicy, który teraz jest niszczony - mówi wprost jedna z mieszkających w sąsiedztwie kobiet. - Według dendrologów jakiekolwiek traumatyzowanie pomnika przyrody nie powinno mieć miejsca, a ja wczoraj byłam świadkiem wykopania korzeni - dodaje wyraźnie poruszona.

- Jeżeli oni obetną te korzenie, to dęby będą się przechylały na budynki, a wtedy - jedyne co będzie można, to po prostu je wyciąć - obawia się inny mieszkaniec. - Ktoś z urzędu miasta chyba nie dopełnił jakichś obowiązków. Absurdalne było wydanie zezwolenia na taki zakres prac - kręci głową.

 

Kto dba o pomniki przyrody?

 

Warto zaznaczyć, że wszelkie zgody na inwestycje zostały wydane, zanim dęby stały się pomnikami przyrody. Teraz działaniom inwestora przygląda się miejski ogrodnik, ale jego zaangażowanie w ochronę drzew mieszkańcy uważają za niewystarczające.

- Gdyby nie nasze interwencje, nie działoby się tutaj nic - rozkłada ręce jedna z sąsiadek. - Mam wrażenie, że urzędy rzucają nam wręcz kłody pod nogi. Same między sobą przerzucają się jedynie papierami i odpowiedzialnością. Pani prezydent do dziś się nie wypowiedziała w tej sprawie - dodaje.

Dęby w Gdyni
Dęby w Gdyni
Paweł Radzewicz / TOK FM

 

'Nie ma powodu do niepokoju'

 

Gdy opisywaliśmy sprawę trzy miesiące temu, miejski ogrodnik zapewniał że "idziemy w kierunku takim, żeby absolutnie zatrzymać dalsze ewentualne pogarszanie stanu tych drzew". Teraz, gdy koparka uszkodziła kolejny korzeń, pytania skierowaliśmy do biura prasowego urzędu miasta.

Rzecznik Tomasz Złotoś podał, że miasto się "cieszy", że "mieszkańcy monitorują sytuację". - Natomiast przynajmniej na razie nie ma powodu do niepokoju o kondycję tych dębów. Prace ziemne są wykonywane pod nadzorem ogrodnika miasta i w obecności dendrologa, czyli specjalisty od drzew - zapewnia.

- Rzeczywiście kilka dni temu łyżka koparki natrafiła na korzeń. Na prośbę ogrodnika miasta prace zostały przerwane, a przy użyciu bezinwazyjnej, bezpiecznej dla drzew metody, został sprawdzony obszar sąsiadujący z tym korzeniem. Okazało się, że jest tam tylko ten jeden korzeń o średnicy około dwóch centymetrów. W ocenie ogrodnika miasta obecnie nie są wymagane z jego strony żadne dodatkowe działania ochronne. Ogrodnik nie stwierdził też uchybień jeśli chodzi o zabezpieczenie tych drzew - wyjaśnia rzecznik.

 

Działania na korzyść inwestora?

 

Takie stanowisko mieszkańcy przyjmują ze zdumieniem. Jak przekonują, przyglądali się pracom i zerwany korzeń był - w ich opinii - znacznie grubszy. Opisują, że był zbliżony średnicą do kobiecej ręki.

- Wcześniej uważali, że tych korzeni tu prawdopodobnie nie ma wcale, później sugerowali, że nie są to korzenie dębowe, a w tej chwili już korzenie są, natomiast ich średnica się nie zgadza? - komentują nerwowo mieszkańcy. - Od początku spotykamy się z rażącą opieszałością urzędniczą. Obserwujemy ewidentne działania na korzyść inwestora, a nie na korzyść normalnego człowieka, który po prostu chce zadbać o nasze dziedzictwo przyrodnicze - dodają nasi rozmówcy.

 

Sprawa jest w prokuraturze

 

Czy doszło do zaniedbań lub naruszenia przepisów - sprawdzi prokuratura. Zawiadomienie złożył jeden z mieszkańców.

"W sprawie są przesłuchiwani świadkowie oraz gromadzony jest materiał umożliwiający uzyskanie opinii biegłego w celu ustalenia znamion badanego przestępstwa. Ponadto podejmowane są działania z zakresu prawa administracyjnego" - poinformowali śledczy, nie precyzując jednak o jakie działania chodzi i na jakim etapie jest postępowanie.

 

Mieszkańcy nie odpuszczą

 

- Tu nie chodzi o to, żeby nic nie powstało, tylko żeby powstała budowla z poszanowaniem dla tych prawie 200-letnich dębów - zapewniają mieszkańcy. - Bo jeśli będą musieli wykopać kolejne cztery metry w dół, to na pewno naruszą kolejne korzenie. A to jest nasze dziedzictwo i jeżeli dalej tak się będzie działo, to z tych dębów nic nie zostanie - mówią.

Mieszkańcy nie wykluczają, że problem zgłoszą do ministry środowiska.