,
Obserwuj
Pomorskie

Wyrok śmierci na zwierzęta z Redzikowa. "Amerykańskie wojsko boi się sarny?"

4 min. czytania
01.04.2025 16:39
Pomorski sejmik zgodził się na wybicie wszystkich saren, jeleni, lisów i dzików na terenie bazy wojskowej w Redzikowie. Nielimitowana redukcja populacji tych gatunków nastąpi na wniosek stacjonujących tam wojsk, którym zwierzęta przeszkadzają w skutecznej ochronie bazy. Organizacje ekologiczne mówią wprost: to archaiczne barbarzyństwo.
|
|
fot. Adrian Slazok/REPORTER / ADRIAN SLAZOK/REPORTER
  • Pomorski sejmik zgodził się na nielimitowany odstrzał jeleni, saren, dzików i lisów na terenie bazy wojskowej w Redzikowie;
  • To już kolejna taka decyzja, jednak tym razem nie zakłada ona żadnych limitów;
  • Decyzję ostro krytykują ekolodzy, którzy podkreślają, że jedynym skutecznym sposobem na zabezpieczenie bazy przed zwierzętami jest postawienie odpowiedniego płotu.

Amerykańską bazę w Redzikowie zabezpiecza kilka płotów. Okazuje się jednak, że to zbyt łatwa przeszkoda. W uchwale sejmiku pomorskiego czytamy m.in., że zwierzęta uszkodziły nowe ogrodzenia z monitoringiem, trawniki, a także urządzenia melioracyjne. Mowa jest także o tym, że zwierzęta wielokrotnie atakowały żołnierzy i pracowników ochrony. Do tego dochodzą straty finansowe i powtarzający się problem z alarmami, które dziki czy sarny uruchamiają, przechodząc przez ogrodzenie.

150 zwierząt to za mało

 

Pomorski sejmik już raz zgodził się na odstrzały. W 2023 roku uchwała zakładała jednak limity. W ramach działań poprawiających bezpieczeństwo bazy można było zabić 20 jeleni, 25 saren, 10 lisów i 100 dzików. Był to plan na trzy lata, który wojskowi już zrealizowali. Teraz dostali zielone światło, by do końca 2026 roku strzelać do zwierząt bez ograniczeń.

- Wnioskodawcą jest strona wojskowa, która wystąpiła z prośbą o uchwałę sejmiku dotyczącą ograniczenia populacji zwierząt na kompleksie wojskowym w Redzikowie - tłumaczy Krzysztof Pałkowski, dyrektor Departamentu Środowiska i Rolnictwa Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. - My jako Urząd Marszałkowski procedujemy tę sprawę w oparciu o przepisy ustawy o ochronie zwierząt. Jest to aktualizacja uchwały już obowiązującej, a chodzi o to, że ona została już wykorzystana, jeśli chodzi o ilość zredukowanej zwierzyny, Natomiast termin jej obowiązywania jeszcze jest w mocy. W związku z tym stan wojskowy wystąpił o możliwość nielimitowanej redukcji zwierząt na terenie kompleksu w terminie określonym uchwałą - dodaje.

Niebezpieczna Jasionka. Okazuje się 'białą plamą'. 'Nie mamy nic'

Można strzelać bez ograniczeń

 

Uaktualniona uchwała nr 716/LVI/23 Sejmiku Województwa Pomorskiego z dnia 31 lipca 2023 r. w sprawie ograniczenia populacji zwierząt w kompleksie wojskowym Redzikowo otrzymała więc brzmienie:

Określa się warunki, czas i sposoby ograniczenia populacji zwierząt: jeleń - bez ograniczeń ilościowych, dzik - bez ograniczeń ilościowych, sarna - bez ograniczeń ilościowych, lis - bez ograniczeń ilościowych, na terenie położonym w granicach gminy Słupsk, użytkowanym przez Batalion Ochrony Bazy w Redzikowie, administrowanym przez 6. Wojskowy Oddział Gospodarczy w Ustce

Radni przyjęli ją zdecydowaną większością głosów. Na 27 radnych tylko jeden był przeciwko, zaś sześciu wstrzymało się od głosu.

- Bezpieczeństwo jest teraz najważniejsze, ale są dylematy - rozkładał ręce radny Krzysztof Sławski. - To nie jest tak jednoznaczna sprawa, że tylko zabijamy zwierzęta. Naprawdę biliśmy się na klubie z tą uchwałą i zdecydowaliśmy, że każdy we własnym sumieniu będzie głosował - podkreślił.

- Powiem szczerze, że nie przemawia do mnie argumentacja, że ze względów humanitarnych wystrzelamy całą zwierzynę do zera - mówił z koli radny Przemysław Ryś. - Rozumiem obawy przed dzikami, natomiast sarny, jelenie? Wojsko boi się saren? Nie trafia to do mnie - kręcił głową zniesmaczony.

Pojechaliśmy do Redzikowa. Tak żyje się przy bazie USA. 'Niech sąsiad nie przesadza!'

Ekolodzy łapią się za głowy

 

Decyzję o zabiciu wszystkich zwierząt z terenu bazy z niedowierzaniem przyjęły organizacje zajmujące się ochroną przyrody.

- Szok i niedowierzanie - mówi Jacek Karczewski z koalicji Niech Żyją. - Jestem zszokowany faktem, że na 27 osób głosujących tylko jedna zagłosowała przeciw. Jestem przerażony, szczerze przerażony językiem, jakiego używają radni, że tak zwane humanitarne metody - w tym przypadku byłoby to np. odłowienie zwierząt - nazywane jest tutaj mrzonką albo konfabulacjami. Wybijanie zwierząt nazywa się "oczyszczaniem terenu ze zwierząt". Przeraża mnie, jak bardzo jest to XIX-wieczne myślenie, jak bardzo ludzie, którzy decydują o naszym życiu, kompletnie nie mają pojęcia o tym, jak funkcjonuje świat czy globalny ekosystem, od którego naprawdę zależymy - mówił aktywista i nie krył przy tym emocji .

Rada Ochrony Przyrody proponuje rozwiązanie

 

W całym procesie dochodzenia do zmiany w uchwale tylko jeden organ tylko wydał negatywną opinię - była to Wojewódzka Rada Ochrony Przyrody. W swoim stanowisku przyznała, że problem obecności dzikich zwierząt na terenach wojskowych powtarza się od lat. Zaproponowała, by wypracować rozwiązanie, które ten problem rozwiąże ostatecznie, ale nie poprzez "niehumanitarną (odbywającą się na zamkniętych obszarach) eksterminację zwierząt".

"Rada podkreśla, tak jak to miało miejsce w poprzednich opiniach, że zabezpieczenie całego obiektu odpowiednim płotem, uniemożliwiającym skutecznie wtargnięcie zwierząt na jego teren jest JEDYNYM SPOSOBEM ograniczenia populacji zwierząt, stanowiących nadzwyczajne zagrożenie. Obecnie usuwanie zwierzyny jest usuwaniem skutków, a nie przyczyny jej bytowania na tym terenie".

Baza w Redzikowie jak 'amerykański okręt wyjęty z wody'? 'Musimy to uszczelniać'

'Arogancja, ignorancja i brak moralności'

 

- To jest kolejna rzecz, która mnie tutaj absolutnie przeraża - tak ignorowanie opinii rady przez radnych komentował Jacek Karczewski. - Zamiast odpowiednio zabezpieczyć ten teren, bo oczywiście są na to sposoby, ktoś zdecydował, że nie, lepiej wybijmy te wszystkie zwierzęta, lepiej eksterminujmy. A kilkadziesiąt innych osób mówi, że to jest okej, zróbmy tak - dodaje.

I podkreśla, że zwierzęta nie znikną - osobniki zostaną wybite, ale uwolnią się nisze, które natychmiast zostaną zajęte przez kolejne zwierzęta. A to oznacza, że sytuacja się powtórzy. - Więc oni będą po raz kolejny wnioskować o eksterminację tych, które się tam pojawiły. Jeśli teren nie zostanie zabezpieczony, nie zostanie ogrodzony w taki sposób, aby te zwierzęta się tam nie przedostawały, to one ciągle będą się tam przedostawać - tłumaczył.

- Jak to ocenić? Krótkowzroczność? Nie, to jest dramatyczny brak wiedzy, to jest arogancja, ignorancja. Absolutnie przeraża mnie moralny i etyczny aspekt tego głosowania, tej uchwały. To jest skierowane przeciwko przyrodzie, to jest niemoralne, nieetyczne, a tym samym antyspołeczne. Tak, złe rzeczy dzieją się w państwie polskim - podsumował działacz.