Co dla światowej gospodarki oznacza interwencja USA w Wenezueli? Ekonomistka wskazała dwa scenariusze
Według Beaty Javorcik, głównej ekonomistki Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, interwencja USA w Wenezueli może skutkować dwojako na światową gospodarkę. - Jeżeli sankcje na eksport ropy zostaną zniesione, może to spowodować wzrost produkcji i spadek cen na rynkach światowych - powiedziała w TOK FM ekspertka. Na razie jednak nie wiemy co się wydarzy w tym kraju. - A niepewność zabija inwestycje - wskazała gościni magazynu "EKG".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie mogą być gospodarcze skutki interwencji USA w Wenezueli?
- Co to oznacza dla Rosji?
- Jak USA zmieniły swoją strategię geopolityczną?
W sobotę nad ranem czasu miejscowego siły USA przeprowadziły atak na Caracas i kilka innych miast Wenezueli. W czasie operacji zostali schwytani, a następnie wywiezieni z kraju Nicolas Maduro, prezydent Wenezueli i jego żona Cilia Flores.
Beata Javorcik, główna ekonomistka Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju oceniła, że wydarzenia w Wenezueli mogą mieć dwojaki wpływ na gospodarkę. Jak tłumaczyła, Wenezuela ma największe rezerwy ropy naftowej, ale w związku z sankcjami USA i blokadą morską, produkcja ropy wynosi około 1 proc. globalnej produkcji. - Jeżeli sankcje zostaną zniesione, może to spowodować wzrost produkcji w najbliższym czasie i spadek cen ropy naftowej na rynkach światowych - powiedziała w TOK FM ekspertka.
Jak dodała, "niższe ceny ropy oznaczają szybszy wzrost gospodarczy". - Bo to są niższe ceny dla firm, niższe wydatki dla konsumentów, napędzają również handel międzynarodowy, bo obniżają koszty transportu - zaznaczyła gościni Wojciecha Kowalika.
Przypomniała także, że niższe ceny ropy uderzają w Rosję, bo obniżają dochody budżetowe tego kraju.
Druga strona medalu to niepewność obecnej sytuacji. - Nie wiemy co dalej stanie się w Wenezueli, co dalej się będzie działo w Ameryce Południowej, jaką politykę będą prowadziły Stany Zjednoczone. A niepewność zabija inwestycje, czyli negatywnie przekłada się na wzrost gospodarczy - dodała.
Trump wraca do XIX wieku
Ekonomistka podkreśliła, że Stany Zjednoczone zmieniły strategię geopolityczną, a to będzie miało "znaczenie dla europejskiej gospodarki".
Jak mówiła, jeszcze niedawno wydawało się, że świat rozpada się na dwa rywalizujące ze sobą bloki polityczno-gospodarcze, jeden skupiony wokół USA, a drugi wokół Chin. - Obawiano się powrotu do zimnej wojny, tylko troszeczkę w innej wersji geopolitycznej. Potem okazało się, że jednak tak nie będzie, ponieważ Stany Zjednoczone nałożyły taryfy celne na wszystkie kraje, również sojusznicze - powiedziała.
Oceniła, że "wydarzenia ostatnich dni potwierdzają powrót Stanów Zjednoczonych do dziewiętnastowiecznej doktryny prezydenta Jamesa Monroe. - Ta doktryna mówi, że Stany Zjednoczone uważają oba kontynenty amerykańskie za swoją strefę wpływów i nie mają zamiaru mieszać się do stref wpływów innych krajów. A to może oznaczać inny stosunek USA do NATO czy do wojny w Ukrainie - podkreśliła.
Jak wskazała, z gospodarczego punktu widzenia, zmniejszenie zainteresowania Stanów Zjednoczonych NATO "będzie oznaczać większą potrzebę wydatków na zbrojenia w Europie i potrzebę zrobienia tego szybciej". - A ponieważ prezydent Trump jest takim pośrednikiem pomiędzy Ukrainą a Rosją, to, na jakich warunkach zostanie zakończona wojna w Ukrainie, również będzie miało ogromne znaczenie dla Europy - powiedziała.
Źródło: TOK FM