"Jest szansa na totalną zmianę". Przełomowe wybory w Bangladeszu
Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu (BNP) odniosła wyraźne zwycięstwo w pierwszych wyborach parlamentarnych od czasu upadku rządów Szejk Hasiny w 2024 roku. Premierem został wywodzący się z politycznej dynastii Tarique Rahman. - Bangladesz jest trochę w takiej sytuacji jak może Polska kiedyś na początku lat 90. Jest szansa na totalną zmianę, ale czym się to uda, to bardzo trudne pytanie - komentowała w TOK FM Małgorzata Bonikowska z Centrum Stosunków Międzynarodowych.
- Tarique Rahman został nowym premierem Bangladeszu zwyciężając w wyborach mających przywrócić demokrację po 15 latach rządów Sheikh Hasiny;
- Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu (BNP) i jej koalicjanci zdobyli 212 z 350 miejsc w parlamencie;
- Małgorzata Bonikowska ocenia w TOK FM, że zmiana władzy może prowadzić do normalizacji stosunków Bangladeszu z sąsiadami, zwłaszcza z Indiami.
Wybory, które odbyły się w połowie lutego, miały przywrócić w Bangladeszu procesy demokratyczne po obaleniu w 2024 r. premier Hasina Wazed, zwaną też Szejk Hasiną, która rządziła krajem żelazną ręką przez 15 lat. Choć odnotował on w tym czasie znaczący wzrost gospodarczy, jej rządy obciążają zarzuty systemowej korupcji, łamania praw człowieka, egzekucji przeciwników politycznych oraz wyborów z lat 2014-2024, które według obserwatorów nie spełniały standardów demokratycznych. Partia Hasiny, Liga Ludowa, została wykluczona z udziału w głosowaniu, a samą Hasinę, przebywającą na emigracji w Indiach, skazano zaocznie na karę śmierci. Była premier odrzuciła te oskarżenia, nazywając trybunał wydający wyrok "sądem kapturowym".
Tarique Rahman złożył przysięgę przed prezydentem Mohammedem Shahabuddinem. Jest on pierwszym mężczyzną na stanowisku premiera od 35 lat. Zobowiązał się do zachowania "wiary i lojalności wobec Bangladeszu" oraz do "ochrony konstytucji". Wraz z nim zaprzysiężono członków nowego gabinetu, kończąc tym samym okres sprawowania władzy przez rząd tymczasowy pod wodzą noblisty Muhammada Yunusa. 60-letni polityk, syn byłej premier i byłego prezydenta, powrócił do kraju z wieloletniego wygnania w Londynie zaledwie w grudniu ubiegłego roku.
Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu (BNP) i jej koalicjanci zdobyli 212 z 350 miejsc w parlamencie w wyborach przeprowadzonych 12 lutego. Rolę głównej siły opozycyjnej przejmie sojusz kierowany przez islamistyczną partię Dżamaat-e-Islami.
"Kraj głęboko podzielony"
Małgorzata Bonikowska, szefowa Centrum Stosunków Międzynarodowych, oceniła w TOK FM wynik wyborów parlamentarnych w Bangladeszu jako "bardzo budujący". - Bangladesz jest trochę w takiej sytuacji jak może Polska kiedyś na początku lat 90. Jest szansa na totalną zmianę, ale czym się to uda, to bardzo trudne pytanie - powiedziała. Ekspertka zaznaczyła, że to "kraj głęboko podzielony, jak zresztą wiele innych krajów na świecie, ale tam te podziały są od początku istnienia państwa".
Jak zauważyła Bonikowska, za sprawą zmiany władzy w Bangladeszu może dojść do "normalizacji" stosunków tego kraju z sąsiadami. Zwróciła szczególną uwagę na możliwą poprawę relacji na "bardziej pokojowe" z Indiami.
Nowy premier Bangladeszu
Tarique Rahman jest postacią równie wpływową, co kontrowersyjną. Jako syn założyciela BNP, byłego prezydenta Ziaura Rahmana, oraz trzykrotnej premier Khaledy Zii, odziedziczył polityczną schedę po jednej z dwóch najważniejszych dynastii w kraju. Opuścił Bangladesz w 2008 r., udając się na emigrację do Londynu w obliczu licznych oskarżeń o korupcję i współudział w zamachach, za które został później zaocznie skazany. Rahman i jego zwolennicy konsekwentnie utrzymują, że wszystkie zarzuty były sfabrykowane przez rząd Szejk Hasiny w celu wyeliminowania go z życia publicznego.
Jego powrót do kraju w 2025 r. był możliwy dopiero po obaleniu poprzedniego reżimu. Drogę do władzy utorował mu okres rządów administracji tymczasowej pod wodzą Muhammada Yunusa, która ustabilizowała państwo i doprowadziła do wolnych wyborów.
Źródło: TOK FM, PAP