Łukaszenka uwalnia więźniów politycznych. "Nie wierzę, że była na to zgoda Moskwy"
- Nie da się funkcjonować z sąsiadem, z którym mamy tak wiele kilometrów granicy, bez podstawowej komunikacji na poziomie roboczym. Nawet jeśli jest nieprzyjazny - powiedział w "Poranku TOK FM" ppłk rez. Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Skomentował w ten sposób przekazanie przez Białoruś informacji o dronach lecących w kierunku Polski.
- Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego prezydenta Andrzeja Dudy nie jest zaskoczony przekazaniem Polsce przez Białoruś informacji o dronach;
- Według Jacka Siewiery konieczna jest podstawowa komunikacja między obydwoma krajami;
- Zwrócił uwagę, że chodzi także o bezpieczeństwo lotnictwa cywilnego.
W nocy z wtorku na środę Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w trakcie nocnego ataku Federacji Rosyjskiej na Ukrainę polska przestrzeń powietrzna została wielokrotnie naruszona przez drony. Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła przekazał, że Polska otrzymała ostrzeżenia od strony białoruskiej o obiektach zmierzających w naszym kierunku.
Według ppłk rez. Jacka Siewiery, byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, nie ma w tym nic dziwnego, bo pewne kanały wojskowe oraz te na poziomie Straży Granicznej ze stroną białoruską ciągle działają. - Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie wielu instytucji państwa z sąsiadem, pomimo jego nieprzyjaznego stosunku, bez podstawowej komunikacji na poziomie roboczym - powiedział gość "Poranka TOK FM".
Gość Jacka Żakowskiego stwierdził także, że ostrzeżenie ze strony białoruskiej o potencjalnym nalocie rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną to pozytywne sygnały. Siewiera zwrócił uwagę, że kwestia zagrożeń w przestrzeni powietrznej dotyczy także lotnictwa cywilnego. - Lotnictwo cywilne bez względu na relacje polityczne w większości wypadków zachowuje podstawową komunikację, o ile prowadzone są operacje lotnicze - dodał.
Były szef BBN wskazał, że także uwolnienie przez Aleksandra Łukaszenkę 50 więźniów należy potraktować jako pozytywny gest polityczny, który może sugerować napięcia między władzami Białorusi a Rosją. - Bo nie wierzę, że na tego typu gest w aktualnej sytuacji była zgoda Moskwy - skomentował gość TOK FM.