Melania Trump przewodniczyła Radzie Bezpieczeństwa ONZ. "To jest nieporozumienie"
Pierwsza dama USA Melania Trump przewodniczyła posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ na temat dzieci, technologii i edukacji w konfliktach zbrojnych. To pierwsze wystąpienie żony prezydenta USA na tym forum. Prof. Małgorzata Zachara-Szymańska zwróciła uwagę, że wydarzenie zbiegło się w czasie z atakami USA na Iran. Jej zdaniem "to komunikat administracji Trumpa, że ta rada jest bezużyteczna i nikt nie będzie się z nią liczył".
- Melania Trump, jako pierwsza żona prezydenta USA przewodniczyła posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ;
- Prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Uniwersytetu Jagiellońskiego krytykowała w TOK FM wystąpienie pierwszej damy, wskazując na sprzeczność między słowami a działaniami USA, w tym atakiem na Iran;
- Według ekspertki to symboliczny gest marginalizujący rolę Rady.
Stany Zjednoczone w marcu sprawują rotacyjne przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Melania Trump w poniedziałkowym wystąpieniu skoncentrowała się na apelu o pokój i odpowiedzialność społeczności międzynarodowej za najmłodszych. - Mam nadzieję, że wkrótce zaznacie pokoju - powiedziała, zwracając się do ofiar wojen. Zapewniła, że USA "solidaryzują się ze wszystkimi dziećmi na całym świecie".
"Komunikat, że Rada jest bezużyteczna"
Do wystąpienia Melanii Trump odniosła się w TOK FM prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przyznała, że odczuwa dysonans biorąc pod uwagę, że kilka dni wcześniej USA wraz z Izraelem dokonały ataku na Iran. - Wsłuchujemy się w te słowa i właściwie trudno dostrzec ich treść - mówiła autorka podcastu "Wolna Amerykanka". Jak wyjaśniała, "kłopot polega na tym, że jeżeli te słowa wypowiadane są w kontekście bombardowań", to trudno je oddzielić od realnych działań.
Ekspertka wspomniała przy tym sytuację dzieci w Strefie Gazy i w Ukrainie. - Pytanie brzmi, co USA i Donald Trump robią w sprawie ratowania tych dzieci. Słuchając Melanii Trump mam wrażenie, że to dzieje się poza nimi, poza Gabinetem Owalnym, możliwościami sprawczymi Stanów Zjednoczonych - oceniła. Jak stwierdziła, "bierność to jest jakaś forma współodpowiedzialności".
Zdaniem prof. Zachary-Szymańskiej "wystawienie Melanii na tym forum to komunikat administracji Trumpa, że Rada Bezpieczeństwa ONZ jest bezużyteczna, że w tej administracji nikt nie będzie się z nią liczył". - To, że Trump się nie liczy z Radą Bezpieczeństwa ONZ i organizacjami międzynarodowymi, to wiemy, ale za sprawą tego gestu Rada przesunęła się w stronę pozycji zupełnie marionetkowej - oceniła.
W jej opinii przewodniczenie posiedzeniu przez pierwszą damę to "nieudolne nawiązanie do historycznej roli Eleanor Roosevelt na forum ONZ". Jak dodała, w filmie dokumentalnym "Melania", który miał premierę w styczniu, "widać wolę pierwszej damy, żeby jej postać znalazła się w szeregu znamienitych poprzedniczek i wymienia ona między innymi Eleanor Roosevelt". - To jest nieporozumienie - skwitowała prof. Zachara-Szymańska. - Żona prezydenta Franklina Delano Roosvelta odgrywała realną rolę w przyjęciu Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i była delegatką USA przy ONZ w czasie jej kształtowania - zaznaczyła.
- Teraz mamy taki moment, kiedy Stany Zjednoczone gestami i czynami swojego przywódcy mówią, że ONZ właściwie tylko nam przeszkadza, a Trump przyklepuje symboliczną śmierć Rady Bezpieczeństwa - podsumowała gościni TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP