Orban przegra wybory, ale nie odda władzy? To może nie być tylko political fiction
Pierwszy raz od ponad dekady Viktor Orban ma z kim przegrać w wyborach parlamentarnych, ale nawet, jeżeli do tego dojdzie, to władzy może łatwo nie oddać - ocenił w TOK FM politolog Dominik Hejj. Jak tłumaczył autor książki "Węgry na nowo", w tle są napięte relacje węgiersko-ukraińskie.
- W pierwszej połowie przyszłego roku na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne;
- W sondażach stale prowadzi opozycyjna partia TISZA prowadzona przez Petera Magyara;
- Politolog Dominik Hejj stwierdził, że pod znakiem zapytania stoi to, czy Viktor Orban odda władzę w przypadku przegranej.
W kwietniu 2026 roku Węgry staną przed jednym z najważniejszych politycznych sprawdzianów ostatnich lat. Nadchodzące wybory parlamentarne mogą zmienić układ sił nad Dunajem. Najnowsze sondaże przedwyborcze wskazują na utrzymującą się przewagę opozycyjnej partii TISZA (Partia Szacunku i Wolności - red.) nad rządzącym Fideszem Viktora Orbana. Jedna z ankiet odnotowała również wzrost zaufania do lidera opozycji Petera Magyara, którego obywatele postrzegają jako najlepszego kandydata na premiera.
Opublikowany w ubiegłym tygodniu sondaż wykazał, że TISZA cieszy się obecnie 35-procentowym poparciem, podczas gdy Fidesz może liczyć na 29 proc. głosów. Odsetek wyborców niezdecydowanych wynosi 22 proc. populacji. Według sondażowni Zavecz Research większość z nich prawdopodobnie nie pójdzie głosować.
Jak stwierdził w TOK FM Dominik Hejj, autor książki "Węgry na nowo", Viktor Orban "po raz pierwszy od 2010 roku ma z kim przegrać". Politolog zwrócił jednak uwagę, że "kluczowe jest to, czy Fidesz odda władzę".
"Mógłby to zrobić nawet po wyborach"
- Bardzo silne napięcia na linii Węgry-Ukraina, zarzuty o wpływanie na wybory, to że Ukraina stoi za partią TISZA, byłyby w stanie sprawić, że Węgrzy wprowadzą coś takiego jak stan zagrożenia kraju - uważa gość "Wywiadu Politycznego". Jego zdaniem dotychczasowy parlament "mógłby to zrobić nawet po wyborach, zanim zbierze się ten nowy". Jak wyjaśniał, to by oznaczało, że wybory nie mogłyby się odbyć przez następne trzy miesiące po odwołaniu parlamentu, "natomiast nikt nie powiedział czy w ogóle by go odwołano".
- Jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której pomimo werdyktu wyborczego (negatywnego dla Fideszu), Fidesz mógłby władzy nie oddać. To pozostaje w political fiction, natomiast obserwując relacje węgiersko-ukraińskie, ich stopień skomplikowania, zarzuty i ich wagę, to taka argumentacja w tyle głowy zaczyna mi się pojawiać - mówił Hejj.
W jego ocenie, jeżeli obecny faworyt wyborów wygra, to "proces dochodzenia do władzy będzie obarczony długimi protestami i otwartym pytaniem czy premier i jego środowisko polityczne naprawdę uznają wynik".
Źródło: TOK FM, PAP