"Niesmak i niezrozumienie" w Rumunii. "Wielu ludzi w to nie uwierzy"
Zaplanowana na ten weekend II tura wyborów prezydenckich w Rumunii nie dojdzie do skutku. Sąd Konstytucyjny w Bukareszcie zdecydował w piątek o unieważnieniu pierwszej tury głosowania. A to oznacza, że cały proces wyborczy trzeba powtórzyć od nowa.
Podstawą do unieważnienia wyborów stały się odtajnione dokumenty służb, z których wynika, że kampania skrajnie prawicowego kandydata Calina Georgescu, który zdobył najwięcej głosów w pierwszej turze, była wynikiem zorganizowanej manipulacji prowadzonej spoza kraju.
Polityczne trzęsienie ziemi w Rumunii. Co wiemy o kontrowersyjnym wygranym?
Unieważnienie wyborów prezydenckich. Kto teraz będzie rządził Rumunią?
Nowe wybory prezydenckie w Rumunii będą się mogły odbyć dopiero około marca przyszłego roku. Obecny prezydent Klaus Iohannis zapowiedział, że do czasu wyboru swojego następcy pozostanie na stanowisku.
Iohannis powołał się na konstytucyjny zapis, który głosi, że 'prezydent Rumunii sprawuje swój mandat do czasu zaprzysiężenia nowo wybranego prezydenta'. Ale, jak zauważył w 'TOK 360', Jakub Pieńkowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, gdyby całościowo podejść do tego przepisu, po 21 grudnia pełniącym obowiązki prezydenta Rumunii powinien być marszałek Senatu. - Więc mamy tutaj pewien zgrzyt - wskazał.
'Niesmak i niezrozumienie' w Rumunii. 'Wielu ludzi w to nie uwierzy'
Rozmówca Adama Ozgi relacjonował, że w Rumunii trwa żywa dyskusja czy decyzja sądu konstytucyjnego była słuszna. - Raczej tutaj są opinie, że przede wszystkim ona była spóźniona, bo to było zrobić, ale na etapie kampanii - jeszcze przed I turą wyborów prezydenckich. Bo w tej chwili wielu ludzi odnosi wrażenie, że posłużono się pewną manipulacją prawniczą dlatego, że rządzącym nie podobało się, że Georgescu wszedł do II tury - mówił Pieńkowski.
Tym bardziej, że wcześniej (w poniedziałek) ten sam sąd konstytucyjny uznał za ważne wyniki I tury wyborów prezydenckich. Wówczas jednak sąd rozpatrywał tylko sam proces głosowania. Dopiero teraz sprawdził nieuczciwe praktyki w czasie kampanii wyborczej.
- To właśnie powoduje, że mamy taki przynajmniej niesmak i niezrozumienie. I wielu ludzi w to nie uwierzy tylko będzie się dopatrywać jakiegoś spisku ciemnych sił - ocenił analityk PISM.
Jak zaznaczył, na ten moment trybunał nie zdyskwalifikował jednak Georgescu. - Więc może ponownie startować tylko musi zaczynać od początku - podobnie jak wszyscy inni kandydaci - podsumował Jakub Pieńkowski.