W Turcji wrze. Erdogan rozprawia się z rywalami, bank sprzedaje rezerwy. "10 mld dolarów"
- Po zatrzymaniu opozycyjnego burmistrza Stambułu Ekrema Imamoglu w środę w Turcji wybuchły protesty w różnych częściach kraju;
- Na jednej z tureckich uczelni doszło do konfrontacji między protestującymi studentami a policją, która użyła pałek i gazu łzawiącego;
- W Stambule mimo ogłoszonego przez biuro gubernatora czterodniowego zakazu zgromadzeń ludzie zebrali się przed komisariatem policji, do którego przewieziono Imamoglu, i przed siedzibą władz miejskich.
Imamoglu jest uważany za głównego politycznego rywala Recepa Tayyipa Erdogana, który rządzi Turcją od ponad 20 lat, najpierw jako premier, a od 2014 r. jako prezydent. W niedzielę partia Imamoglu ma ogłosić jego kandydaturę w wyborach prezydenckich zaplanowanych na 2028 rok. Zgodnie z konstytucją obecny przywódca nie może ubiegać się o reelekcję, ale pojawiają się głosy, że władze mogą dążyć do wprowadzenia zmiany w konstytucji, która umożliwiłaby mu dalsze rządy.
Imamoglu zarzuca się korupcję i powiązania z terroryzmem. - Możemy sobie wyobrazić, że gdyby dostał wyrok ze wszystkich tych zarzutów, to byłoby to jakieś 150 lat więzienia - przyznała z ironią w głosie dr Karolina Wanda Olszowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Instytutu Badań nad Turcją. Jak dodała gościni Adama Ozgi w "TOK360" już mało kto wierzy w to, że turecki wymiar sprawiedliwości jest niezależny od władzy Erdogana.
Jeszcze przed zatrzymaniem Imamoglu został anulowany dyplom wyższej uczelni. A tak się składa, że bez tego nie można kandydować w wyborach. - Wydawało się, że to będzie szczyt - przyznała ekspertka.
Ludzie, mimo zakazu protestów, i tak się gromadzą, by sprzeciwić się decyzji władzy. - Oni wiedzą, jakie poniosą konsekwencje. Pamiętają represję po puczu w 2016 roku. Dlatego te protesty nie są aż tak duże. Choć są ludzie zdeterminowani, żeby pokazać swój sprzeciw - mówiła dalej dr Olszowska.
Lira leci w dół
Na wydarzenia w kraju dość szybko zareagowały rynki. Tamtejsza waluta straciła na wartości. A turecki bank centralny zdecydował się na dość dramatyczny ruch. - Sprzedano rezerwy. Tak podaje coraz więcej źródeł. Mówi się o 10 miliardach dolarów, żeby podnieść lirę. Więc jest pytanie, jakie będą koszty tego wszystkiego - wskazała ekonomistka. Tym bardziej, że stan tureckiej ekonomii dopiero niedawno zaczął się poprawiać.
To największe bankructwo w historii Szwecji. Wszystko poszło nie tak