Rosyjscy żołnierze na hulajnogach to nie żart. Tak boją się ukraińskich dronów
- Zdolności zaczepne rosyjskiej armii w centralnym Donbasie, czyli w najważniejszym obszarze obecnie dla Rosji i Ukrainy wyczerpały się - powiedział w "Światopodglądzie" pułkownik rezerwy Piotr Lewandowski. Dodał jednak, że jest to chwilowe wyczerpanie i trudno określić, jak długo ono potrwa, ale według wojskowego raczej będą to "tygodnie niż dni".
- Mając ugrupowanie rzędu 600 tys. żołnierzy nigdy nie nastąpi wszędzie całkowite wyczerpanie. Zapewne obecnie Rosjanie przegrupowują siły, określają nowe kierunki uderzeń, uzupełniają ochotnikami z Rosji, których notabene zaczyna brakować - powiedział płk Lewandowski. Wskazał, że na "przełomie kwietnia i mają ruszy kolejne uderzeni". Choć, w jego ocenie, nie będzie ono "tak silne, jak te, z którymi mieliśmy do czynienia jeszcze pół roku temu".
Ekspert powiedział, że Ukraińcy "nawet dość skutecznie kontratakują w rejonie Pokrowska i Torecka". Zwrócił także uwagę, że armia ukraińska nadal razi dronami zaplecze wojsk rosyjski.
Posłuchaj podcastu!
Rosyjska piechota na elektrycznych hulajnogach
Jako dowód wskazał informacje i nagrania wideo dostępne w internecie, na których można zobaczyć, jak rosyjscy żołnierze piechoty przemieszczają się na motocyklach, elektrycznych hulajnogach i "pojazdach wyglądających jak wózki golfowe". Wszystko to służy, jak tłumaczył gość Agnieszki Lichnerowicz, bezpieczeństwu, bo dzięki "szykowi rozproszonemu zmniejsza się straty w ludziach". - Transportery opancerzone piechoty są atakowane dronami i przy celnym uderzeniu potrafi zginąć od kilku do kilkunastu żołnierzy w jednym pojeździe - podkreślił.