Co dalej z Marine Le Pen? Będzie "duży nacisk ze strony Zjednoczenia Narodowego"
- Były dziennikarz francuskiego radia RFI Piotr Moszyński powiedział, że po wyroku na Marine Le Pen skrajna prawica stara się uzyskać jak największe wsparcie opinii publicznej, zapowiada manifestacje i rozdaje ulotki na ulicach;
- Piotr Moszyński wskazał, że Marine Le Pen i jej współpracownicy w mediach protestują, przeciw wyrokowi sądu;
- Moszyński zwrócił uwagę, że Zjednoczenie Narodowe będzie "bardzo mocno" naciskać na zmianę wyroku.
Sąd w Paryżu orzekł w poniedziałek karę czterech lat pozbawienia wolności, w tym dwóch w zawieszeniu, dla liderki skrajnej prawicy Marine Le Pen za defraudację środków publicznych. Orzekł również pięcioletni zakaz ubiegania się przez nią o stanowiska publiczne. Zakaz ma być egzekwowany natychmiast, więc w praktyce pozbawia polityczkę możliwości startu w wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
Jak mówił w "Popołudniu Radia TOK FM" Piotr Moszyński, były dziennikarz francuskiego radia RFI, skrajna prawica w reakcji na wyrok zapowiada "wszelkie możliwe akcje, które mogą przysłużyć się Marine Le Pen". - Zapowiadają manifestacje, już działają na ulicach, rozdają liczne ulotki - powiedział Moszyński.
Dodał, że "we wszystkich możliwych telewizjach" jest nie tylko Marine Le Pen, ale wszyscy jej najbliżsi współpracownicy. - Wypłakują się w rękaw opinii publicznej, że oto Marine Le Pen została potwornie skrzywdzona. Wyrok określają jako dyktaturę sędziów i przekonują, że sędziowie odbierają Le Pen prawa demokratyczne, a nie powinni tego robić, bo to wyborcy mają prawo zdecydować, kto zostanie prezydentem Francji - podkreślił.
Posłuchaj podcastu!
Gość TOK FM zwrócił uwagę, że "oczywiście w teorii mają rację", bo to wyborcy powinni wybierać prezydenta". - Niemniej wyborcy nie powinny wysyłać na to stanowisko przestępców. A tak się składa, że sąd orzekł, że Marine Le Pen i jej kilku współpracowników naruszyło prawo i zdefraudowało dużą sumę publicznych pieniędzy - dodał.
Gość Anny Piekutowskiej przypomniał także, że to Marine Le Pen "przez wiele lat domagała się dożywotniego pozbawienia biernego prawa wyborczego" dla każdej pełniącej publiczną funkcję osoby, wobec której sąd orzekłby defraudację publicznych pieniędzy. - Dopóki sama nie spotkała się z takim oskarżeniem - dodał. Zaznaczył, że pozbawienie biernego prawa wyborczego Marine Le Pen wynika z przepisów francuskiego prawa.
Le Pen wycofa się z polityki? Jasna deklaracja po decyzji sądu
Według Moszyńskiego wywierany będzie "bardzo duży nacisk ze strony Zjednoczenia Narodowego na opinię publiczną, sędziów i polityków, żeby jak najszybciej zmienił się wyrok w sprawie Marine Le Pe". - Co jest teoretycznie możliwe, bo może się on zmienić na poziomie sądu apelacyjnego, do którego Marine Le Pen złożyła odwołanie. Ale sądy we Francji działają w swoim trybie i nie sądzę, były wrażliwe na takie pohukiwania - dodał.
Kto ze skrajnej prawicy, jak nie Marine Le Pen?
Moszyński na pytanie, czy jest ewentualny następca Marine Le Pen, gdyby ona jednak nie wystartowała w wyborach prezydenckich, odpowiedział, że "jest to już postanowione". A naturalnym kandydatem jest lider Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella. - Marine Le Pen powiedziała publicznie, że Jordan Bardella byłby dobrym prezydentem - dodał.