Trump chce ministerstwa wojny. "Pokazanie gotowości do obrony"
Profesorka Paulina Matera politolożka z Uniwersytetu Łódzkiego uważa, że decyzja Donalda Trumpa o zmianie nazwy Departamentu Obrony na Ministerstwo wojny służy "odstraszeniu wróg". - Nie widzę symptomów, wielkich zmian w polityce Trumpa, które by mogły prow - powiedziała w "Poranku Radia TOK FM" Matera.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Donald Trump zdecydował o zmianie nazwy departamentu obrony?;
- Czy to oznacza, że USA szykują się do wojny?;
- Jak decyzję Trumpa ocenia politolożka z Uniwersytetu Łódzkiego?.
Prezydent USA Donald Trump podpisał w piątek rozporządzenie pozwalające na używanie przez resort obrony nazwy "Ministerstwo Wojny" jako alternatywnej nazwy instytucji. Dokument nie zmienia formalnie nazwy resortu, lecz pozwala na używanie nowej nazwy. - - To jest coś, o czym długo myśleliśmy (...) Wygraliśmy I wojnę światową. Wygraliśmy II wojnę światową. Wygraliśmy wszystko przed nią i pomiędzy. A potem postanowiliśmy pójść w stronę "woke" i zmieniliśmy nazwę na Ministerstwo Obrony. Więc teraz znów nazywać to Ministerstwem Wojny - oznajmił Trump.
Według profesorki Pauliny Matery politolożki z Uniwersytetu Łódzkiego decyzja Trumpa może wynikać między innymi z jego rozczarowania, "że nie może wprowadzić pokoju i nie dostanie pokojowej nagrody Nobla". Jak mówiła, prezydent USA ma poczucie, że "nie słucha go" premier Izraela a przywódcy Chin i Rosji spotykają się i "wydaje się tworzą jakiś Sojusz przeciwko Stanom Zjednoczonym".
Gościni "TOK FM" podkreśliła, że zmiana nazwy na Departament Wojny to racze "pokazanie gotowości do obrony". Jak mówiła, już za pierwszej kadencji Trumpa w amerykańskiej polityce zagranicznej "widać było tendencję", unikania angażowania się w konflikty. - Jeżeli amerykańskie siły zbrojne były zaangażowane, to tylko powiedzmy punktowo - powiedziała.
Politolożka wskazała, że w USA nie ma gotowości do zaangażowania się w jakiś długotrwały konflikt. - Ponieważ w ostatnich latach Stany Zjednoczone miały takie doświadczenie, że te wojny ich bardzo osłabiają - powiedziała.
Przypomniała, wycofanie się wojsk amerykańskich z Afganistanu, które odbyło się za prezydentury Joe Bidena, ale jak mówiła, to "Trump właściwie je przygotowywał". Dodała, że za pierwszej kadencji Trumpa były próby stworzenia "jakiegoś sojuszu na Bliskim Wschodzie, państwa przyjaznych Stanom Zjednoczonym" które same by się dogadywały i pilnowały tam pokoju. - Po to, aby Stany Zjednoczone nie musiały się bezpośrednio angażować - powiedziała.
Podkreśliła, że zmiana nazwy jej zdaniem ma na celu "odstraszanie". - Nie widzę symptomów, wielkich zmian w polityce Trumpa, które mogłyby prowadzić do rozpoczęcia jakiegoś konfliktu - zaznaczyła.
Opracował: Krzysztof Markowski.