,
Obserwuj
Świat

Ukrainiec wykluczony z igrzysk za kask. "Chwila wstydu"

4 min. czytania
12.02.2026 15:50

Ukraiński skeletonista Władysław Heraskewycz został wykluczony z igrzysk olimpijskich we Włoszech z powodu kasku upamiętniającego poległych na wojnie z Rosją rodaków. Sprawę skomentował minister spraw zagranicznych Ukrainy, który ocenił tę decyzję jako "chwilę wstydu" dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. - Myślę, że to gigantyczna próba utrzymania maksymalnej neutralności samych zawodów sportowych - ocenił w TOK FM Mieszko Rajkiewicz z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej.

Ukraiński skeletonista Władysław Heraskewycz został wykluczony z igrzysk Mediolan-Cortina d'Ampezzo
Ukraiński skeletonista Władysław Heraskewycz został wykluczony z igrzysk Mediolan-Cortina d'Ampezzo
fot. TIZIANA FABI/AFP/East News
  • Władysław Heraskewycz, ukraiński skeletonista, został zdyskwalifikowany za noszenie kasku upamiętniającego poległych sportowców w wojnie z Rosją;
  • Międzynarodowy Komitet Olimpijski argumentował, że to forma demonstracji politycznej;
  • Heraskewycz planuje odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu.

W kasku z wizerunkami ponad 20 poległych na wojnie ukraińskich sportowców i trenerów Heraskewycz wziął udział w poniedziałkowym treningu. Międzynarodowy Komitet Olimpijski zakazał mu jednak tego, powołując się na artykuł 50. Karty Olimpijskiej, który wprowadza "zakaz wszelkiego rodzaju demonstracji lub propagandy politycznej, religijnej albo rasowej na obiektach olimpijskich i w innych miejscach". Skeletonista dostał natomiast pozwolenie na noszenie czarnej opaski.

Mimo to Heraskewycz nadal trenował w zakazanym kasku i zapowiedział start w nim w czwartkowych zawodach. Według niego nie narusza to żadnych przepisów MKOl. Do zmiany decyzji osobiście próbowała go przekonać przewodnicząca MKOl Kirsty Coventry, która czekała rano na Heraskewycza na torze. Ukrainiec nie zmienił jednak zdania, co oznaczało dyskwalifikację.

- Trudno to wyrazić lub ubrać w słowa. To pustka - powiedział dziennikarzom Heraskewycz, zapowiadając odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS). - To jest cena naszej godności - dodał później. Coventry decyzję Heraskewycza przyjęła ze łzami w oczach. - To przesłanie pamięci i nikt się z tym nie kłóci. Wyzwaniem było znalezienie rozwiązania tej sytuacji. Niestety to się nie udało - przyznała.

MKOl następnie oświadczył: "Pomimo licznych rozmów i osobistych spotkań między MKOl a panem Heraskewyczem, ostatniego z nich dziś rano z prezydent MKOl Kirsty Coventry, nie rozważał on żadnej formy kompromisu". "MKOl bardzo zależało na tym, aby pan Heraskewycz wziął udział w zawodach. Dlatego MKOl starał się znaleźć pełen szacunku sposób na upamiętnienie jego kolegów-sportowców, którzy zginęli w wyniku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Istotą tej sprawy nie jest przesłanie, lecz to, w jaki sposób chciał je wyrazić" - dodano.

Ukraiński szef MSZ: Chwila wstydu

Głos w sprawie zabrał minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha. 

"MKOl wykluczył nie ukraińskiego sportowca, ale swoją reputację. Przyszłe pokolenia będą wspominać to jako chwilę wstydu" - napisał Sybiha na platformie X. "Chciał po prostu upamiętnić swoich kolegów-sportowców poległych na wojnie. Nie ma w tym nic złego, ani pod względem etycznym, ani prawnym" - dodał.

"Próba utrzymania neutralności zwodów sportowych"

- Myślę, że to gigantyczna próba utrzymania maksymalnej neutralności samych zawodów sportowych. O ile sport nie jest neutralny politycznie, ale same areny olimpijskie czy sportu międzynarodowego, korty, hale, to ma być przestrzeń teoretycznie jak najbardziej neutralna - powiedział w TOK FM Mieszko Rajkiewicz z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej. - Ukraina robi swoje, czyli przypomina i walczy z Rosją też na wizerunkowej płaszczyźnie, a MKOl robi swoje, czyli próbuje utrzymać neutralność - ocenił. Podkreślił, że pod względem moralnym trudno nie zgodzić się z ukraińskim skeletonistą.

Rajkiewicz przypomniał letnie igrzyska olimpijskie w Paryżu w 2024 roku, podczas których afgańska zawodniczka, reprezentująca drużynę uchodźców złożoną z sportowców z różnych państw, miała na stroju napis "Free Afghan women", czyli "Uwolnić afgańskie kobiety". - To również zostało potraktowane jako demonstracja polityczna i też doszło do dyskwalifikacji - zaznaczył.

"To uderza w MKOl"

O kontrowersyjnej decyzji mówił korespondent TOK FM na igrzyskach olimpijskich we Włoszech Przemysław Pozowski. - To zła decyzja i coś, co w Międzynarodowy Komitet Olimpijski uderza i sprawia, że ludzie, którym ta wojna jest bliska, myślą sobie, że MKOl zmierza w kierunku FIFY (Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej) z jej różnymi absurdalnymi decyzjami - ocenił w audycji "Jeszcze więcej igrzysk". - Po co więc ten cały przekaz pokoju na ceremonii otwarcia, którą państwu relacjonowałem ze stadionu San Siro, skoro nie można upamiętnić ofiar agresji jednego kraju - powiedział Pozowski.

Jego zdaniem "jeżeli to był hołd dla poległych w wojnie, to MKOl powinien być bardziej elastyczny i po prostu pozwolić Heraskewyczowi na start". - Co to za demonstracja polityczna w kontekście tego, kiedy jeden kraj najeżdża drugi - dodał, nawiązując do argumentacji Komitetu.

Już podczas poprzednich zimowych igrzysk olimpijskich w Pekinie w 2022 r. Władysław Heraskewycz prezentował transparent z hasłem "Nie dla wojny w Ukrainie". Kilka dni po zakończeniu zawodów Rosja zaatakowała jego kraj. Skeletonista podkreślał, że zamierza przestrzegać przepisów zakazujących demonstracji politycznych w obiektach olimpijskich, jednocześnie dbając o to, aby trudna sytuacja Ukrainy została nagłośniona podczas igrzysk. Wówczas MKOl uznał, że sportowiec po prostu apeluje o pokój i nie naruszył Karty Olimpijskiej.

Źródło: TOK FM, PAP