,
Obserwuj
Świat

W Niemczech oburzenie. Czy konkurs skoków można było zakończyć inaczej? "To byłaby katastrofa"

4 min. czytania
17.02.2026 16:18

Niemcy nie kryją rozczarowania po decyzji jury o anulowaniu finałowej serii olimpijskiego konkursu duetów w skokach narciarskich. Powodem była gwałtowna śnieżyca. - W jakimś stopniu czujesz się oszukany, bo odebrano ci to, co już zdążyłeś osiągnąć - powiedział dyrektor sportowy federacji Horst Huettel. Jak przekonywał w programie Sport.pl "Studio Cortina" były trener Kacpra Tomasiaka - Sławomir Hankus, w jakich skakał 19-letni skoczek, "nie ma najmniejszej szansy na oddanie dobrego skoku".

Philipp Raimund i Andreas Wellinger podczas poniedziałkowego konkursu duetów w skokach narciarskich w Predazzo
Philipp Raimund i Andreas Wellinger podczas poniedziałkowego konkursu duetów w skokach narciarskich w Predazzo
fot. Jewgienij Małoletka/Associated Press/East News
  • Polski duet w składzie Kacper Tomasiak - Paweł Wąski zdobył w poniedziałek srebrny medal w konkursie w Predazzo;
  • Finałową rundę konkursu anulowano z powodu intensywnych opadów śniegu, co wywołało rozczarowanie wśród Niemców;
  • Decyzję komentował w "Studiu Cortina" były trener Tomasiaka Sławomir Hankus.

Przez większość poniedziałkowej rywalizacji w Predazzo warunki były dobre i równe dla wszystkich. W trakcie ostatniej serii nad skocznią rozpętała się śnieżyca. Po dłuższym oczekiwaniu i próbach trzech zawodników w trudnych warunkach, z którymi najgorzej poradził sobie Kacper Tomasiak, jury zawodów zdecydowało o anulowaniu finałowej rundy i uznaniu za końcowe wyników po dwóch trzecich zmagań. Dzięki temu biało-czerwoni (drugim w składzie był Paweł Wąsek) sięgnęli po srebrny medal. 

- To, co się stało, to było apogeum wszystkiego. Zaczęliśmy bardzo dobrze. Dwie serie był super dla nas, w trzeciej troszkę słabszy skok Pawła. To, co się później wydarzyło, to była i frustracja, i zaniepokojenie przed skokiem Kacpra. Byliśmy trochę zdołowani, bo szkoda było nam tego wszystkiego, ale cóż, zapominamy o tej ostatniej serii - powiedział w poniedziałek po zakończeniu konkursu trener Maciej Maciusiak korespondentowi TOK FM na igrzyskach we Włoszech Przemysławowi Pozowskiemu.

Niemcy rozżaleni 

Decyzja o tym, że ostatnia seria konkursu się nie odbędzie, wywołała duże rozczarowanie w środowisku niemieckich skoków narciarskich. Rozzłościła zwłaszcza dyrektora sportowego Niemieckiego Związku Narciarskiego (DSV) Horsta Huettela. - Jestem naprawdę wściekły, bo nikt z nas tego nie rozumie - powiedział Huettel rozczarowany czwartym miejscem Philippa Raimunda i Andreasa Wellingera, którym do podium zabrakło 0,3 pkt, czyli - jak wyliczyli - 17 centymetrów. Mogli liczyć na więcej, gdyż Raimund finałową próbę miał bardzo udaną i gdyby zaliczono skok Tomasiaka, Polacy znaleźli się za niemieckim duetem.

- Aplikacje pogodowe wskazywały, że obfite opady śniegu - główny powód anulowania ostatniej serii - szybko ustaną. I tak się stało. Nadszedł front śnieżny i zniknął po około 15-18 minutach. FIS chyba też może korzystać z takich aplikacji pogodowych. To po prostu zostało źle przeprowadzone, strasznie źle - ocenił.

Huettel widział inne rozwiązanie. - Można było anulować finałową serię, ale później pozwolić skoczyć wszystkim jeszcze raz. Myślę, że to byłaby najbardziej sprawiedliwa i najlepsza decyzja dla wszystkich. A tak w jakimś stopniu czujesz się oszukany, bo odebrano ci to, co już zdążyłeś osiągnąć. To zawsze jest smutne i gorzkie - mówił. - Cztery lata temu w Pekinie zdobyliśmy brązowy medal w drużynie, wyprzedzając Norwegię o pół punktu. Czasami bywa odwrotnie i to też jest w porządku. Ale to, co zdarzyło się teraz było przede wszystkim nieprofesjonalne - dodał dyrektor sportowy DSV.

Trener reprezentacji Niemiec Stefan Horngacher, który w przeszłości pracował w Polsce, również ubolewał nad decyzją jury. - Myślę, że można było nieco przyspieszyć przebieg zawodów albo zrobić sobie krótką przerwę, aż śnieg przestanie padać - powiedział Austriak.

W reakcji na decyzję o anulowaniu ostatniej serii niemieccy kibice zgromadzeni na trybunach wokół skoczni w Predazzo zaczęli gwizdać i buczeć.

"Musieliśmy podjąć decyzję tu i teraz"

Dyrektor zawodów z ramienia Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardu (FIS) Sandro Pertile bronił decyzji o anulowaniu finałowej rundy. - Po zawodach łatwo powiedzieć, że powinniśmy byli poczekać. Ale musieliśmy podjąć decyzję tu i teraz - odpierał zarzuty.

Włoch zasugerował również, że rolę - poza pogodą - odgrywała także kwestia transmisji telewizyjnej. - Wszyscy wiemy, że mamy ograniczony czas antenowy - powiedział Pertile.

"Nie ma szansy na oddanie dobrego skoku"

Decyzję, która wzbudziła kontrowersje, komentowali goście wtorkowego wydania programu "Studio Cortina" Sport.pl. Zwracali uwagę, że warunki w trakcie ostatnich prób były już skrajnie nierówne.

- Widzimy Kacpra Tomasiaka, który czeka trzy - cztery minuty na swój skok, tory są zasypane śniegiem, a on jedzie z tej samej belki, co jego rywale. Tylko że z automatu ma trzy kilometry na godzinę mniejszą prędkość - mówił Sławomir Hankus, jeden z pierwszych trenerów 19-letniego skoczka. Jak tłumaczył, na takiej skoczni różnica trzech kilometrów oznacza ogromną stratę. - Nie ma najmniejszej szansy na oddanie dobrego skoku - przekonywał.

Hankus przyznał, że można gdybać, czy dokończenie konkursu byłoby dobrym rozwiązaniem, ale jego zdaniem, jeśli już zdecydowano by się na kontynuację, "to cała grupa musiałaby te zawody powtórzyć od pierwszego skoku, łącznie z Kacprem".

- Jeżeli przeczekaliby i puścili resztę, kiedy śnieg już przestałby padać, to byłaby katastrofa wizerunkowa - ocenił. - Moim zdaniem bardzo dobrze się stało, że tę serię odwołali - dodał.

Źródło: PAP, TOK FM, Sport.pl