Raport RPO: W polskich więzieniach są osoby upośledzone, które nie powinny tam trafić

Osoby upośledzone i chore np. na schizofrenię, które nigdy nie powinny trafić do zakładu karnego, odsiadują w nich wyroki - wynika z kontroli przeprowadzonej przez RPO. W więzieniach znaleziono 120 takich osób. W dziewięciu sprawach rzecznik wystąpił już z kasacją do Sądu Najwyższego.

Za badaniem, ile jest takich osób i w jakim są stanie stoi zastępca RPO, Krzysztof Olkowicz. To wieloletni dyrektor służby więziennej w okręgu w Koszalinie i to on za osobę skazaną, a jednocześnie chorą, odsiadującą wyrok za kradzież batona za 99 gr - zapłacił 40 złotych grzywny.

Odszedł ze służby i został zastępcą rzecznika. Podlega mu właśnie m.in. więziennictwo. Przyznaje, że nie spodziewał się, że skala jest tak duża. 

RPO podjął działania, by takim osobom pomóc

Prawnicy złożyli 9 kasacji i 22 wnioski o wznowienie postępowania w sprawie osób, które nie powinny przebywać w zakładach karnych. Kolejne sprawy są szczegółowo analizowane, decyzje co z nimi - jeszcze nie zapadły. - Więzienie nie jest dla osób, które są upośledzone - mówi K.Olkowicz.

Podaje jeden z przykładów: mężczyzny, który miał bardzo trudne dzieciństwo, a gdy tylko stał się dorosły - został wyrzucony z domu. - Spał w lasach, przygodnych miejscach i poza sporem było, że dokonał czynu zabronionego. Z cmentarza wyniósł część ogrodzenia i to sprzedał. Wyrok sądu brzmiał 7 miesięcy ograniczenia wolności, polegające na wykonywaniu nieodpłatnej, kontrolowanej pracy - mówi K.Olkowicz. Tyle tylko, że mężczyzna do pracy sie nie stawił, a w efekcie karę ograniczenia wolności zamieniono mu na więzienie.

- Człowiek ten trafił do zakładu karnego. I kiedy tylko otwierano drzwi, choćby po to, aby dać mu posiłek, to trzeba go było wyciągać spod łóżka, bo tam się chował. W takim stanie trafił do więzienia - mówi zastępca RPO.

"Oni myślą na poziomie kilkuletniego dziecka"

Takich przypadków jest wiele - osób, które myślą na poziomie siedmio- czy dziewięcioletniego dziecka. - Trzeba zadać pytanie, jak to się stało, że takie osoby trafiły do zakładu karnego? Przejrzałem opinie biegłych. Wiele z nich było bardzo powierzchownych - mówi Olkowicz.

Jak dodaje, w części przypadków opinie były pozytywne, potwierdzały, że dana osoba może odpowiadać za swój czyn - mimo, że praktycznie nie było z nią kontaktu, nie umiała pisać, liczyć do 10 czy logicznie myśleć. - Wystarczyło popatrzeć, porozmawiać, żeby wiedzieć, że takie osoby zdecydowanie nie powinny się znaleźć w zakładach karnych - mówi nasz rozmówca.

Jak to się dzieje, że sądy skazują niepełnosprawnych intelektualnie na więzienie?

- Pierwszy kontakt ma policja. I jeżeli policjant wyraźnie nie zaznaczy w protokole zatrzymania trudności z nawiązaniem kontaktu z taką osobą, to sąd - jeśli są to drobne przestępstwa - wymierza karę bez przeprowadzania rozprawy, na posiedzeniu niejawnym, często nie widząc w ogóle z kim na do czynienia - mówi K.Olkowicz. Załóżmy, że sąd orzeka grzywnę. Skazany grzywny nie płaci, więc zamienia mu się to na więzienie. Tu sąd wykonawczy - znów nie widzi takiego "przestępcy". W efekcie osoba upośledzona trafia za kratki.

RPO wnioskuje do pani premier o jedną, ważną zmianę. Ale...

Rzecznikowi Praw Obywatelskich zależało, by to zmienić. Stąd wniosek do premier Beaty Szydło o zmianę rozporządzenia, którego załącznikiem jest protokół zatrzymania. RPO chciał, by policjanci mieli obowiązek wpisywania w takim protokole informacji o dziwnym zachowaniu zatrzymanego, o braku logicznego myślenia czy wszelkich innych tego typu obserwacjach.

Rzecznikowi odpisał wiceminister spraw wewnętrznych, uznając, że nie ma mowy o zmianie wypełnianego przez policję dokumentu. "(...) niewłaściwym byłoby dokonywanie w jego treści "osobistych" spostrzeżeń funkcjonariusza co do stanu zdrowia fizycznego czy psychicznego osoby zatrzymanej. Mimo posiadania wiedzy na temat symptomów chorób i niepełnosprawności psychicznej lub fizycznej policjant nie jest podmiotem właściwym do dokonywania takich ocen" - napisał wiceminister Jarosław Zieliński. - Przecież nie chodzi nam o to, by policjant dokonywał oceny stanu zdrowia psychicznego takiej osoby, bo mamy świadomość, że tego nie zrobi. Ale chcemy, by zauważył i odnotował, że są trudności z nawiązaniem kontaktu, z logicznymi odpowiedziami na pytania - wtedy sąd wiedziałby, że istnieją jakieś wątpliwości i mógłby nie orzekać na posiedzeniu niejawnym, ale skierować sprawę na rozprawę główną - wyjaśnia Olkowicz.

Upośledzony w zakładzie karnym? "To prawdziwy dramat"

Do cel trafiają osoby z upośledzeniem, nawet w stopniu znacznym, które tak naprawdę wymagają codziennej opieki. - A taka osoba nagle znajduje się w sytuacji, że musi sobie poradzić sama. I bardzo często dochodzi do wykorzystywania takich osób przez innych - jest to wykorzystywanie i fizyczne, i psychiczne - mówi Olkowicz.

Jak dodaje, w wielu przypadkach taki osadzony staje się agresywny. - Co w przypadku takich niepełnosprawnych jest zupełnie normalnym zachowaniem. Ale w momencie, gdy stają się agresywne, uruchamiany jest katalog kar dyscyplinarnych. I staje się to prawdziwym dramatem - mówi zastępca RPO.

 

DOSTĘP PREMIUM