Stawiszyński: Reptilianie ponad podziałami

Czy elita światowych polityków i biznesmenów to tak naprawdę jaszczury przybyłe dawno temu z odległego gwiazdozbioru Smoka? Z uwagi na swoje szczególne właściwości - przede wszystkim zmiennokształtność - zdolne do przybierania ludzkiej postaci w sposób tak perfekcyjny, że stają się od człowieka praktycznie nieodróżnialne?
Zobacz wideo

Przynajmniej dla nieuzbrojonego oka i nieuzbrojonego umysłu. Czy zatem my, ludzkość, a w każdym razie ci spośród nas, którzy faktycznie do rodzaju ludzkiego należą, jesteśmy od tysięcy lat poddawani wyjątkowo bezwzględnej i okrutnej okupacji – w naszym własnym domu, na planecie Ziemia?

Ktokolwiek usłyszawszy albo przeczytawszy te słowa wzrusza ramionami albo kwituje je kpiącym uśmiechem, niechże zwróci uwagę na ogromną popularność tej z pozoru tylko fantazyjnej teorii spiskowej. Wedle przeprowadzonego w 2013 roku badania opinii publicznej, w istnienie zmiennokształtnych jaszczurów – a także w to, że kontrolują oni światowy biznes  i światową politykę – wierzy około 12 milionów Amerykanów i Amerykanek. Zasadnie można przypuszczać, że od tamtej pory liczba wyznawców i wyznawczyń jaszczurczej konspiracji nie zmalała, lecz wzrosła – i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Z pewnością niebagatelne znaczenie ma tutaj okoliczność, że rosnący w siłę altprawicowy populizm pełnymi garściami korzysta nie tylko z konkretnych spiskowych koncepcji – na przykład tych negujących wpływ cywilizacji na kryzys klimatyczny – ale także z pewnych ogólnych mechanizmów charakterystycznych dla tego sposobu myślenia.

Mimo to wciąż znaczna część z nas ma tendencję do lekceważącego traktowania teorii spiskowych, do widzenia w nich aktywności już to marginalnej i nieznaczącej społecznie, już to charakterystycznej dla osobników usposobionych paranoidalnie, albo pozbawionych odpowiedniej intelektualnej ogłady. Takie podejście obowiązywało skądinąd jeszcze do niedawna, za sprawą Karla Poppera i Richarda Hofstadtera, dwóch myślicieli, którzy na wiele lat nasz sposób myślenia o tym temacie ukształtowali. Mówiąc w największym skrócie, pierwszy twierdził – zresztą zasadnie – że teorie spiskowe to po prostu wadliwe rozumowania; drugi natomiast, że takimi rozumowaniami posługują się najchętniej i najczęściej osoby zaburzone, a zatem że są to po prostu rozumowania będące produktem zaburzonej umysłowości.

Obie te tezy – niekiedy rozłącznie, a niekiedy synergicznie – stosowano i stosuje się wciąż do dezaktywacji i dewaluacji licznych spiskowych przekonań. Rzecz w tym, że nie wpłynęło i wciąż nie wpływa to w najmniejszym nawet stopniu na spadek popularności tych ostatnich. Wiele za to wskazuje, że takie zawężenie sposobu myślenia o teoriach spiskowych czyni sporo niepotrzebnego zamieszania i nie oddaje sprawiedliwości złożonej naturze tego zjawiska.

Bo ostatecznie spiski czasami się przecież zdarzają, i to nawet całkiem spektakularne. I nie zawsze ktoś, kto sprzeciwia się oficjalnej interpretacji jakiegoś zdarzenia, domniemując, że istnieje tam jakaś prawda ukryta, do której można dotrzeć („The truth is out there” – pamiętacie hasło z nieocenionego serialu „Archiwum X”?), musi być człowiekiem zaburzonym albo niepotrafiącym stosować poprawnych rozumowań.

Co więcej, teorie spiskowe to całkiem ciekawe źródło wiedzy o społeczeństwie. Możemy, dajmy na to, uznać z dużym prawdopodobieństwem, że zmiennokształtne jaszczury to jest jednak, mimo wszystko, fantazja. Ale już potraktowanie ich jako metafory późnego kapitalizmu, jako fantazji o finansowych i politycznych elitach, sporo nam o dzisiejszym świecie mówi.

Pod warunkiem, rzecz jasna, że odegnamy od siebie narzucające się przypuszczenie, że reptilianom najbardziej zależy właśnie na tym, abyśmy postrzegali ich jako fantazję i metaforę...


Widać pułapkę, w jaką wpada każdy

Ale teorie spiskowe czy szerzej – myślenie spiskowe – są ciekawe nie tylko w wymiarze metaforycznym. Istotne jest jednak zasadnicze rozróżnienie: na empirycznie weryfikowalne przekonanie, że spiski się zdarzają i na niewywrotne myślenie spiskowe, które potwierdza się samo, zawsze i niezależnie od wszelkich okoliczności.

Racjonalnie jest nie wykluczać na wejściu żadnej ewentualności, ale zarazem przyjmować takie hipotezy, za którymi przemawia najwięcej przesłanek i argumentów. Niemniej, inaczej – w sensie poznawczym i metodologicznym – postępuje ktoś, kto z góry nie odrzuca możliwości, że wypadek lotniczy był w istocie zamachem, a nawet przychyla się wstępnie do takiej opcji, niemniej prowadząc śledztwo, na podstawie ustaleń, ostatecznie wyklucza ów scenariusz; a inaczej ten, kto przystępuje do badania tego samego zdarzenia wyposażony w przekonanie, że jest ono efektem  działania złowrogich sił, w miarę zaś postępów w śledztwie – choć brak na jego tezę bezpośrednich dowodów – tylko się w swoim przekonaniu umacnia. Bo nieobecność oczywistych znamion zamachu potwierdza w jego umyśle tezę o zamachu w takim samym stopniu, w jakim potwierdzałoby ją ich wykrycie. Dlaczego? Ano dlatego: „zamachowcy byli po prostu na tyle sprytni, że zatarli za sobą wszelkie ślady!”.

Na tym przykładzie gołym okiem widać pułapkę, w jaką wpada każdy, kto dostanie się w sidła spiskowego myślenia. W sensie strukturalnym, oparte jest ono na błędzie noszącym w logice nazwę petitio principii. Za przesłankę wyjściową (był zamach!), przyjmuje się tutaj to, co dopiero w toku prowadzonych badań należy wykazać (był zamach!). Ów błąd cechują zarazem wyjątkowo skuteczne mechanizmy maskujące, gołym okiem go często nie widać i dlatego ten, kto go popełnia, często nie zdaje sobie z tego zupełnie sprawy.

Jeśli więc ktoś, kto wpadł w sidła myślenia spiskowego, miewa niekiedy rację – to znaczy jego spiskowe tezy okazują się w jakimś stopniu korespondować z rzeczywistością – jest to wyłącznie przypadkowa koincydencja, nie zaś wiedza wynikająca z realnego poznania. Jeśli natomiast ktoś,  postępując zgodnie z regułami poprawnego rozumowania, przyjmie – na przykład z powodu braku danych – tezę, która później okaże się błędna, i tak będzie w lepszym położeniu poznawczym aniżeli zwolennik myślenia spiskowego.

Innymi słowy, będzie bliżej rzeczywistości, bo pomyłki są w procesie zdobywania wiedzy niezbędne i nieuniknione, wyznawca teorii spiskowych natomiast nie popełnia ich nigdy.

Uwodzicielskie myślenie spiskowe

Ale działa tu jeszcze jeden czynnik, wcale niebagatelny. Myślenie spiskowe oddziałuje w sposób wyjątkowo uwodzicielski na ludzką psychikę. Jak wspomniałem – ktokolwiek je stosuje, ten zawsze i bezwzględnie ma rację. Niezależnie od tego, jak wiele przedstawi się dowodów przeciwko jego tezie – teza ta dzięki temu jeszcze się tylko wzmocni. Jej wyznawca natomiast zyska w oczach własnych oraz w oczach współwyznawców, status kogoś, kto dysponuje dostępem do informacji ekskluzywnych, niejawnych, niedostępnych dla ogłupionej taką czy inną propagandą większości.

Ten akurat składnik wydaje się tu szczególnie istotny. Zwłaszcza że często identyfikujemy się z jakimiś przekonaniami czy postawami wcale nie dlatego, że tak naprawdę myślimy, albo doszliśmy do nich drogą racjonalnego rozumowania, ale dlatego, że podobnie myślą ci, na których aprobacie nam zależy, i z którymi czujemy się tak czy inaczej związani. Co więcej – wbrew dość rozpowszechnionemu, zwłaszcza w kręgach lewicowo-liberalnych, przekonaniu, myślenie spiskowe nie jest wyłącznie domeną ludzi o przekonaniach prawicowych. Także liberalna lewica ma swoje spiskowe teorie, nie aż tak spektakularne, ale niewątpliwie będące efektem tej samej odmiany osobliwego rozumowania.

Czy może należałoby ująć to jeszcze inaczej: ludzie o przekonaniach liberalno-lewicowych, choć najczęściej uznają się za hiperracjonalnych, podlegają tym samym mechanizmom zakrzywiania rzeczywistości, co ludzie o przekonaniach prawicowych. Zwłaszcza w momencie, kiedy ich obraz świata, albo pozycja, jaką w tym świecie zajmują, ulega mniej lub bardziej gwałtownej zmianie.

Cecha charakterystyczna spiskowego świata

Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie sporów toczonych w polskiej sferze publicznej przez ostatnie lata – ale i wcześniej. Po wyborach w 2015 roku, znaczna część środowisk prawicowych – które od lat 90. przodowały w rozwijaniu najbardziej niesamowitych i niedowodliwych spiskowych narracji o rosyjskich albo izraelskich służbach infiltrujących polską politykę – dokonała radykalnej reorientacji. I wszelkie zarzuty o nadmiarowy wpływ rosyjskich służb na polską politykę, a także o domniemaną agenturalność wysoko – czasem nawet bardzo wysoko – postawionych polityków, kwituje dziś szyderczym śmiechem albo znaczącym postukiwaniem się w głowę. Zmieniło się jednak także to, że podobne zarzuty formułuje dzisiaj – często ze śmiertelną powagą – część środowisk... opozycyjnych. Tych samych, które, kiedy opozycją jeszcze nie były, podobne hipotezy wykpiwały z równą zapalczywością, co dzisiejsi rządzący.

Ci ostatni z kolei obficie posługują się myśleniem spiskowym w ramach codziennych działań propagandowych, których głównym celem jest zohydzanie przeciwników. Cechą charakterystyczną spiskowego obrazu świata jest spoistość – każdy element ma swoje miejsce, chaos i bezwład praktycznie nie występują, takie natomiast zdarzenia, które chaosu i bezwładu noszą oczywiste znamiona, są chaotyczne i bezwładne tylko z wierzchu, w istocie bowiem stanowią konsekwencję planowego działania przeciwników. Kiedy więc dochodzi na przykład do rozmaitych aktów przemocy, których sprawcami są grupy agresywnych kiboli – na co dzień głęboko uwewnętrzniające patriotyczno-katolicką narrację, a więc zaliczające się do grupy pobratymców – wówczas telewizja rządowa oraz rządowe media prywatne uznają to bez wahania za „prowokację”.

Bo też i wszystko, co tylko może wskazywać na jakieś złe intencje, albo złe zachowania wewnątrz „naszego” obozu, to z pewnością wynik prowokacji; wszystko natomiast, co przemawia na rzecz „naszej” szlachetności, skuteczności i sprawności to wyłącznie „nasza” i tylko „nasza” zasługa. Pedofilia w Kościele, przemoc na ulicach, szczucie w mediach publicznych (przypomnijmy sobie choćby niedawne ataki na Adama Bodnara), zarzuty wobec marszałka Kuchcińskiego podróżującego rządowym odrzutowcem z rodziną – to, bez wyjątku, „prowokacja”.

Do kategorii „prowokacji” zalicza się w zasadzie to, co zostanie wypowiedziane przez politycznych przeciwników. Jeśli ktoś z „nas” popełni błąd albo przestępstwo i zostanie to zauważone przez opozycję – jest to ewidentny dowód na to, że mamy do czynienia z „prowokacja”.  Najczęściej „wyjątkowo perfidną”. Podejrzenia kierowane przez przeciwników politycznych wobec „naszego” obozu – to groteskowe insynuacje i teorie spiskowe. Podejrzenia, które my kierujemy wobec nich – to racjonalne podejrzenia oparte o sensowne przesłanki. Powtarzam – nie jest to bynajmniej wynalazek aktualnie rządzącej ekipy i jej zwolenników, niemniej to właśnie oni podnieśli tę sztukę do rangi podstawowej strategii retorycznej.

Ostatecznie powoduje to zanik jakiejkolwiek dyskusji o świecie i ugrzęźnięcie na poziomie wzajemnego oskarżania o paranoję i sprzedawczykowstwo, albo realizm i naiwną głupotę. Przy czym czasami aprioryczne wykluczanie możliwości istnienia spisku i twierdzenie, że każdy, kto podejrzewa, że miał on faktycznie miejsce, głęboko się myli albo ma zaburzenia psychiczne, jest równie irracjonalne i arbitralne, co twierdzenie, że ten spisek z pewnością istnieje, choć brak na to jakichkolwiek dowodów.

Zmienność dowodzi umysłowej elastyczności

Jaka jest na to rada? Tyleż stara i niezawodna, ile banalna w swej prostocie. Nigdy nie uznawać, że ma się bezwzględnie rację. Zachowywać nieustanną gotowość do zmiany poglądów. Nie ustawać w zdziwieniu światem i poczuciu, że wiele jeszcze o nim nie wiemy i wiele jeszcze może przed nami odsłonić.

Nawiasem mówiąc – w Polsce zmiana poglądów traktowana jest jak coś wstydliwego, gdy tymczasem, o ile nie wynika z koniunkturalizmu, każdego, kto zmienia poglądy powinniśmy traktować z ogromnym szacunkiem. Niezmienność poglądów – to właśnie jest niebezpieczne i niepokojące, zmienność bowiem dowodzi umysłowej elastyczności. O świecie nieustannie dowiadujemy się wszak nowych rzeczy – w takich warunkach zmiana poglądów jest czymś nie tylko oczywistym i naturalnym, ale wręcz pożądanym.

Zaświadczy o tym z pewnością każdy prawdziwy reptilianin, który – jak na reptilianina przystało – poglądów nigdy nie zmienia, bo już od dawna wie przecież wszystko o wszystkim.

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM