Tak wyglądałaby Polska bez wolnych mediów. "Nie chodzi o nowy podatek. Chodzi o to, żeby nas nie było"

10 lutego 2021 roku przejdzie do historii Polski. Czarne plansze na ekranach telewizorów, stronach portali internetowych, stacje radiowe, w których zamiast audycji, słychać było ciszę - tak wyglądał środowy strajk mediów przeciwko nowemu rządowemu podatkowi od reklam. Przez cały dzień Polacy mogli zobaczyć, jak wyglądałaby rzeczywistość kreowana tylko i wyłącznie przez media sprzyjające polityce PiS.
Zobacz wideo

W środę wolne media protestowały, by wszyscy mogli się przekonać, jak będzie wyglądać Polska bez niezależnych mediów. Do tego ma doprowadzić rządowy plan nałożenia na nie podatku od reklam.

- Skala tego, co się działo, zaskoczyła nas wszystkich. To rzecz bez precedensu, że prywatne stacje telewizyjne, jak Polsat, TVN i Canal Plus, wyłączyły sygnał. To budujące, że solidarność środowiskowa w Polsce jest możliwa. Mam nadzieję, że ten protest odbije się szerokim echem i rozsądni politycy w rządzie zmienią ten projekt - komentował w TOK FM redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" Bogusław Chrabota, prezes Izby Wydawców Prasy. 

Precyzował, że protest nie dotyczy de facto obciążeń finansowych, ale spraw wolności słowa w Polsce. - To wygląda na rewanż państwo za to, że podejmujemy krytykę rządu. To jest mechanizm opresyjny. Atak na tę sferę osłabi polską demokrację. Nie chodzi tylko o ekonomię, ale o zachowanie tego, co jest solą demokracji, czyli wolnością słowa i konstytucyjnym obowiązkiem krytykowania władzy - mówił.

Podatek uderzy w wolne media 

Na czym ma polegać nowy podatek nałożony przez rząd na media? Rząd twierdzi, że chodzi o wsparcie dla Narodowego Funduszu Zdrowia, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz dla nowego Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów. To tam mają trafiać środki zabrane mediom z przychodu z reklam.

- Wyobraźmy sobie dwa osiedlowe sklepy. W jednym jest miła obsługa i świeże towary, a w drugim wręcz przeciwnie. Pierwszy dobrze zarabia, drugi nieszczególnie. Tylko, że w nim burmistrz dostaje wszystko "na krechę", a w pierwszym musi normalnie płacić. Dlatego na pierwszy nakłada podatek, a nawet haracz, który trafia do drugiego sklepu. Na pewno to nie poprawi kondycji drugiego sklepu, ale znacznie osłabi ten pierwszy - tłumaczył obrazowo wiceprezes zarządu Grupy Radiowej Agora Adam Fijałkowski.

I dodał, że dla medium takiego jak TOK FM, podatek sięgający 10 procent od osiąganych przychodów może być zabójczy. - U nas sto procent czasu antenowego to słowo, a to w mediach jest najdroższe. Mamy wielki newsroom, dużą redakcję i to musi kosztować. To będzie poważny cios, jeśli podatek wejdzie w życie - przekonywał Fijałkowski.

Kto powinien płacić nowy podatek?

Premier Mateusz Morawiecki mówił jeszcze przed protestem mediów, że "nowy podatek od reklamy ma wyrównać szanse firm krajowych w porównaniu do globalnych korporacji". - Nie może być tak, że biedni stają się bardziej biedni, dlatego że bogaci stają się coraz bardziej bogaci, oni też muszą partycypować w rozwoju społeczno-gospodarczym - podkreślił.

Bogusław Chrabota wskazywał, że sam nie jest przeciwnikiem tworzenia nowych mechanizmów solidarnościowych. - Ale te powinny objąć podmioty, które nie płacą ich w Polsce, cyfrowych gigantów. Według planów PiS ten podatek uderzy w biznesy, które i tak już są płatnikami VAT i CIT, bo to proste, gdyż mają siedziby w Polsce. Kładzenie nam kolejnego głazu na plecy może znacznie nas osłabić - uważa redaktor naczelny "Rz". 

Z Chrabotą zgodził się Polskiej Rady Biznesu Wojciech Kostrzewa. - Ten haracz zapłacą głównie tradycyjne media. Komisja Europejska faktycznie koordynuje plany na temat opłat wyrównujących szanse na rynku cyfrowym, żeby próbować opodatkować takich gigantów jak Google czy Facebook, ale konia z rzędem temu, kto poda, z którego przepisu tej ustawy to wynika - mówił gość TOK FM.

"Sfery wolnego słowa się nie zabije"

Eksperci są zgodni, że ustawa PiS w takim kształcie nie powinna wejść w życie. - Widzimy już, jak negatywny wpływ mają te przepisy na wzrost PKB, i to w roku wychodzenia z recesji. W interesie gospodarki jest to, żeby ustawa nie weszła w życie. Trzeba w tym celu poruszyć wszystkie trybiki - przekonywał prezes Polskiej Rady Biznesu. 

Z kolei Bogusław Chrabota nie wykluczał, że cała akcja władzy z ustawą może być tylko blefem. - Władza uwielbia zarządzać konfliktem, bo to można propagandowo wykorzystać. Jednak tutaj nikt nie spodziewał się takiej skali protestu. To powinno dać do myślenia wszystkim. Mam nadzieję, że po naszej stronie stanie nie tylko opozycja, ale też koalicjanci PiS, a w samej partii Kaczyńskiego dojdzie do fermentu w tej sprawie, bo to rozwiązania kagańcowe i represyjne - ocenił.

Warto zaznaczyć, że Porozumienie Gowina już twierdzi, że nikt z nimi tej ustawy nie konsultował. 

Redaktor naczelny "Rz" przekonywał, że choć rząd może stawać na głowie w próbie atakowania mediów, to sfery wolnego słowa w Polsce nie da się zabić. - Ani zwasalizować. Jeśli presja ze strony państwa będzie narastać, to ono poniesie porażkę - podsumował Chrabota.

DOSTĘP PREMIUM