Dlaczego trzeba patrzeć na Mołdawię? "Kiszyniów jest pełen obaw, że konflikt się rozleje. Opór byłby niemożliwy"

Wojna, która zaczęła się w Ukrainie, może się rozlać na Mołdawię. A wynika to z sytuacji, która trwa od ponad trzech dekad i dotyczy Naddniestrza, czyli zbuntowanego regionu Mołdawii, nieuznawanego przez świat - w tym przez Rosję. - To stąd przyjechali ludzie, którzy w 2014 roku tworzyli siły bezpieczeństwa w Donbasie - mówił w TOK FM Jakub Pieńkowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Zobacz wideo

Naddniestrze to leżące wzdłuż granicy mołdawsko-ukraińskiej niepaństwo, które w piątek ponownie wezwało Organizację Narodów Zjednoczonych i Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie do uznania jego niepodległości. Do dziś zrobiły to tylko Abchazja i Osetia Południowa, które same nie są uznawane przez świat jako niezależne państwa.

Niepodległości Naddniestrza nie uznaje nawet Rosja, dzięki której w ogóle jest ono w stanie funkcjonować. Region, którego stolicą jest Tyraspol, znajduje się de facto poza kontrolą władz w Kiszyniowe, za to pod protektoratem Moskwy, uznając się za element tzw. russkowo mira. 

Wezwanie do uznania niepodległości Naddniestrza to kolejny z niepokojących sygnałów, które odczytuje Mołdawia. Kilka dni temu białoruski dyktator Alaksander Łukaszenka pokazał mapę, na której oznaczone były m.in. cele rosyjskich ataków - w tym właśnie przygraniczny region Mołdawii, który miałby zostać zaatakowany po zdobyciu Odessy. 

I o ile ponowienie apelu o uznanie niepodległości - zdaniem Jakuba Pieńkowskiego z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych - nie jest czynnikiem zmieniającym sytuację, o tyle Kiszyniów pozostaje pełen obaw, że wojna rozleje się na Mołdawię. - Jest to drugie najbiedniejsze państwo w Europie. Tu wojsko ma na wszystko 30 mln dolarów rocznie, armia nie ma lotnictwa, broni pancernej, broni przeciwlotniczej. Całe wojsko to cztery tys. ludzi plus 10 tys. sił MSW. Te siły nie byłyby w stanie podjąć walki nie tylko z Rosją, ale nawet z Naddniestrzem, które się do wojny cały czasy szykuje - tłumaczył gość TOK FM.

"Polityka moralnego rozbrojenia"

Ta sytuacja to w znacznej części efekt decyzji podjętej przed laty przez Kiszyniów, który postanowił stać się krajem neutralnym. - W 1992 roku w Mołdawii zapanowała polityka moralnego rozbrojenia. W konstytucji zapisano, że kraj jest państwem pozablokowym, neutralnym. W Mołdawii MON i siły zbrojne nie cieszą się żadnym prestiżem. Zaledwie 0,3 proc. PKB to zakupy sprzętu i zbrojenie - tłumaczył rozmówca Filipa Kekusza. Dla porównania - kraje członkowskie NATO powinny na obronność przeznaczać co najmniej dwa proc. PKB rocznie. 

Tymczasem w Naddniestrzu stacjonują dwa tysiące rosyjskich żołnierzy - Dwa bataliony zmechanizowane i batalion sił pokojowych. - Pytanie, jak wysoka jest ich wartość bojowa, bo od 2014 roku Ukraina blokowała transporty zaopatrzenia i wymianę kadr dla tych wojsk. Braki mogą być wysokie - zwracał uwagę Jakub Pieńkowski. I dodał, że gdyby siły te dołączyły do inwazji na Ukrainę, to władze w Tyraspolu nie miałyby nad tym kontroli. - Miejscowe siły i wojsko także znalazłyby się pod kontrolą rosyjską i naddniestrzańskie elity tylko iluzorycznie mogłyby o nich decydować - dodał. 

Jeszcze inną kwestią jest nastawienie samych mieszkańców Naddniestrza, którzy - jak mówił Pieńkowski - wojny nie chcą. A gdyby do nich dotarła, nie rozumieliby jej. - Jedna trzecia to etniczni Ukraińcy. Na większe zakupy czy na wakacje jechało się do Odessy. Władze starają się zachować życzliwą Ukrainie neutralność - dodał ekspert. 

Dlatego wyjście rosyjskich sił z Naddniestrza na teren Ukrainy nie byłoby na rękę władzom w Tyraspolu, bo oznaczałoby pełne podporządkowanie regionu Moskwie i utratę kontroli również nad intratnymi biznesami prowadzonymi na styku Unii Europejskiej, Ukrainy i Rosji. Do tej pory względny komfort zapewniał brak bezpośredniego styku z Rosją. A zdobycie Odessy i przebicie przez Rosjan korytarza byłoby podporządkowaniem również politycznym. 

Fachowcy z Naddniestrza

- Jeśli Rosjanie podejdą pod Odessę, nie można wykluczać, że siły rosyjskie z Naddniestrza wyjdą. Nawet jeśli to nie będzie natarcie, należy się spodziewać sabotażu, dywersji. Stąd przyjechali ludzie, którzy w 2014 roku tworzyli siły bezpieczeństwa w Donbasie. Więc swego rodzaju fachowców Naddniestrze posiada i są oni pod kontrolą rosyjską, a nie miejscowych elit - tłumaczył Pieńkowski.

Ukraina się z taką możliwością liczy - od 2014 roku ponad 400-kilometrowa granica z Naddniestrzem była umacniana, m.in. wybudowano rowy przeciwczołgowe, ustawiono blokposty na drogach. O tym, że obawy są żywe, świadczyć może fakt, iż most kolejowy między Tyraspolem a Odessą niedawno prewencyjnie wysadzono. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM