advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Putin szykuje zamach na Elektrownię Atomową w Zaporożu? "Czarnobyl był o wiele gorszym przypadkiem"

3 min. czytania
29.06.2023 16:29
Władze Ukrainy ostrzegają przed możliwością wysadzenia przez Rosjan zbiornika chłodzącego Elektrowni Atomowej w Zaporożu. Jak ocenił w TOK FM ekspert sektora jądrowego Adam Rajewski, "jeżeli ktoś bardzo będzie chciał doprowadzić do jakiegoś incydentu radiacyjnego, to mu się uda". Jednak, jak podkreślał, będzie to bardzo trudne.
|
|
fot. Facebook.com/energoatom.ua

Zdaniem szefa wywiadu wojskowego Ukrainy, generała Kyryła Budanowa rosyjscy okupanci zakończyli przygotowania do zniszczenia zbiornika chłodzącego Elektrowni Atomowej w Zaporożu, a decyzja o jego wysadzeniu może zostać podjęta w każdej chwili. Według generała Budanowa Rosjanie zaminowali między innymi zbiornik chłodzący elektrowni, a cały plan wysadzenia obiektu został już opracowany i zatwierdzony przez Kreml. W ocenie szefa wywiadu wojskowego Ukrainy, bez chłodzenia reaktory jądrowe mogłyby się stopić w okresie od 10 godzin do 14 dni, doprowadzając tym samym do uwolnienia substancji radioaktywnych.

Prezydent Wołodymyr Zełenski apeluje z kolei do międzynarodowych przywódców, by zapobiegli kolejnej tragedii. Zaporoska Elektrownia to największa elektrownia jądrowa w Europie. Rosjanie przejęli nad nią kontrolę tuż po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Obiekt pozostaje wyłączony już od dziewięciu miesięcy.

Elektrownia w Zaporożu zaminowana. Co z systemami chłodzenia?

Jak wskazał w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" ekspert sektora jądrowego z Politechniki Warszawskiej Adam Rajewski, po wyłączeniu reaktorów paliwo jądrowe jest w stanie nadal wytwarzać ciepło nawet przez okres dziesięciu miesięcy. Jednak po katastrofie elektrowni jądrowej w nr 1 w Fukushimie z 2011 roku w elektrowniach - także tych ukraińskich - wprowadzono rozwiązania mające zapobiegać przegrzaniu reaktorów.

- Są tam liczne właściwości chłodzenia, które są zapewnione projektem elektrowni, ale też takie, które można szybko zainstalować. Dosłownie w godzinę można zamontować do wyłączonych reaktorów system zapewnienia dodatkowego chłodzenia na wypadek, gdyby te normalne nie działały - tłumaczył rozmówca Piotra Maślaka, przy czym podkreślił, że "jeżeli ktoś, kto będzie miał pełną kontrolę nad elektrownią, bardzo będzie chciał doprowadzić do jakiegoś incydentu radiacyjnego, to mu się uda".

- Są tam liczne właściwości chłodzenia, które są zapewnione projektem elektrowni, ale też takie, które można szybko zainstalować. Dosłownie w godzinę można zamontować do wyłączonych reaktorów system zapewnienia dodatkowego chłodzenia na wypadek, gdyby te normalne nie działały - tłumaczył rozmówca Piotra Maślaka, przy czym podkreślił, że "jeżeli ktoś, kto będzie miał pełną kontrolę nad elektrownią, bardzo będzie chciał doprowadzić do jakiegoś incydentu radiacyjnego, to mu się uda".

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Płyn lugola nie będzie potrzebny

Choć ten najgorszy scenariusz, czyli taki, w którym reaktory są pozbawione jakiejkolwiek możliwości chłodzenia, ma nikłą szansę na realizację, to gdyby jednak do niego doszło - wskazał ekspert - w ciągu kilkunastu, kilkudziesięciu godzin mogłoby nastąpić uwolnienie substancji promieniotwórczych. Spośród nich tą najbardziej zagrażającą ludzkiemu zdrowiu jest izotop jodu 131, który akumuluje się w tarczycy. Adam Rajewski i tu miał jednak uspokajające wieści. - W elektrowni w Zaporożu po dziewięciu miesiącach tego jodu tam nie ma - zaznaczył.

Ekspert sektora jądrowego z Politechniki Warszawskiej zapytany o oszacowanie wielkości terenu, który mógłby ulec ewentualnemu skażeniu wskutek działania rosyjskiej armii, odpowiedział, że "bardzo trudno to oszacować bez znajomości konkretnego scenariusza awarii i to jest najprawdopodobniej przyczyna, dla której takie plotki są wpuszczane w przestrzeń publiczną".

- To może być 5, 7, może 10, w skrajnych przypadkach 20 kilometrów, ale na pewno nie 500 - stwierdził ekspert i podał przykład katastrofy elektrowni w Czarnobylu z 1986 roku. - Czarnobyl był o wiele gorszym przypadkiem - w powietrze wyleciał pracujący reaktor, a strefa, która okazała się niebezpieczna dla zdrowia i życia ludzi, to był promień 30 kilometrów. W Fukushimie, gdzie doszło do przegrzania paliwa jądrowego, bo operatorzy nie byli go w stanie schłodzić, był to promień kilkunastu kilometrów. Dysponujemy bardzo czułymi przyrządami pomiarowymi i jeżeli pojawia się coś, czego naturalnie w przyrodzie nie ma, jesteśmy w stanie to znaleźć setki, tysiące kilometrów dalej - zapewnił Adam Rajewski w rozmowie w TOK FM.