,
Obserwuj
Świat

Amerykanie zrzucają bomby na Huti w Jemenie. "Zły sygnał dla Polski"

3 min. czytania
13.01.2024 11:22
Jemeńscy rebelianci Huti, którzy kontrolują jedną czwartą terytorium Jemenu, włączyli się w konflikt izraelsko-palestyński, atakując statki zmierzające do Izraela. USA i Wielka Brytania odpowiedziały nalotami. - Mam wrażenie, że Amerykanie nie do końca wiedzą, jak sobie z tym poradzić - oceniła w TOK FM dr Magdalena Kumelska-Koniecko z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Stany Zjednoczone przeprowadziły kolejne ataki na terytorium Jemenu. Amerykańskie rakiety Tomahawk spadły między innymi na stację radarową Huti. Rebelianci, którzy kontrolują większą część kraju, przy wsparciu Iranu atakują przepływające przez Morze Czerwone statki handlowe jako "wyraz solidarności" z palestyńskim Hamasem, walczącym z wojskami izraelskimi w Strefie Gazy. I stąd reakcja Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii, które od piątku przeprowadzają ostrzały baz Huti i grożą kolejnymi.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze.' Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Jak mówiła w TOK FM dr Magdalena Kumelska-Koniecko z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, taka strategia może być nieskuteczna. - Huti są przyzwyczajeni do takich ataków i raczej nie będą zmieniali swojej strategii. Ćwiczą to od ośmiu lat - wskazała gościni Karoliny Głowackiej w sobotnim Poranku Radia TOK FM. Dlatego zdaniem ekspertki, obecne działania USA wobec Huti mogą być niewystarczające, a inwazja lądowa na Jemen, która mogłaby rozwiązać ten problem, też nie wchodzi w grę.

Gościni TOK FM wyjaśniała, że atak z powietrza na Jemen jest wyrazem pewnej bezsilności zachodniej koalicji w obliczu strat finansowych, jakie wiążą się z kampanią Huti na Morzu Czerwonym. - To niebezpieczne przede wszystkim dla finansów. Huti blokują trasę na tyle skutecznie, że statki są zmuszane do okrążania Afryki, co jest drogim przedsięwzięciem. (...) Mam wrażenie, że Amerykanie nie do końca wiedzą, jak sobie z tym poradzić. Przed piątkowym atakiem, według nieoficjalnych informacji, waszyngtońscy urzędnicy sondowali Radę Bezpieczeństwa ONZ w sprawie rezolucji, aby podjąć konkretne działania wobec Huti. To się nie udało, więc użyli siły - podkreślała ekspertka.

Jej zdaniem, jedynym sposobem rozwiązania konfliktu jest deeskalacja wojny w Strefie Gazy. - To od niej zaczęły się blokady. Stany Zjednoczone, jeśli chcą to zakończyć, muszą naciskać na Izrael. Tyle, że widać pewną niemoc USA w stosunku do Benjamina Netanjahu, który ma poważaniu społeczność międzynarodową. To ważne, ponieważ im dłużej trwa wojna w Strefie Gazy, tym bardziej szanse na reelekcję Joe Bidena spadają. To wyraźny i zły sygnał dla Polski - podsumowała dr Magdalena Kumelska-Koniecko z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Kim są Huti w Jemenie?

Huti, znani również jako Ansar Allah (arab. zwolennicy Boga), to zbrojna grupa, kontrolująca obecnie jedną czwartą terytorium Jemenu, zamieszkaną przez połowę ludności tego kraju, w tym stolicę, Sanę. Od początku lat 2000 deklaracją ruchu Huti jest dość uniwersalne w tym regionie świata hasło: Bóg jest wielki, śmierć Ameryce, śmierć Izraelowi, przekleństwo Żydom, zwycięstwo islamowi.

Arsenał Huti obejmuje rakiety balistyczne i uzbrojone drony, zdolne uderzyć cele np. w Izraelu. Wzorowane na broni irańskiej pociski Tofan, Borkan i Quds mają zasięg 2000 kilometrów i były wielokrotnie wystrzeliwane przez Huti w kierunku Arabii Saudyjskiej i ZEA podczas wojny w Jemenie.

Wojna domowa w Jemenie pogrążyła kraj w najgorszym kryzysie humanitarnym na świecie, jak to określiła ONZ w marcu 2023 r. Obecnie wciąż około 21,6 miliona osób, czyli dwie trzecie populacji Jemenu, "pilnie potrzebuje pomocy humanitarnej".