Francja w objęciach skrajności. W drugiej turze Le Pen przypieczętuje triumf? "Jestem przerażona"
Zakończyła się pierwsza tura wyborów we Francji. Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami wyniki exit Poll dają zwycięstwo partii Marine Le Pen. Front Narodowy uzyskał w pierwszej turze - według sondażu - 33,2 proc. wszystkich głosów. Lewica otrzymała 28,1 proc., a ugrupowanie, z którego wywodzi się prezydent Emmanuel Macron, 21 proc. głosów.
Wybory we Francji. Liderzy politycznych partii zabierają głos
Jeśli sondażowe wyniki się potwierdzą, to po pierwszej turze żadna z partii nie będzie mogła planować samodzielnego utworzenia rządu. Francuzi do urn muszą udać się zatem raz jeszcze w przyszłą niedzielę. Wynika to z francuskiego systemu wyborczego. Zakłada on, że w każdym z 544 okręgów wybierany jest jeden deputowany. Wygrywa ten spośród kandydatów, który w danym okręgu zgromadzi 50 proc. głosów plus jeden. Jeśli nikomu się to nie uda, przeprowadzana jest dogrywka. Udział biorą w niej kandydaci, którzy uzyskali co najmniej 12,5 proc. głosów. Najczęściej są to dwie osoby, rzadziej trzy lub cztery. Zdarza się również, że kandydaci ze słabszym wynikiem z pierwszej tury wycofują się z dogrywki, przekazując poparcie komuś silniejszemu.
Już teraz liderzy lewicowej koalicji apelują do kandydatów, którzy weszli do drugiej tury w okręgach, gdzie w dogrywce wezmą udział co najmniej trzy osoby. Chcą, by startował tylko ten z kandydatów, który ma większe szanse wygrać z politykiem Frontu Narodowego. Taki sam apel wystosował Edouard Philippe, były premier w rządzie Macrona i założyciel niewielkiej partii Horizons. Przed skrajną prawicą ostrzega także Olivier Faure, szef partii socjalistycznej. Jak mówił, po raz pierwszy od czasów II wojny światowej nacjonaliści mają szansę przejąć władzę. - Nie dopuśćmy do tego - apelował.
Wybory we Francji. Macron powściągliwy
Prezydent Francji Emmanuel Macron do tej pory był bardzo powściągliwy w komentowaniu wyników pierwszej tury wyborów. Macron w oświadczeniu przesłanym do mediów podkreślił jedynie, że potrzebne jest zjednoczenie demokratyczne i republikańskie w drugiej turze wyborów. Dodał także, że wysoka frekwencja - według sondażu to 65,8 proc. - pokazuje, że społeczeństwo chce mieć jasną sytuację polityczną.
Po pierwszej turze wyborów bardziej wylewny był premier Francji Gabriel Attal. Ostrzegł, że skrajna prawica jest na drodze do zdobycia władzy i trzeba zrobić wszystko, by jej to uniemożliwić. - Żaden, nawet pojedynczy głos nie może trafić do Frontu Narodowego. To kwestia odpowiedzialności. Dlatego w drugiej turze trzeba wesprzeć kandydata, który prezentuje demokratyczne wartości. To trudny wybór, ale wybór ważny, bo świadczący o odpowiedzialności. I wierzę w to głęboko. To wybór honoru, chyba każdy zrozumiał to po dzisiejszej nocy - mówił.
Wybory we Francji. Le Pen triumfuje i mobilizuje
Radości nie kryła za to Marine Le Pen. Liderka Frontu Narodowego zaznaczyła jednak, że to jeszcze nie koniec batalii, bo z takim rezultatem nie uda się utworzyć rządu, a tego właśnie chce Front Narodowy. Zaapelowała także do wyborców, którzy głosowali na prawicę, by byli zmobilizowani w kolejnej turze. Zachęciła również, by ci, którzy, nie oddali głosu na Front Narodowy, zrobili to za tydzień. Zapewniła, że jej ugrupowanie jest gwarancją "bezpieczeństwa, jedności i wolności".
Do mobilizacji nawołuje także namaszczony przez Marine Le Pen na lidera Jordan Bardella, kandydat na ewentualnego premiera Francji.
Wybory we Francji. Lewica wzywa, by przeciwstawić się Le Pen
Jean-Luc Mélenchon powiedział, że wynik zdobyty przez Lewicę pokazuję, że w drugiej turze Francuzi będą wybierać między nacjonalistami a kandydatami Frontu Popularnego - czyli koalicji lewicowych partii utworzonej tuż po wyborach do Parlamentu Europejskiego. - Jestem przekonany, że możemy się przeciwstawić Marine Le Pen - powiedział Mélenchon.
Pewnym zaskoczeniem jest słaby wynik lidera partii komunistycznej. Fabien Roussel nie wszedł do drugiej tury, bo w okręgu, w którym startował, ponad 50 proc. głosów zyskał kandydat z ramienia partii Le Pen. - Jestem pokonany, ale nie znokautowany. Wielu z was będzie rozczarowanych wynikami wyborów zarówno krajowymi, ale także tymi okręgowymi. Ja też jestem rozczarowany - powiedział szef Komunistów.
Skrajna prawica blisko historycznego sukcesu. 'Macron nie będzie mógł nic zrobić przez rok'
We Francji system wyborczy zakłada głosowanie w 577 okręgach wyborczych. By dana partia mogła utworzyć rząd, musi wygrać w co najmniej w 289 okręgach wyborczych. Jak podaje francuska telewizja, powołując się na badanie IPSOS TALAN, druga tura wyborów nie odbędzie w 65 do 85 okręgach wyborczych.
Francuzi się zmobilizowali, ale zdania co do wyników są podzielone
Już wcześniej eksperci wskazywali, że kluczowa w tych wyborach może okazać się frekwencja. Tak też się stało. Do urn, według exit poll, poszło ponad 66 proc. Francuzów. Część z nich w pierwszej turze oddała głos nieważny, by pokazać, że żadne ugrupowanie nie spełnia ich oczekiwań. Jedną z takich osób jest Clément, który nie chce wspierać żadnej z partii. Jak twierdzi, to wybór między dżumą a cholerą. - Lewica nie zyska mojego głosu, bo zawarła koalicję z partią Mélenchona, a oni są zbyt radykalni. Nigdy też nie zagłosuję na nacjonalistów. To się w głowie nie mieści - przyznaje.
Aurora, mieszkanka Tuluzy w wyborach głosowała na Front Popularny, czyli koalicję lewicową. Jak podkreśliła, w końcu lewica potrafiła się zmobilizować i zjednoczyć. Jej zdaniem wynik wyborów nie jest zaskoczeniem, bo społeczeństwo jest wciąż manipulowane przez polityków i media, daje się nabierać na czcze obietnice. - W moim przekonaniu większość polityków to dupki, ale na kogoś głosować trzeba - stwierdziła.
Pełna nadziei jest za to Camille. - Czekam na drugą turę. Front Narodowy ma "tylko" 34 proc. głosów, co pokazuje, że nie cała Francja dała się ponieść populistom i nastrojom nacjonalistycznym. Bałam się, że będzie gorzej - podkreśla.
Malik, który mieszka na jednej z francuskich wiosek, wynikami wyborów się nie przejmuje. - To nie ma sensu, w moim okręgu Front Narodowy wygrywa z łatwością. Głosować byłem, ale nie chcę ujawniać na kogo, powiem tylko, że nie była to żadna ze skrajnych partii. Zamiast śledzić wyniki, wolę się napić piwa, to większy pożytek - skwitował.
Mocno przejęta wynikami wyborów jest Yvette, emerytowana nauczycielka. - Jestem przerażona. Mój dziadek był w ruchu oporu podczas drugiej wojny światowej. Wysadzał pociągi z amunicją dla nazistów. Walczył o wolność Francji, przeciwko faszystom. Dziś często o nim myślałam. Biedny, pewnie się przewraca w grobie, bo po tylu latach faszyści znowu mogą dojść do władzy. Mam nadzieję, że partie opozycyjne do Frontu Narodowego będą potrafiły się zjednoczyć i zmobilizować w drugiej turze - przyznaje.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>