Pusta skorupa, cyborg lub oportunista. Kim jest potencjalny przyszły premier Francji?
Historia, którą Jordan Bardella opowiada swoim wyborcom, ma ich porwać niczym film. "Jestem w polityce z powodu wszystkiego, co przeżyłem. Aby to nie stało się normą dla całej Francji. Ponieważ to, co się tam dzieje [w biednych północnych dzielnicach Paryża - red.], nie jest normalne" - mówił francuskim mediom 28-letni ulubieniec Marine Le Pen, który razem z nią kieruje Zjednoczeniem Narodowym. Ugrupowanie to prowadzi w przedwyborczych sondażach, uzyskując poparcie na poziomie 36 procent. Wiele wskazuje na to, że wygra, chociaż - jak wskazują analitycy - raczej nie zdobędzie samodzielnej większości w parlamencie.
Filmowa opowieść o Bardelli, która miała porwać tłumy, zaczyna się w Seine-Saint-Denis, najbiedniejszej i najbardziej zaniedbanej dzielnicy Paryża. Zamieszkują ją głównie potomkowie imigrantów. "Młoda, wielokulturowa populacja Saint-Denis cierpi z powodu dyskryminacji i wysokiego bezrobocia" - pisała dziennikarka The Guardian w czerwcu, wskazując jednocześnie na szeroko zakrojone plany rewitalizacji dzielnicy. Jednak jej wizerunek we francuskich mediach był przez długie lata niemal demoniczny: o Saint-Denis mówiło się w kontekście morderstw, napadów, chuligaństwa, handlu narkotykami i radykalizacji młodych muzułmanów. Rzadko wspominano, że to właśnie stamtąd wywodzą się jedni z najlepszych francuskich piłkarzy.
To właśnie tam zradykalizować miał się także Jordan Bardella, który w obietnicach skrajnie prawicowych polityków zobaczył nadzieję nie tylko dla Saint-Denise, ale całej Francji. W swoim pochodzeniu i sytuacji życiowej znalazł uzasadnienie dla radykalnych politycznych postulatów. A czego chce dla Francji?
Przede wszystkim ograniczenia imigracji, zniesienia 'prawa ziemi', które umożliwia automatyczne nabycie obywatelstwa dzieciom urodzonym na terenie Francji, a także zakazu zajmowania strategicznych stanowisk w państwie osobom z podwójnym obywatelstwem. Zwłaszcza tę ostatnią propozycję ostro skrytykował podczas debaty przedwyborczej premier Francji Gabriel Attal. - Chce pan wysłać przekaz, że jeśli się ma dwa obywatelstwa, to jest się półobywatelem - zwrócił się do Bardelli.
Ten jednak pozostaje niewzruszony. A swoją politykę tłumaczy okropieństwami dorastania w Saint-Denis.
Skąd się wziął Jordan Bardella?
Czy było ono jednak tak straszne, jak sugeruje to Jordan Bardella? Sprawdzili to reporterzy "Le Monde", którzy odwiedzili niedawno miejsca, z jakimi związany był w dzieciństwie i latach nastoletnich prawicowy polityk.
Jak udało się im ustalić, Bardellę wychowała samotna matka i faktycznie całe dzieciństwo spędził w Cité Gabriel-Péri w dzielnicy Saint-Denis. Jego rodzice są pochodzenia włoskiego, a ojciec miał algierską babcię. Był też stosunkowo zamożnym człowiekiem - prowadził firmę dystrybuującą napoje. Sam Jordan nie uczęszczał do szkoły publicznej, tylko półprywatnej katolickiej placówki, popularnej wśród klasy średniej.
Znajomi Jordana Bardelli z dawnych lat to osoby o mieszanym pochodzeniu, a więc takie, których najchętniej on sam teraz pozbawiłby prawa do piastowania najważniejszych funkcji publicznych. Pytani o niego przez dziennikarzy "Le Monde", wspomnieli o jego zamiłowaniu do gier wideo (założył nawet kanał na YouTube o grach), a po lekcjach w swoim liceum prowadził zajęcia z czytania i pisania dla imigrantów. Nikt nie kojarzy, aby interesował się wtedy polityką. Nie miał też ciągot skrajnie prawicowych.
"Moja teoria jest taka, że rozejrzał się po świecie polityki i wypatrzył miejsce, w którym miał największe szanse na awans" - powiedziała "Le Monde" nauczycielka z jego liceum.
Jordan Bardella. Cudowne dziecko Le Pen
Do partii Le Pen wstąpił jako 17-latek. Samej przewodniczącej Jordan Bardella został przedstawiony w 2017 roku, a ona niemal od razu zaproponowała mu stanowisko rzecznika partii. W 2019 roku poprosiła go, aby stanął na czele listy kandydatów w wyborach europejskich. Został posłem do Parlamentu Europejskiego. W 2022 roku Le Pen mianowała go przewodniczącym partii. Nazywała go swoim "lwiątkiem" i takie też określenie przylgnęło do Bardelli.
'Ha! Jak na faszystę jest miły'
Reporter BBC, który analizował w swoim materiale wizerunek młodego polityka, cytuje tam Pascala Humeau - trenera medialnego, który pracował z Jordanem Bardellą przez cztery lata.
'Był pustą skorupą. Nie czytał zbyt wiele. Nie był ciekawy. Po prostu chłonął elementy języka przekazywane mu przez Marine' - powiedział Humeau. Opowiadał też dziennikarzowi, jak przez długi czas pracował nad sztywnym zachowaniem Bardelli i próbował go wytrenować, aby uśmiechał się w bardziej naturalny sposób. 'Musiałem humanizować cyborga. Moim zadaniem było sprawić, aby ludzie, którzy w przeciwnym razie by go znienawidzili, powiedzieli: 'Ha! Jak na faszystę jest miły!'' - dodał.
Dziennikarz zastrzega jednak, że Humeau zakończył współpracę z Jordanem Bardellą po kłótni o pieniądze i dlatego może być do niego uprzedzony.
Podobną opinię o młodym polityku ma jednak także jego biograf, również cytowany w materiale BBC: "Jest kameleonem. Doskonale dostosowuje się do otoczenia (...). Jest chronicznym oportunistą. Nie ma w nim żadnej ideologii. Jest czystą strategią. Wyczuwa, skąd wieje wiatr i szybko się tam kieruje".
Premier siły nabywczej
Trudno stwierdzić, jakie są polityczne zainteresowania Jordana Bardelii - poza kwestią migracji. Jak wskazują francuscy dziennikarze, kręcił się on zarówno w pobliżu skrzydła socjalnego Zjednoczenia Narodowego, skupionego na problemach mniej zamożnych Francuzów jak i budowie mieszkań socjalnych; ale był też w skrzydle tożsamościowym, zajętym głównie kwestiami migracji i "zachowania francuskiej kultury". O migracji sam Bardella mówi zresztą najwięcej. Podkreśla "zalewanie" Francji przez migrantów i postuluje twardą reakcję na wzrost przestępczości. Skupia się na nośnych hasłach, ale pytany o szczegóły zazwyczaj kluczy i unika konkretnych odpowiedzi.
Deklaruje za to, że jest gotowy na objęcie funkcji premiera. - Jesteśmy gotowi rządzić - powiedział na konferencji programowej Zjednoczenia Narodowego (RN). - RN jest dziś jedyną formacją polityczną, która jest w stanie natychmiast i mądrze odpowiedzieć na potrzeby Francuzów - dodał Bardella, zaznaczając także, że premierem zostanie tylko pod warunkiem uzyskania przez RN większości pozwalającej na samodzielne rządy. - Chcę władzy takiej, którą można egzekwować - zadeklarował.
Bardella ogłosił też, że jeśli obejmie rządy we Francji, to zostanie "premierem siły nabywczej". Chce w ten sposób przekonać wyborców, że to właśnie on reprezentuje interesy zwykłych Francuzów, zaniepokojonych wzrostem cen energii, żywności i transportu. Zjednoczenie Narodowe obiecało obniżkę VAT na energię, jednak wycofało się z objęcia nią wszystkich towarów pierwszej potrzeby.
Obecny premier Attal przekonywał podczas debaty w telewizji, że w przeciwieństwie do swych konkurentów "nie chce obiecywać obywatelom rzeczy niemożliwych". Sposobem obozu rządzącego na poprawę sytuacji ma być "zarabianie więcej i wydawanie mniej", czyli rewaloryzacja emerytur, zniesienie pułapu premii wypłacanych pracownikom i obniżenie cen prądu o 15 procent.
Przyjaciel (nie) wszystkich Francuzów
"Lwiątko" to polityk nowej generacji. Czuje TikToka, gdzie regularnie publikuje wideo, łapiąc w ten sposób kontakt z młodszymi wyborcami. Ma tam zresztą ponad milion obserwatorów. Jednocześnie, jak podkreśla Hugh Schofield z BBC, jest też enigmą. Czy faktycznie ma aż tak skrajne poglądy, czy to tylko poza na potrzeby kampanii? Kim jest, co tak naprawdę myśli? I czy ma jakiekolwiek predyspozycje do rządzenia krajem? W końcu to 28-latek bez wykształcenia i doświadczenia. Pracował jak na razie wyłącznie dla partii Le Pen, był też na miesięcznym stażu w firmie swojego ojca.
Jarosław Kuisz, redaktor naczelny "Kultury Liberalnej", związany z paryskim CNRS, uważa, że słowo "bezideowy" nie jest właściwym określeniem Jordana Bardelli. - On dokonał bardzo radykalnego wyboru, wiążąc się właśnie z Marine Le Pen. Od początku wykorzystuje swoje talenty medialne po stronie skrajnej prawicy, co już samo w sobie jest przecież deklaracją - stwierdził.
Zdaniem Kuisza wizerunek Bardelli to fundament, na którym opiera się obecna strategia Zjednoczenia Narodowego, starannie pudrująca przeszłość tego ugrupowania. - Dziś nawet komentatorzy francuskiej polityki nie wiedzą do końca, co w programie politycznym Zjednoczenia jest na serio, a co nie. I to właśnie Bardella pomógł w doprowadzeniu partii do takiego momentu, w którym wyborcy są zdezorientowani co do radykalizmu postulatów partii. "Lwiątko" nie wygląda i nie mówi jak faszysta. Prezentuje się, jak uosobiona zapowiedź przyszłości. Nie można mu przypisać dawnych grzechów Frontu czy Zjednoczenia Narodowego, bo on takie zarzuty - ze względu na swoją młodość - skutecznie rozbraja. Wyborcy zatem nie do końca wiedzą, co w gładkim Bardelli miałoby być radykalne, gdyby został szefem rządu - podkreśla Kuisz.
Pytanie o to, jakim może być premierem, jest zdaniem Kuisza kluczowe. - Polityczna dynamika uruchomiona przez Marine Le Pen jest nie do przewidzenia - i to dla niej samej. Siła stanowiska szefa rządu może dać Bardelli okazję do usamodzielnienia. Jeśli zacznie medialnie przesłaniać Le Pen, pod znakiem zapytania może stanąć jej marzenie o prezydenturze w 2027 roku. Wtedy może dojść do sporu na szczytach władzy - stwierdził Kuisz.
W mediach Bardella prezentuje się zawsze nienagannie i czaruje magnetycznym uśmiechem. Zdaniem Schofielda z BBC w debatach lepiej pod względem merytorycznym prezentował się mimo wszystko Attal. "Jednak premier zmarnował swoją przewagę protekcjonalnym uśmieszkiem, który nie schodził mu z ust" - skomentował dziennikarz. A to właśnie ten rodzaj protekcjonalności jest czymś, co dodaje paliwa radykałom takim jak Bardella. A on, ze swoją filmową opowieścią o trudnym dzieciństwie w dzielnicy imigrantów, skutecznie pozuje na przyjaciela wszystkich (białych) Francuzów.