,
Obserwuj
Świat

"Wybory prezydenckie" w Białorusi. "Nikt świadomy konsekwencji nie opublikuje posta o pikiecie"

aa
4 min. czytania
26.01.2025 07:04
- Cenzura jest na tyle mocna, że nikt, kto jest świadomy konsekwencji, nie opublikuje posta na Facebooku o wyjściu na pikietę. Kiedyś groziło za to dwa tygodnie aresztu, dzisiaj to nawet kilkanaście lat więzienia - powiedziała Stasia, Białorusinka, w audycji "Twój problem, moja sprawa" Radia TOK FM.
|
|
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER
  • W niedzielę 26 stycznia odbywają się wybory prezydenckie w Białorusi;
  • Pewnym wygranym jest dotychczasowy prezydent reżimu - Alaksandr Łukaszenka;
  • W Białorusi nie istnieje społeczeństwo obywatelskie, cenzura zdusiła już jakiekolwiek ruchy oporu;
  • "Mam wrażenie, że Białoruś jest zapomniana" - powiedziała Stasia, uchodźczyni z Białorusi.

 

- Wszyscy wiemy, w jaki sposób odbywają się "wybory prezydenckie" w Białorusi - stwierdziła Anna Gmiterek-Zabłocka w swoim programie "Twój problem, moja sprawa". - To kraj autorytarny. Dyktator Alaksandr Łukaszenka nie dopuścił obserwatorów OBWE do wyborów - dodała dziennikarka TOK FM.

 

Gościni audycji - Stasia - jest Białorusinką, która ma status uchodźczyni w Polsce. Brała udział w protestach związanymi z wyborami prezydenckimi w 2020 roku, jednak nie spodziewa się, by podobne demonstracje odbyły się w tym roku. - W kraju nie ma teraz żadnej siły, która mogłaby rozpocząć taki protest. Cenzura jest na tyle mocna, że nikt, kto jest świadomy konsekwencji, nie opublikuje nawet posta na Facebooku, że wychodzi na pikietę. Kiedyś groziło za to dwa tygodnie aresztu, dzisiaj - kilka, nawet kilkanaście lat więzienia. Uważam, że w tym roku niestety żadnych większych ruchów społecznych nie będzie - opowiadała.

Białoruskie władze dokonują zemsty

 

Anna Gmiterek-Zabłocka przypomniała, że w 2020 roku panowało poczucie, że w Białorusi rodzi się społeczeństwo obywatelskie. - Białoruś była wtedy otwarta na kontakty z Europą, a Europa wspierała liberalizację Białorusi - dodała Stasia. - Wówczas państwo nie przeszkadzało nam w tym, co robią obywatele: otwierały się nowe miejsca, powstawały organizacje pozarządowe. Obecnie ponad 1500 organizacji pozarządowych jest zdelegalizowanych. Te, które nadal funkcjonują, nie można uznać za obywatelskie. Wykonują one polecenia samorządów lokalnych, o ile w ogóle możemy mówić o samorządności w Białorusi - wytłumaczyła Stasia.

- Białoruskie władze trzymają całe społeczeństwo w dużym strachu, często dokonują zemsty. Przez cały czas boję się o swoją rodzinę, która została w Białorusi - przyznała Stasia. - Znam przykład osoby, która mieszka za granicą od kilku lat. Milicja zaaresztowała jego syna na 15 dni, tylko by nastraszyć ojca - dodała.

Czarne listy przeciwników reżimu

 

Anna Gmiterek-Zabłocka wspomniała o czarnych listach, na których znajdują się osoby aktywnie społecznie. - Mój kolega dopiero co wyszedł z więzienia i mimo że jest przeciwny niesprawiedliwym wyborom, to nie chce podejmować jakichkolwiek działań. Wtedy na pewno zostałby zatrzymany - opisała Stasia.

Gościni programu "Twój problem, moja sprawa" powiedziała, że na owych czarnych listach znajdują się osoby, które przebywały w areszcie po protestach, które przekazały darowiznę na działalność społeczną. - Są listy osób, które polubiły strony na Facebooku dziś uznane za ekstremistyczne. Są listy osób, które głosowały na innego kandydata niż Łukaszenkę. A nawet takie listy, na których znajdują się osoby wyrażające sprzeciw wobec wydarzeń w 2020 roku. To np. działacze kultury, którzy mają teraz zakaz wykonywania pracy.

 

Za co można trafić do białoruskiego więzienia?

 

Na pytanie prowadzącej program "Twój problem, moja sprawa", za co dzisiaj Białorusi mogą trafić do więzienia, Stasia odpowiedziała, że "za wszystko i za nic". - Można trafić do aresztu za to, że jesteś osobą bliską aktywisty albo za polubienie strony - później uznanej za ekstremistyczną. Mogą być to np. czaty społeczności lokalnej. Można na kilka lat trafić do więzienia za to, że się udziela wywiadu mediom takim jak Biełsat - powiedziała uchodźczyni. - Sama rozmowa to w oczach władzy jest już wspieranie działalności ekstremistycznej - dodała.

- Za komentarz można dostać nawet kilka lat więzienia albo kolonii więziennej. Nie tylko za treść - np. komentującą działania milicji - ale też za to, na jakiej stronie taki komentarz się zamieściło - wyliczyła gościni audycji. - Bardzo dużo jest przypadków więźniów politycznych, którzy siedzą za sarkastyczne komentarze na temat ataku Rosji na Ukrainę - podkreśliła Stasia.

Życie Białorusinów w Polsce

 

Mimo tego, że Stasia żyje w Polsce, nadal boryka się ze strachem przed białoruskimi służbami. - Przez długi czas ja i wielu moich znajomych baliśmy się granatowych lub białych busików. Raz, na 11 listopada, natrafiłam na grupę wysportowanych mężczyzn, którzy wyglądali jak milicja w cywilnych ubraniach. Stali obok busików podobnych do tych, które posiada białoruska milicja. Dostałam ataku paniki - wspominała gościni audycji. - Wszyscy, którzy przyjeżdżają z Białorusi, tak miewają - dodała.

Anna Gmiterek-Zabłocka spytała o to, czy Stasia myśli o ewentualnym powrocie na Białoruś. - Teraz staram się tego nie robić, bo człowiek nie może żyć w ciągłym oczekiwaniu. Jeśli wrócę, to nie do tego kraju, który pamiętam. Tęsknię za rzeczami, które na pewno się już zmieniły. Życie się toczy, nawet w Białorusi - skwitowała gościni. - W sklepach jest wszystko. Ludzie chodzą do barów, na wystawy. Żyją, tylko bez nas.

Wsparcie dla Białorusi i Białorusinów

 

- Warto wspierać Białorusinów, ale też innych uchodźców - zachęciła Stasia. - Można pisać listy do więźniów politycznych. Ich adresy są umieszczone np. na stronie organizacji zajmującej się prawami człowieka w Białorusi "Wiosna". Te listy raczej nie dotrą do adresatów - przyznała gościni audycji. - Ale możemy pokazać administracji, że pamiętamy o tych ludziach.

Stasia zaapelowała, by nadal angażować się w pomoc Białorusinom. - Młodsze pokolenie wie tylko tyle, że Białoruś jest krajem zamkniętym i lepiej tam nie jechać ze względów bezpieczeństwa. Gdy przeglądam media, mam wrażenie, że Białoruś jest zapomniana - podkreśliła.