,
Obserwuj
Świat

To jego Putin "zwerbował" do swojej gry. "Mamy powody do obaw"

8 min. czytania
24.02.2025 06:36

Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie Władimirowi Putinowi przepowiadano upadek. Teraz nie tylko wrócił do gry, ale rozdaje w niej karty. Zdaniem Krystyny Kurczab-Redlich, dyktator Rosji chce dopisać jeszcze jeden rozdział do swojej biografii. - Są powody, by czuć się mniej bezpiecznie niż do tej pory - mówi w tokfm.pl wieloletnia korespondentka w Rosji.

|
|
fot. EVGENIA NOVOZHENINA / East News

"To już koniec Putina", "Szybko zostanie znokautowany", "Widzimy jego ostateczny upadek", "Atak na Ukrainę skończy się śmiercią prezydenta Rosji" - wieszczyli analitycy, politycy i media w roku 2022, gdy dyktator z Kremla wysłał swoją armię na Kijów.

Na Rosję nałożono sankcje, które wyizolowały ją od Zachodu i zdusiły jej gospodarkę. Międzynarodowy Trybunał Karny oskarżył Władimira Putina o zbrodnie wojenne i wydał za nim list gończy. Wydawało się, że jeśli którykolwiek z zachodnich liderów wyciągnie do niego rękę, to tylko dlatego, by założyć mu kajdanki. "Bezpowrotnie wykluczono go jako partnera politycznego dla świata"- mówili eksperci.

Ostatnio jednak doszło do zwrotu akcji. - Kocham Rosjan i zawsze miałem bardzo dobre stosunki z prezydentem Putinem. Zamierzam zrobić Rosji, której gospodarka upada, i prezydentowi Putinowi wielką przysługę - zapowiedział prezydent USA Donald Trump. Niedługo potem zadzwonił na Kreml i uruchomił proces negocjacji z Rosją. Błyskawicznie też zaczął mówić językiem jej propagandy, odwracając role w tej wojnie: "Komik Wołodymyr Zełenski namówił Stany Zjednoczone do wydania 350 mld dolarów, aby rozpocząć wojnę, której nie można było wygrać".

Władimir Putin nie tylko więc wrócił do gry, ale rozdaje w niej karty, co otwarcie i bez ubolewania przyznaje prezydent USA. Jak do tego doszło?

- Putin wykazuje się znakomitą umiejętnością werbowania ludzi, co podkreślano już w jego świadectwie ukończenia szkoły wywiadu w ZSRR. Jako oficer KGB miał wiele niedostatków, ale świetnie umiał nawiązywać kontakty, zjednywać sobie rozmówców i przekonywać ich do współpracy. Właśnie z tym teraz mamy do czynienia: zwerbował Trumpa do swojej gry. Wie, jak go podejść i wykorzystać jego narcyzm. Mówi to, co tamten chce usłyszeć. Prezydent USA jest tu na przegranej pozycji - mówi Krystyna Kurczab-Redlich, autorka książki "Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina".

W co gra Rosja? "Putin nigdy się nie cofa"

Od spotkania Trumpa z Putinem dzielą nas prawdopodobnie tylko dni. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zapowiedział, że może do tego dojść przed końcem lutego, a więc jeszcze w tym tygodniu. Przygotowaniem do nich były rozmowy w stolicy Arabii Saudyjskiej.

- Byłam w szoku, gdy zobaczyłam, kto zasiadł przy stole w Rijadzie. Po jednej stronie wysłannicy zbrodniarza wojennego, jakim niewątpliwie jest Putin. A po drugiej przedstawiciele Trumpa, który w 2021 roku nawoływał do szturmu na Kapitol, w efekcie czego zginęło pięciu ludzi, a wielu ciężko raniono. Mediatorami przy tym stole byli ludzie Mohammada ibn Salmana, następcy tronu w Arabii Saudyjskiej, którego CIA wskazało jako zleceniodawcę zabójstwa dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego w 2018 roku. Byli tam więc wysłannicy polityków, którzy mają krew na rękach. Dla nich życie ludzi nic nie znaczy - stwierdza Krystyna Kurczab-Redlich.

Dlatego moja rozmówczyni nie ma złudzeń: w rozmowach Moskwy z Waszyngtonem nie chodzi o pokój ani to, jak zaprzestać zabijania ludzi w Ukrainie. - Putin nigdy się nie cofa i teraz też tego nie zrobi. Od dziesięcioleci konsekwentnie dąży do swoich celów, wyłapując najmniejszą szansę, która mu to umożliwi. Teraz jest nią Trump u sterów władzy w USA, bo z łatwością go ogrywa. Nie po to przecież, żeby zawrzeć pokój, na którym nigdy mu nie zależało. To nie ten rozdział, który chce dopisać do swojej biografii. Nigdy nie krył, co ma się w nim znaleźć - mówi wieloletnia korespondentka w Rosji.

Ten rozdział Putin chce dopisać do swojej biografii. "Mamy powody do obaw"

Aby wyjaśnić, do czego dąży Władimir Putin, Krystyna Kurczab-Redlich wraca do momentu, w którym 12-letni Wołodia wyciągał portret Józefa Stalina ze śmietnika przy swoim domu. - W 1956 roku na XX Zjeździe KPZR Nikita Chruszczow, przywódca ZSRR, skończył z kultem jednostki nieżyjącego już Stalina. Z czasem jego portrety lądowały w koszach całego Związku Radzieckiego. Mały Putin nie mógł się z tym pogodzić, bo w tym kulcie został wychowany przez ojca, funkcjonariusza NKWD. Stalin był dla nich uosobieniem rosyjskiego imperium, a jego wielkość stała się dla Wołodii wartością nadrzędną - tłumaczy.

Gdy wiele lat później runęła potęga Związku Radzieckiego, Putin nie mógł dojść do siebie. Obwinił o to republiki, które wybrały niezależność i odłączyły się od imperium. Zwłaszcza Ukrainie nie umiał darować tej "zdrady". - W 1994 roku w Petersburgu odbywała się międzynarodowa konferencja biznesmenów i polityków, na której mówiono m.in. o rozszerzeniu NATO. Nagle zza stołu wstał niewysoki człowiek, zastępca mera miasta. Wzburzony Putin mówił, że jego kraj nigdy nie zaakceptuje, iż "miliony Rosjan znalazły się na terenach, które historycznie należały do Rosji, jak na przykład Krym. A to, że Rosja dla zachowania ogólnego pokoju z nich zrezygnowała, nie znaczy, by zatwierdziła swoje obecne granice" - przypomina.

Kiedy w 1999 roku przejął władzę na Kremlu, podporządkował politykę Rosji odbudowie jej potęgi militarnej. Nieustannie zwiększał i utajał wydatki na zbrojenia. - Rozpętał wojnę w Czeczeni, która de facto była poligonem dla jego wojsk. Nauczył się, jak poprzez konflikty zbrojne umacniać swoje rządy. Ale to nie wszystko. Już w 2002 roku funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji uczono, o czym mnie poinformowali, że Putin prowadzi wojnę ze światem, by przywrócić Rosji dawną wielkość. I byśmy nie wątpili, że on nam, państwom dawniej podległym ZSRR, "odkręci ten film" [o wolności - przyp. autora]. I że dyplomacja polega na tym, by jedną ręką głaskać psa, powtarzając "dobry piesek", ale w drugiej ręce trzymać kij. Na Zachodzie jeszcze mało kto w to wierzył, bo Putin głaskał liderów Zachodu. Dlatego do wybuchu koszmarnej wojny w Ukrainie grali w jego grę - opowiada reporterka.

W jej ocenie Putin chce przejść do historii jako zbieracz ziem, które dawniej tworzyły potęgę ZSRR. To właśnie ten rozdział chce dopisać do swojej biografii. - Dlatego nie wycofa się z Ukrainy. Zmierza do jej całkowitego zdominowania i do umieszczenia w Kijowie swojego namiestnika. Marzy od dawna także o wycofaniu wojsk NATO z naszych granic. To jego idee fixe. Będzie majstrował przy nas, jak się da. Mamy więc pewne powody do obaw, jeśli spójność NATO zostanie zagrożona. A, jak słyszymy, jego fundament, czyli artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego zaczyna się chwiać. Są powody, by czuć się mniej bezpiecznie, niż do tej pory - zwraca uwagę wieloletnia korespondentka w Rosji.

Rosyjska propaganda świętuje. "Europa dostała po tłustym ryju"

Ten fundament NATO zachwiał się, gdy podwładni Trumpa ruszyli z zapowiedziami, które brzmią jak spełnianie wszystkich życzeń Putina. Sekretarz obrony USA Pete Hegseth stwierdził, że jego kraj nie wyśle żołnierzy do pilnowania pokoju w Ukrainie. A jeśli zrobi to Unia Europejska i zostanie zaatakowana przez Rosję, to nie może liczyć na odsiecz USA w ramach artykułu 5. Traktatu NATO.

Do tego dochodzą obawy, że Trump może przystać na żądania Putina z 2021 roku i wycofać amerykańskie wojska z byłych republik radzieckich i Polski. Takie zaniepokojenie wyrazili w rozmowie z "Bildem" niemieccy urzędnicy ds. bezpieczeństwa, a także informatorzy "The Financial Times".

- Wprawdzie Andrzej Duda po spotkaniu z gen. Keithem Kellogiem (wysłannikiem Trumpa - przyp. autora) uspokajał, że nic nie zapowiada, aby Stany Zjednoczone miały się wycofywać z Europy. Ale przecież to wszystko jest patykiem na wodzie pisane. Sam Trump, który ma minimalną wiedzę i maksymalne ego, może niestety działać nawet wbrew rozsądnym doradcom, jeśli się tacy znajdą, a zgodnie z manipulacjami Putina - komentuje Krystyna Kurczab-Redlich.

Moja rozmówczyni mocno wątpi, że podczas tych rozmów głównymi tematami będą kwestie bezpieczeństwa Ukrainy czy Europy Środkowej. Na pierwszy plan mogą wysunąć się biznesowe deale między Rosją i USA. Słychać to już było w Rijadzie, kiedy do głosu doszedł szef rosyjskiego funduszu majątku narodowego Kirył Dmitriew. Podkreślał, że odkąd w 2022 roku amerykańskie firmy opuściły Rosję, straciły ponad 300 mld dolarów. Kusił możliwością ich powrotu i gigantycznymi zyskami.

Co Putin dostałby w zamian? Gdyby sankcje przestały dusić mu gospodarkę, mógłby ją na nowo rozpędzić. Pracownicy wywiadu USA i urzędnicy tamtejszego Kongresu mówili niedawno stacji NBC News, że Putin potrzebuje pieniędzy i czasu na odbudowanie swojej armii, by ostatecznie przejąć kontrolę nad Ukrainą.

- Póki co propaganda Kremla nie kryje satysfakcji, że sprawy Rosji idą w bardzo dobrym kierunku. W tamtejszej telewizji cieszą się, że Europa "dostała po tłustym i zadowolonym ryju". Nazywają ją też "żałosną zbieraniną krajów, które zostaną zlikwidowane przez rosyjskie bomby atomowe" - przytacza dziennikarka.

Prezydent USA wszedł w buty rzecznika Kremla? "Bardzo zły moment historii"

Krystyna Kurczab-Redlich przez pół życia opisuje, do czego zdolny jest Putin. Pytam ją więc, na co w jego biografii zwróciłaby uwagę Trumpa, by otworzyć mu oczy. - Nie sądzę, by przekonałyby go dowody na liczne zbrodnie, które osobiście zlecił Putin. Trump chyba zmieniłby o nim zdanie dopiero, gdyby się dowiedział, że prezydent Rosji oszukał kogoś w jakimś dealu i okazał się podejrzanym partnerem biznesowym - odpowiada.

- Trump musi wiedzieć o ludobójstwie w Buczy. Dlaczego to nie wystarczy? - dopytuję naiwnie.

- Nawet jeśli o niej słyszał, to myślę, że go nie obchodzi. Przecież w Buczy nie ma żadnych minerałów, które byłyby dla Trumpa cenne. A że Rosjanie tam okrutnie mordowali ukraińskich cywilów, to trudno. Zresztą zaraz pewnie powtórzyłby to, co o Buczy mówi Putin i jego propagandyści. Według nich ta zbrodnia była mistyfikacją sił specjalnych Ukrainy. Nie było prawdziwych trupów, tylko żywi ludzie zapakowani w worki do zdjęć. To absurdalne, ale Trump właśnie pokazuje, że powiela bzdury rosyjskiej propagandy. Putin w zasadzie może zwolnić swojego rzecznika Dmitrija Pieskowa, bo w tej roli doskonale odnajduje się prezydent USA. Ironizuję, a tak naprawdę jestem w wielkim szoku, gdy słucham, co obaj wygadują - przyznaje.

Putina i Trumpa nazywa socjopatami, którzy są wyprani z empatii i bezwzględnie dążą do realizacji własnych celów. - Nie zauważają potrzeb innych ludzi. Trump widzi tylko siebie, a Putin siebie. Teraz się cenią, bo mają wspólne interesy. Putin ma łatwiejszą rolę, bo przy wszystkich niedostatkach Trumpa, jest on łatwym obiektem "werbunku". Dopiero gdy ich interesy się rozjadą, będzie można liczyć na zmianę polityki amerykańskiej. Na razie znajdujemy się w uścisku między dwoma strasznymi ludźmi. To bardzo zły moment historii - podkreśla moja rozmówczyni.

"Putin będzie długo nas dręczył". Z czym na koniec zostanie?

"Czego jeszcze może chcieć ktoś, kto ma wszystko? Tego, czego chciała posiadająca już wszystko starucha z rosyjskiej bajki ‘O rybaku i złotej rybce’: królowania nad światem. Starucha ostatecznie została z tym, od czego zaczęła: z rozbitym korytem. Z czym zostanie Władimir Putin?" - tak Krystyna Kurczab-Redlich zakończyła swoją książkę "Wowa, Wołodia, Władimir". Po 9 latach od jej wydania zadaję autorce  pytanie: "Z czym zostanie Władimir Putin?".

- Miejmy nadzieję, że z rozbitym korytem, czyli niczym. Ale obawiam się, że to stanie się nieprędko. Mimo że Putin ma 74 lata, to cieszy się dość dobrym zdrowiem, o które dbają lekarze i szamani. Możliwe więc, że jeszcze bardzo długo będzie nas dręczył. Cała nadzieja w skonsolidowanej - mimo wszystko - Europie. Wierzę, że ona nie ukorzy się przed zbrodniarzem, a nasz świat nie zawali się z hukiem - podsumowuje moja rozmówczyni.

Źródło: TOK FM