Podsłuchała rozmowy Ukraińców w pociągu. "To słowo jest zakazane"
Posłuchała i zapisała rozmowy Ukraińców w pociągu do Kijowa. Niektórzy czują się zdradzeni przez "pomarańczowego klauna z Ameryki", a inni jeszcze wierzą, że zmusi Rosję do sprawiedliwego zakończenia wojny. - W moim zeszycie jest coś, co może zainteresować Polki i Polaków - mówi w tokfm.pl Polina, Ukrainka żyjąca w Polsce.
- A dlaczego chcesz ze mną rozmawiać? Kogo obchodzi, co o pokoju myśli Ukrainka? Jest tak, jak tydzień temu mówiła pewna staruszka, z którą jechałam pociągiem do Kijowa: 'Nikt nam nie mówi, co z nami będzie. Jesteśmy jak worek ziemniaków, o który Trump targuje się z Putinem. A z takim workiem nie trzeba rozmawiać, tylko sprzedać i oddać w inne ręce. Ot, cały pokój' - odczytuje z zeszytu 29-letnia Polina Senchenko.
Zaraz jednak dodaje, że w tym notatniku jest coś, co może zainteresować Polki i Polaków. To cytaty z innych jej współpasażerów, które pokazują, że porozumienie przywódców Rosji i USA może skończyć się ewakuacją Ukraińców do Polski:
Pomarańczowy klaun z Ameryki nam nie pomoże. To ruski agent, który chce nas przymusić do kapitulacji. Europa dobra, ale go nie powstrzyma, bo niewiele może. Trzeba się bronić tym, co nam zostanie. Bo jak Putin tu wejdzie, zrobi z Ukrainy jedną wielką katownię;
A co nam zostanie do obrony? Koktajlami Mołotowa nie spalimy Rusków. Dlatego jak Putin zaprowadzi w Ukrainie swój 'pokój', jadę do Polski;
Oj, niejeden ruszy na Zachód. Tylko trzeba będzie się spieszyć, bo gdy Ruscy wezmą pod but całą Ukrainę, to zamkną granice. Ucieczka długo nie potrwa.
Polina od lat zapisuje podsłuchane rozmowy w pociągach, autobusach i poczekalniach. To nawyk z czasów, kiedy jeszcze chciała być pisarką. Teraz jest farmaceutką w Polsce, ale nadal lubi notować. Przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie zapisała kilka zeszytów, jednak przepadły, gdy w pośpiechu uciekała z Kijowa do Polski. Żałuje, bo były obrazem Ukrainy, jakiej już nie ma. Teraz Senchenko ma w kajetach już zupełnie inny opis swojego kraju:
Do ucieczki wszyscy chętni. To może powiedzcie na głos, że przegraliśmy? Że śmierć naszych ludzi poszła na marne. Że się poddajecie. Jeśli to wam nie przejdzie przez gardło, to pokażcie siłę. Inaczej wszyscy pójdziemy pod Putina;
Ale ja nie mam już siły. To już musi się skończyć. Niech przestaną strzelać albo strzelą do mnie.
Wojna w Ukrainie skończy się p… "To zakazane słowo"
Do Kijowa Polina pojechała, by odwiedzić rodzinę. Głównie babcię, która jest samotna, odkąd jej syn walczy z Rosjanami. Moja rozmówczyni boi się, że ojciec skończy tak samo, jak jej partner. Zginął na froncie z rąk żołnierzy Putina.
Do pociągu Polina wsiadła już po kłótni Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim w Białym Domu. Czuła, że ta pyskówka zmieni wszystko, bo świat już nie będzie postrzegał Ukrainy jako ofiary Rosji, tylko jako roszczeniową awanturniczkę, którą zmęczeni są nawet jej sojusznicy. Słyszała te myśli nie tylko w swojej głowie, ale też z ust pasażerów pociągu. Po drodze ciągle ktoś się dosiadał i zaczynał od początku tę samą rozmowę:
Najpierw nazwali Zełenskiego dyktatorem, a potem zbesztali i pogonili. Teraz świat się od nas odwróci;
Nie wierzę w negocjacje. Nie wierzę w politykę. Nie wierzę w sprawiedliwość. Rosją napadła na nas, mordowała i paliła, a teraz Amerykanie poklepują ją po plecach. Chcą godzić się z nią w naszym imieniu;
Na takiej zdradzie świat jest zbudowany. Silny zawsze zdradzi słabszego.
Polina miała wrażenie, że Ukraińcy z pociągu ciągle zbliżają się w tej rozmowie do przepaści, ale w ostatniej chwili odskakują od jej krawędzi. Chodziło o słowo "przegrana", którego wszyscy się bali wypowiedzieć. - W ostatnich dniach wiele razy słyszę je od Ukraińców, ale tych, którzy mieszkają w Polsce. W moim kraju nie padło przy mnie ani razu. Wczoraj moja znajoma Ukrainka, która mieszka w Łodzi, dzwoniła do mamy w Kijowie. Powiedziała, że Amerykanie chcą naszej przegranej i od razu wybuchła kłótnia. Matka nie dopuszczała tego do siebie. Dla niej było to wręcz zakazane słowo. Ja też boję się go wypowiedzieć. To byłoby jak zabicie nadziei - przyznaje moja rozmówczyni.
Ukraina już jest na SOR. "W kolejce będzie Polska"
Polina przywołuje scenę z dzieciństwa "każdego z nas". Bo jak mówi, pewnie wszyscy coś takiego przeżyli, gdy złamali nogę, spadli z huśtawki i uderzyli głową o beton albo po prostu zachorowali. - Pamiętasz, jak na tobą stali: matka, lekarz, pielęgniarka i jeszcze jakieś osoby w białych kiltach? Badali cię i wymieniali jakieś słowa, których nie rozumiałeś. Ktoś był miły, ktoś oschły, ktoś pewnie wyglądał groźnie. Później odchodzili na bok i rozmawiali o tobie, ale tego już nie słyszałeś. Tylko się bałeś. Później wracała do ciebie mama i uspokajała, że będzie dobrze - opisuje.
Chcę ruszyć Zełeńskiemu i Ukrainie z pomocą. Dlaczego to misja ważna też dla Polski?
Według niej w podobnej sytuacji jest teraz Ukraina. Trafiła na SOR, a tam zlecieli się nad nią jacyś ludzie i o niej rozmawiają. - Jest drobna różnica: Ukraina nie ma już opiekuna, który wszystko wyjaśni i ją uspokoi. W tej roli był Joe Biden, ale stracił władzę w USA. W białym kiltu stoi Putin i udaje, że chce leczyć Ukrainę, zatrzymać jej krwawienie. A przecież to on ją poturbował - opowiada.
W polskich autobusach Polina ostatnio nie słyszała, żeby mówiono o Ukrainie. Ale czytała głosy Polaków w mediach społecznościowych, które tak interpretują sytuację Kijowa na SOR:
Zełenski przyjechał [do Białego Domu], aby uzyskać gwarancje bezpieczeństwa. Chciał dać wiele, by ratować swój naród. Spotkał go ordynarny atak, chęć upokorzenia, zmuszenia do oddania prezydentury, kłamstwa i oskarżenia. To nie były rozmowy polityczne. To był z góry przygotowany spektakl, według wzorców putinowskich. To było straszne. Zełenski nie ugiął się;
Przyglądam się Zełeńskiemu i dochodzę do wniosku, że Zachód i nasz region poprzez dobre chęci, stworzył kolejnego potwora. Ukraina jest uzależniona od pomocy zewnętrznej, ale już teraz zachowuje się agresywnie w stosunku do głównych sojuszników. Mówi nam, co mamy robić i na kogo mają głosować nasi obywatele. Trump bardzo słusznie wypomniał Zełeńskiemu jego jawne poparcie dla Kamali Harris. Cały świat też usłyszał od Trumpa i zobaczył na własne oczy, że Zełeński jest niewdzięczny i niepoważny. Nietrudno sobie wyobrazić, co będzie robić sąsiadom Ukraina, gdy dostanie wszystko, czego się domaga…
- Gdy czytam komentarze jak ten pierwszy, to myślę, że jest jeszcze nadzieja, bo Zachód nie odda Putinowi Ukrainy. Ale gdy widzę drugi wpis, zaczynam wątpić. Bo pokazuje, jak długi już jest ten rosyjski łańcuszek: Trump mówi jak Putin, bo chce się mu przypodobać i robić z nim interesy. Za Trumpem powtarzają niektórzy politycy, bo chcą się na nim wzorować i wygrać wybory. A za nimi idą zwykli ludzie i straszą Ukrainą. Jeśli takie głosy będą w większości, Putin po prostu ją sobie weźmie. Wtedy w kolejce na SOR będzie Polska, w której chcę zostać na stałe - wzdycha Polina.
Trump dał Ukraince nadzieję. "Przechodzoną jak używkę z lumpeksu"
Druga z moich rozmówczyń Ołena przyjechała do Krakowa jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Znalazła tutaj pracę jako lekarka i założyła rodzinę. Podobnie jak Polina chce już zostać w Polsce.
- W 2022 roku, gdy Putin zaatakował Kijów, bałam się, że zaraz będę musiała stąd uciekać. Bo miał zająć stolicę Ukrainy w kilka dni czy tygodni, a dla mnie od zawsze jest jasne, że on zawsze po jednym zdobytym kraju, idzie po następny. Później jednak Ukraińcy z pomocą Zachodu go zatrzymali. Nie odetchnęłam z ulgą, bo ludzie dalej ginęli, ale przynajmniej przestałam myśleć o ucieczce z Polski - tłumaczy.
To jego Putin 'zwerbował' do swojej gry. 'Mamy powody do obaw'
Ołena przyznaje, że na powrót Donalda Trumpa do władzy patrzyła z nadzieją. Ta jednak bardziej przypominała 'używkę' z second handu niż 'nówkę' z drogiego sklepu. Na nic lepszego nie było ją stać. - Nie liczyłam na wielkie zwycięstwo Ukrainy. Ani nawet na to, że Rosja odda nasze ziemie. Już nie mówiąc o jej rozpadzie i śmierci Putina, co byłoby najpiękniejsze. Chodziło tylko o to, żeby Ameryka zmusiła bandziora, by przestał nas mordować. Miałam nadzieję, że Stany dadzą Ukrainie pokój i go pilnują przed Putinem - mówi.
Jednak w ostatnich tygodniach nawet ta 'przechodzona' nadzieja z lumpeksu okazała się nic niewarta. Najpierw bowiem Ołena usłyszała, że Trump chce dogadać się z Putinem, bo uwierzył w jego pokojowe intencje. Potem dotarły do niej wiadomości, że Ameryka nie zamierza wysłać wojsk do Ukrainy. W końcu wybuchła kłótnia w Białym Domu, po której Waszyngton wstrzymał Kijowowi pomoc wojskową i wywiadowczą. Bez tego obrońcy Ukrainy są łatwiejszym celem dla Rosjan.
- Zełenskiemu puściły nerwy, ale rozumiem, bo to nerwy ukraińskie, również moje. Pewnie każdy człowiek, w którego kraju wybuchła wojna, sam w końcu eksploduje. Wiem, że ludzi z zewnątrz to nie musi obchodzić i powinniśmy trzymać te nerwy na wodzy. Ale nawet jeśli Zełenski obraził Trumpa, to ten powinien go wysłuchać do końca. Na mnie pacjenci też nieraz krzyczą, a mimo to ich leczę, bo tak trzeba - podkreśla Ołena.
Ten błąd może zemścić się w razie wybuchu wojny. 'Trzeba to szczerze powiedzieć społeczeństwu'
Jak dodaje, prezydent Ukrainy próbował wytłumaczyć w Białym Domu, czym skończy się pokój, do którego rzekomo dąży Putin. - To nie jest pokój, jaki znają ludzie na Zachodzie. To zajęcie Ukrainy, a potem terror i zemsta. To zastraszanie i pranie mózgów. To wcielanie Ukraińców siłą do rosyjskiej armii, która za kilka lat może ruszyć na Polskę i inne kraje. Pokój w Europie przewróci się jak domino. To niekończący się dramat - opisuje i dodaje, że w takim świecie trudno dokądkolwiek uciec i czuć się bezpiecznie.
"Nie odda nas Putinowi". Ukraińcy próbują domyślić się, w co gra Trump
Polina sprawdza w zeszycie, co jeszcze zanotowała podczas ostatniej podróży do Kijowa. W głosach pasażerów pociągu znajduje też nadzieję:
Nie wszystko może być po naszemu. Sami nie wyrzucimy Rusków z Ukrainy, ale Trump jeszcze zaskoczy. Nie sprzeda nas Putinowi, on tu ma biznes do zrobienia;
Nie wystrzelamy Rosjan, ale przyjadą tu zachodnie wojska i pomogą nam trzymać Ruska z daleka. Ocalimy, co nam zostało;
Trump nie odda nas Putinowi. On w coś gra, tylko jeszcze nie wiemy, w co.
- Ciekawe, ilu z tych Ukraińców będzie żyło za rok. Zawsze, gdy jadę do Kijowa i obserwuje tam ludzi, to zadaję sobie to pytanie - podsumowuje moja rozmówczyni.
Źródło: TOK FM