,
Obserwuj
Świat

Wielka ewakuacja wielkich pieniędzy. Trump siał chaos, Europa skorzystała

Wojciech Kowalik
3 min. czytania
02.04.2025 10:31
Te wrażenia inwestorzy zapamiętają na długo. Pierwszy kwartał tego roku był jak rollercoaster dla giełd, który Donald Trump napędzał swoją chaotyczną polityką gospodarczą. Na razie doprowadził do tego, że wielki kapitał ewakuował się ze Stanów Zjednoczonych i szansę dla siebie upatrzył w europejskich rynkach. Tylko na jak długo?
|
|
fot. JOHANNES EISELE/East News
  • Chaotyczna polityka gospodarcza Donalda Trumpa raz wynosiła rynki na szczyt, by drugiego dnia z pełną prędkością pędzić w dół. W efekcie tej wycieczki dwie kolejki - europejska i amerykańska - pojechały jednak finalnie w innych kierunkach;
  • Czy europejskie rynki na razie są wygranymi gospodarczego chaosu generowanego przez Biały Dom? Mogą na to wskazywać wyniki, jakie odnotowały za pierwsze miesiące roku. Ale najważniejszy test właśnie się zbliża.

W marcu na europejskie rynki napłynęły potężne pieniądze zza Atlantyku. Wielcy inwestorzy zarządzili ewakuację swojego kapitału z amerykańskich spółek, również tych technologicznych, które przecież od dawna napędzały hossę na największym, nowojorskim rynku świata i przenieśli te pieniądze na rynek europejski. Analitycy mówią, że prawdopodobnie była to największa taka rotacja kapitału w historii, kiedy dosłownie w moment wielkie fundusze sprzedawały akcje w Stanach i kupowały w Europie. A co te pieniądze do Europy napędziło?

Szykuje się cios w chińskie statki. Stan klęski może objąć cały świat

Chodzi o ruch wyprzedzający wobec decyzji Donalda Trumpa, na jaki zdecydowała się Europa. To wielki plan stymulacyjny dla europejskich gospodarek, zwłaszcza tej największej. Niemcy zapowiedziały potężne, warte nawet bilion euro inwestycje publiczne, w tym infrastrukturalne i obronne, mające pobudzić gospodarkę. A to przełoży się na całą Unię Europejską, która zresztą sama zapowiedziała zmobilizowanie potężnych miliardów na dozbrojenie Europy. Razem z tym we Wspólnocie ma toczyć się dyskusja o wielkim planie zmniejszenia obciążeń biurokratycznych dla firm, co miałoby zwiększyć ich konkurencyjność i pobudzić je do działania.

To wszystko spodobało się wielkim inwestorom, którzy w obliczu obaw o przyszłą kondycję gospodarki amerykańskiej, zobaczyli szansę w Europie. Wszystko wydarzyło się zaledwie w ciągu kilku tygodni, ale teraz testem dla tego pozytywnego sentymentu inwestorów do rynków europejskich będą decyzje dotyczące ceł, jakie ogłosi Donald Trump. Wtedy się okaże, czy ten kapitał w Europie zostanie na dobre, czy jego marcowe przenosiny z Ameryki były tylko chwilowe.

Europa na razie górą

Na razie europejskie rynki wydają się wygranymi chaotycznej polityki gospodarczej, jaką od stycznia prowadzi Biały Dom. Widać to choćby w Niemczech. Mimo że tamtejsza gospodarka od dawna ma potężne problemy z wyjściem na plus i panowały w niej recesyjne nastroje, to niemiecki indeks giełdowy DAX w ostatnich miesiącach kwitł. Oczywiście - jak to na giełdzie bywa - miał wzloty i upadki, ale w pierwszym kwartale pobił swój historyczny rekord i zamknął go ponad 10-procentowym wzrostem.

Jeszcze lepiej wypadła warszawska giełda. Jej dwa najważniejsze indeksy pierwszy kwartał zamknęły ponad 20-procentowym wzrostem, a WIG oscyluje wokół psychologicznego progu 100 tys. punktów - tak wysoko nie był jeszcze nigdy. W tym samym czasie indeks pięciuset największych amerykańskich spółek zamknął kwartał na minusie.

Ten pierwszy kwartał przyniósł - jak już słyszeliście - rollercoaster rynkowych emocji. Rynki skakały w rytm kolejnych, coraz bardziej chaotycznych zapowiedzi Donalda Trumpa - wprowadzania ceł i ich opóźniania. Aż poszły po rozum do głowy i do nowej sytuacji zaczęły się dostosowywać. Przestały się przejmować każdym kolejnym wpisem Trumpa i teraz czekają na twarde dokumenty: jakie cła będą wprowadzone, dla kogo, jak będą pobierane - i wtedy będą analizować ich wpływ na globalną gospodarkę, handel międzynarodowy, poziom inflacji w Stanach Zjednoczonych czy Europie.

Tu pojawia się ciekawe spostrzeżenie. Część towarów, które Trump obejmie cłami, nie wyjedzie do Stanów Zjednoczonych i zostanie tu, w Europie. I tu będzie szukać dla siebie rynków zbytu. Do tego dojdzie masa chińskich towarów, które nie wyjadą do USA, więc mogą trafić na rynek europejski. A to wszystko może spowodować, że przy sporej podaży szybciej zacznie hamować wzrost cen, czyli inflacja. Co dla nas, konsumentów, jest całkiem dobrą wiadomością. Ale dla producentów - już gorszą, bo za swoje towary dostaną mniej pieniędzy.