Wielka ewakuacja wielkich pieniędzy. Trump siał chaos, Europa skorzystała
- Chaotyczna polityka gospodarcza Donalda Trumpa raz wynosiła rynki na szczyt, by drugiego dnia z pełną prędkością pędzić w dół. W efekcie tej wycieczki dwie kolejki - europejska i amerykańska - pojechały jednak finalnie w innych kierunkach;
- Czy europejskie rynki na razie są wygranymi gospodarczego chaosu generowanego przez Biały Dom? Mogą na to wskazywać wyniki, jakie odnotowały za pierwsze miesiące roku. Ale najważniejszy test właśnie się zbliża.
W marcu na europejskie rynki napłynęły potężne pieniądze zza Atlantyku. Wielcy inwestorzy zarządzili ewakuację swojego kapitału z amerykańskich spółek, również tych technologicznych, które przecież od dawna napędzały hossę na największym, nowojorskim rynku świata i przenieśli te pieniądze na rynek europejski. Analitycy mówią, że prawdopodobnie była to największa taka rotacja kapitału w historii, kiedy dosłownie w moment wielkie fundusze sprzedawały akcje w Stanach i kupowały w Europie. A co te pieniądze do Europy napędziło?
Szykuje się cios w chińskie statki. Stan klęski może objąć cały świat
Chodzi o ruch wyprzedzający wobec decyzji Donalda Trumpa, na jaki zdecydowała się Europa. To wielki plan stymulacyjny dla europejskich gospodarek, zwłaszcza tej największej. Niemcy zapowiedziały potężne, warte nawet bilion euro inwestycje publiczne, w tym infrastrukturalne i obronne, mające pobudzić gospodarkę. A to przełoży się na całą Unię Europejską, która zresztą sama zapowiedziała zmobilizowanie potężnych miliardów na dozbrojenie Europy. Razem z tym we Wspólnocie ma toczyć się dyskusja o wielkim planie zmniejszenia obciążeń biurokratycznych dla firm, co miałoby zwiększyć ich konkurencyjność i pobudzić je do działania.
To wszystko spodobało się wielkim inwestorom, którzy w obliczu obaw o przyszłą kondycję gospodarki amerykańskiej, zobaczyli szansę w Europie. Wszystko wydarzyło się zaledwie w ciągu kilku tygodni, ale teraz testem dla tego pozytywnego sentymentu inwestorów do rynków europejskich będą decyzje dotyczące ceł, jakie ogłosi Donald Trump. Wtedy się okaże, czy ten kapitał w Europie zostanie na dobre, czy jego marcowe przenosiny z Ameryki były tylko chwilowe.
Europa na razie górą
Na razie europejskie rynki wydają się wygranymi chaotycznej polityki gospodarczej, jaką od stycznia prowadzi Biały Dom. Widać to choćby w Niemczech. Mimo że tamtejsza gospodarka od dawna ma potężne problemy z wyjściem na plus i panowały w niej recesyjne nastroje, to niemiecki indeks giełdowy DAX w ostatnich miesiącach kwitł. Oczywiście - jak to na giełdzie bywa - miał wzloty i upadki, ale w pierwszym kwartale pobił swój historyczny rekord i zamknął go ponad 10-procentowym wzrostem.
Jeszcze lepiej wypadła warszawska giełda. Jej dwa najważniejsze indeksy pierwszy kwartał zamknęły ponad 20-procentowym wzrostem, a WIG oscyluje wokół psychologicznego progu 100 tys. punktów - tak wysoko nie był jeszcze nigdy. W tym samym czasie indeks pięciuset największych amerykańskich spółek zamknął kwartał na minusie.
Ten pierwszy kwartał przyniósł - jak już słyszeliście - rollercoaster rynkowych emocji. Rynki skakały w rytm kolejnych, coraz bardziej chaotycznych zapowiedzi Donalda Trumpa - wprowadzania ceł i ich opóźniania. Aż poszły po rozum do głowy i do nowej sytuacji zaczęły się dostosowywać. Przestały się przejmować każdym kolejnym wpisem Trumpa i teraz czekają na twarde dokumenty: jakie cła będą wprowadzone, dla kogo, jak będą pobierane - i wtedy będą analizować ich wpływ na globalną gospodarkę, handel międzynarodowy, poziom inflacji w Stanach Zjednoczonych czy Europie.
Tu pojawia się ciekawe spostrzeżenie. Część towarów, które Trump obejmie cłami, nie wyjedzie do Stanów Zjednoczonych i zostanie tu, w Europie. I tu będzie szukać dla siebie rynków zbytu. Do tego dojdzie masa chińskich towarów, które nie wyjadą do USA, więc mogą trafić na rynek europejski. A to wszystko może spowodować, że przy sporej podaży szybciej zacznie hamować wzrost cen, czyli inflacja. Co dla nas, konsumentów, jest całkiem dobrą wiadomością. Ale dla producentów - już gorszą, bo za swoje towary dostaną mniej pieniędzy.