,
Obserwuj
Świat

"Trump liczy na sztuczkę". USA nie chcą pokoju w Ukrainie?

PAP , Jacek Stawiany
4 min. czytania
18.04.2025 16:41
Sekretarz stanu USA oświadczył, że jego kraj może wycofać się z prób doprowadzenia do pokoju w Ukrainie. - Głoszona jest wizja świata, w którym każdy robi to, co chce. To nie pierwsza tego typu wypowiedź, która powoduje, że USA tracą wiarygodność wśród wszystkich sojuszników - ocenił w rozmowie z tokfm.pl Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.
|
|
fot. BRENDAN SMIALOWSKI / BRENDAN SMIALOWSKI/AFP/East News

 

  • Sekretarz stanu USA oświadczył, że Ameryka może zrezygnować z prób doprowadzenia do pokoju między Ukrainą a Rosją;
  • Według amerykanisty dr Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa, to przykład prowadzenia negocjacji na zasadzie "jak się nie zgodzicie w ciągu dziesięciu minut, to wstanę i wyjdę";
  • Jak ocenił, tego typu polityka prowadzi do podważania autorytetu USA na scenie międzynarodowej i szukaniu innych gwarancji bezpieczeństwa przez sojuszników;
  • Sytuację, jak wskazał w rozmowie z tokfm.pl, mogą wykorzystać Chiny, by przejąć rolę mediatora w konflikcie ukraińsko-rosyjskim.

 

Stany Zjednoczone w ciągu kilku dni zrezygnują z prób doprowadzenia do pokoju między Rosją i Ukrainą, jeśli nie będzie sygnałów, że porozumienie w tej sprawie jest do osiągnięcia - oświadczył w piątek w Paryżu sekretarz stanu USA Marco Rubio. Jak dodał, USA mają "inne priorytety".

Czy wypowiedź polityka jest kolejnym przykładem balona próbnego, który amerykańska administracja wypuszcza, żeby sprawdzić, jakie będą reakcje? Jak ocenił w rozmowie z tokfm.pl amerykanista i ekspert stosunków międzynarodowych dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, "to co innego". - To prowadzenie negocjacji tak, jak administracja Trumpa wyobraża sobie negocjacje dyplomatyczne; przenosząc mechanizm z negocjacji biznesowych i to mało zaawansowanych, najprostszych - mówił.  

Jak dodał, negocjacje te obejmują groźby typu "jak się nie zgodzicie w ciągu dziesięciu minut, to wstanę i wyjdę". - To taktyka niemająca oczywiście nic wspólnego z prawdziwą dyplomacją - podkreślił. W ocenie rozmówcy tokfm.pl, nie ona skuteczna, bo "prowadzi czasem do tworzenia pozorów". Przykładem takiej dyplomacji, wskazał, jest choćby podpisanie listu intencyjnego w sprawie ukraińskich złóż. - Trump będzie ogłaszać swój tryumf, a tymczasem list intencyjny nie jest żadnym zobowiązaniem, może nie mieć żadnych skutków - przekonywał dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. 

Amerykanista zwrócił też uwagę, że strategia "wstanę i wyjdę" odbywa się kosztem podważania autorytetu USA na scenie międzynarodowej. - Sekretarz stanu ogłosił jednocześnie, że to nie jest wojna USA. Czyli obrona wolności, niepodległości i granic państwa partnerskiego nie jest problemem Ameryki. Zatem głoszona jest wizja świata, w którym każdy robi to, co chce. To zresztą nie pierwsza tego typu wypowiedź, która powoduje, że USA tracą wiarygodność wśród wszystkich sojuszników. Każdy będzie chciał zapewnić sobie bezpieczeństwo inaczej, bez Stanów Zjednoczonych. Jedni pójdą w pospieszną budowę broni nuklearnej, inni będą zakładać nowe sojusze albo przekształcać istniejące - dodał. 

Dlaczego Trump tak się miota ws. ceł? Polityk podsuwa prozaiczny powód

Kto zastąpi USA? 

Zdaniem amerykanisty, nie ma na horyzoncie nikogo, kto przejmie po USA rolę mediatora w konflikcie ukraińsko-rosyjskim. - Nikt nie ma takiego wpływu i nie jest w stanie go osiągnąć - zastrzegł Kostrzewa-Zorbas. Jak od razu dodał, "zbliżony" wpływ mogą mieć albo europejskie państwa NATO, jeśli wszystkie lub największe z nich będą działać razem, albo Unia Europejska. - UE już w zasadzie to zaoferowała serią rozmów i propozycji, ale zarówno w tej, jak i innych sprawach, jest powolna i z najwyższym trudem budzi się ze snu o łatwym bezpieczeństwie militarnym, który śniła przez kilka pokoleń - podkreślił. 

Tyle że, jak wskazał, sytuację mogą wykorzystać Chiny, których celem jest zostanie największą potęgą na świecie. - Byłby to jeden z wielu kroków tym kierunku - podkreślił ekspert. Przypomniał w tym kontekście, że Chiny realizują plan rozpisany aż do setnej rocznicy założenia Chińskiej Republiki Ludowej, czyli do 2049 roku.

Ekspert zwrócił też uwagę, że swoje mogą chcieć ugrać także Arabia Saudyjska (która już wielokrotnie odgrywała rolę gospodarza rozmów pokojowych) czy Turcja. 

Trump liczy na sztuczkę?  

W kampanii wyborczej Donald Trump obiecywał, że zakończy wojnę na Ukrainie w ciągu 24 godzin, ale po objęciu urzędu prezydenta zaczął się wypowiadać na ten temat mniej kategorycznie. Zdaniem Kostrzewy-Zorbasa, wypowiedzi takie jak ta ostatnia Rubia, jednak mu nie zaszkodzą. 

- Zachowuje się tak, jakby prowadził kampanię na trzecią kadencję prezydencką. Być może w rzeczywistości jest to tylko obliczone na maksymalizację szans Partii Republikańskiej w wyborach do Kongresu w połowie obecnej kadencji prezydenckiej - przekonywał. 

Jak tłumaczył, w USA zazwyczaj partia, której przedstawiciel zostaje prezydentem, po dwóch latach przegrywa wybory do Kongresu, a wielu wyborców wyraża w ten sposób swoje rozczarowanie rządami prezydenta. 

Dziś, jak mówił, zdominowany przez Republikanów w obu izbach Kongres daje Trumpowi zdecydowanie większe możliwości działania - gdyby mechanizm rozczarowania zadziałał, ostatnie dwa lata rządów Trumpa (prawdopodobnie najważniejsze z perspektywy wpływu na pamięć historyczną) byłyby stracone. - Ale nie można wykluczyć, że Trump liczy na sztuczkę konstytucyjną lub pozakonstytucyjną, dzięki której mógłby zdobyć trzecią kadencję - skwitował Kostrzewa-Zorbas.