Duda drugi raz wkręcony przez Rosjan. Ktoś chce zaszkodzić prezydentowi? "To jest sprawa na dymisję"

Najpierw Andrzej Duda rozmawiał przez 11 minut z fałszywym szefem ONZ. Teraz cztery minuty krócej prowadził rozmowę z rosyjskim youtuberem, który podszywał się pod prezydenta Francji. - Kolejny raz prezydent wystawił się na pośmiewisko - mówiła w TOK FM Agata Kondzińska. Dziennikarka "Gazety Wyborczej" oraz Magdalena Rigamonti z Onetu są zgodne: sprawa powinna skończyć się dymisją tych, którzy odpowiadają za wpadkę.

Prezydent Andrzej Duda po raz kolejny stał się ofiarą żartu rosyjskich internautów. W ubiegły wtorek wieczorem, po wybuchu rakiety w Przewodowie przy granicy z Ukrainą, rozmawiał przez siedem minut przez telefon z kimś, kto udawał prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Do podobnego zdarzenia doszło już dwa lata temu. Wtedy Rosjanie podali się za sekretarza generalnego ONZ i 11 minut rozmawiali z polskim prezydentem.

Jak zgodnie oceniły w Poranku Radia TOK FM dziennikarki Agata Kondzińska z "Gazety Wyborczej" i Magdalena Rigamonti z portalu Onet.pl, nie jest to niewinny żart, a prezydent Duda powinien dokładnie przyjrzeć się swoim współpracownikom. - Może jest tak, że w Kancelarii Prezydenta pracują osoby, które nie powinny tam pracować. Nie tylko ze względu na to, że przepuszczają takie rozmowy, tylko, że współpracują z kimś niepowołanym, z kimś, kto chce zrobić krzywdę naszemu krajowi i prezydentowi - mówiła Rigamonti.

Dziennikarka przypomniała, że prezydenta Dudę już raz wkręcono. - Więc nie powinien mieć zaufania do swoich współpracowników, bo są tam osoby nieodpowiednie. Kordon zabezpieczeń został znowu przerwany - mówiła. A przecież wszystko wydarzyło się w czasie, gdy za naszą granicą trwa wojna, której skutki odczuwa nasz kraj. W tak skomplikowanej sytuacji dochodzi do rozmowy Andrzeja Dudy z rosyjskim youtuberem, w której prezydent "mówił o sprawach wagi państwowej, międzynarodowej i traktował rozmówcę jako rzeczywistego przywódcę państwa francuskiego".

"To jest sprawa na dymisję w otoczeniu prezydenta"

 - Myślę, że to jest sprawa na dymisję w otoczeniu prezydenta - oceniła Agata Kondzińska. Jak podkreśliła dziennikarka "GW", "to nie jest tak, jak dzisiaj próbuje się nam wmówić, że od razu się zorientowali", że ktoś podszywa się pod Macrona i przerwali rozmowę. - Siedem minut to nie jest od razu - mówiła.

Skoro znowu doszło do tak poważnej wpadki z udziałem prezydenta, to nie można uniknąć pytań o prace służb i ich profesjonalizm. - Jak mam mieć zaufanie do służb? Nie czuję się bezpieczna, jeśli do prezydenta może zadzwonić każdy, a prezydent w takim momencie opowiada wszystko, co się dzieje na terenie Polski - stwierdziła Kondzińska.  - Kolejny raz prezydent wystawił się na pośmiewisko. Bo jedna sprawa to są sprawy bezpieczeństwa głowy państwa, a druga sprawa to jest to używanie, które trwa teraz, śmianie, memy... Pośmiewisko zupełnie niepotrzebne w sytuacji wojny w Ukrainie - podsumowała Rigamonti. 

DOSTĘP PREMIUM