,
Obserwuj
Gospodarka

Inflacja hamuje z piskiem opon. Na hamulec nadepnęło państwo: cudami z paliwem oraz rozmnożeniem obniżek

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
4 min. czytania
02.10.2023 11:55
Cud przy pompie, okupiony plagą "awarii dystrybutorów" (jak państwowy Orlen nakazał oznaczać te, w których zabrakło paliwa), gwałtownie szarpnął inflacją w dół. We wrześniu ceny ogółem w gospodarce rosły o 8,2 procent w skali roku. Wciąż sporo, ale już wyraźnie mniej niż ponad 10 procent notowane jeszcze w sierpniu. Eksperci nie mają żadnych wątpliwości: to efekt sztucznego trzymania cen paliw na jakie przed wyborami zdecydował się państwowy gigant, czyli Orlen (paliwa są o 7 procent tańsze niż rok temu!). Do tego państwo dołożyło swoją serię przedwyborczych prezentów: bezpłatne leki dla seniorów i juniorów, darmowe autostrady czy wsteczną obniżkę rachunków za prąd - i mamy przepis na odtrąbiony przez państwowe instytucje inflacyjny sukces. A że sztucznie napędzony? Ważne, że można się chwalić!
|
|
fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl

Spadek cen na stacjach benzynowych najmocniej pociągnął w dół tempo wzrostu cen w ogóle. Czyli ograniczył inflację. Co to znaczy? Ano tyle, że benzyna jest tak tania w porównaniu z ubiegłym rokiem, że ta różnica w cenie, zaważyła na całości obliczenia. Z najnowszych danych statystycznych wynika, że inflacja we wrześniu wyniosła 8.2 procent. O tyle przez rok wzrosły ceny konsumenckie, czyli wszystkie ceny jakie zbiera się do obliczenia. Urzędy centralne odtrąbiły więc sukces, bo inflacja - po zimowych historycznych rekordach - w końcu jest jednocyfrowa. Czy to rzeczywiście sukces?

Tanie paliwo oznacza, że ceny innych towarów i usług były dużo wyższe niż rok wcześniej. Uśredniając mamy witane z radością na przykład przez Narodowy Bank Polski. Który w mediach społecznościowych ogłosił nawet, że... ceny w Polsce spadają pokazując jednocześnie wykres, na którym... ceny rosną. Ale wracając do paliw. I antyinflacyjnej akcji największej firmy naftowej, zaopatrującej znaczną większość polskiego rynku.

Orlen dba o nastroje wyborców, prezes Glapiński melduje prezesowi wykonanie zadania. A po wyborach 'choćby potop'

Żeby rzecz zrozumieć trzeba spojrzeć wstecz. Konkretnie rok wstecz. We wrześniu 2022 benzyna kosztowała średnio około 6,45 zł za litr. W minionym miesiącu jej cena spadła poniżej 6 złotych. Podobnie było z innymi rodzajami paliw do transportu. To znaczy, że tegoroczne ceny były niższe od ubiegłorocznych o około 7 procent. I takie dane pokazał Główny Urząd Statystyczny. Gdyby tak zwany koszyk inflacyjny składał się wyłącznie z benzyny - mielibyśmy deflację, czyli spadek cen konsumenckich, Ale tak nie jest, bo przecież nie samą benzyną konsument żyje. Musi też coś jeść i jakoś mieszkać. W obu tych dziedzinach z cenami jest już gorzej.

Bo we wrześniu konsument płacił za żywność 10 procent więcej niż rok wcześniej i o tyle samo więcej płacił za nośniki energii. Więc jeśli nie miał samochodu lub niewiele nim jeździł, to radosny spadek cen na stacjach niewiele go obchodził. Obchodziło go natomiast, że rok temu płacił za opakowanie 12 rolek papieru toaletowego 12 złotych - a dzisiaj o połowę więcej - 19 złotych. I nawet jeśli ta cena nie zmieniła się od marca, radość z tego, że papier już bardziej nie drożał była mocno obciążona frustracją z powodu kryzysu ogólnych kosztów życia. Bo ta sama refleksja nad cenami dotyczyła cen środków czystości, w tym proszków do prania, które podrożały średnio o 30 procent rocznie, czy karmy dla zwierząt droższej o połowę. Reasumując: obniżki cen benzyny wprowadzone przez państwową spółkę obniżyły inflację o blisko 2 punkty procentowe. Wpływ miały na nią też inne czynniki centralnie zarządzane.

Od września obowiązują bowiem: obniżka wysokości rachunków za prąd o 12 procent co daje 125 złotych oszczędności, czyli mniej więcej jeden średni rachunek miesięczny. Eksperci uważają, że w gospodarce nie było żadnych ważnych powodów, które pozwoliłyby obciąć rachunki za energię elektryczną. I tak jest taniej niż powinno być a rząd dopłaca miliardy do prądu. Bo wciąż obowiązuje zamrożenie cen na poziomie z ubiegłego roku do określonego poziomu zużycia. Jest też ograniczenie podwyżek cen ciepła do 40 procent. Gdyby tych ograniczeń nie było za prąd należałoby płacić około 60 procent więcej a za ogrzewanie systemowe, czyli ciepło w kaloryferach nawet 100 procent więcej. Do tego mamy darmowe leki dla seniorów i juniorów od września, czasowo zawieszony podatek VAT od żywności, a to o kilka procent niższe ceny w sklepach oraz i darmowe państwowe autostrady. Zatem gdyby nie było cudownego rozmnożeniem rozlicznych obniżek, inflacja wynosiłaby we wrześniu - ponad 10 procent.

Wróćmy więc do wspomnianych cudów, konkretnie cudu największego, czyli cudu przy pompie. Ile powinien kosztować diesel, gdyby nie magiczna różdżka krajowego "prawie-monopolisty" czyli Orlenu? Otóż biorąc pod uwagę, że cena ropy wzrosła od początku wakacji o 40 procent, a dolar podrożał o 20 procent - diesel powinien kosztować grubo powyżej 7, może nawet jakieś 8 złotych za litr. Kosztuje - 5,99. I mniej więcej tyle będzie kosztować przez najbliższe 2 tygodnie, czyli do wyborów. Potem - nie wiadomo. Ale analitycy są zgodni - z takimi cenami rynek długo nie pociągnie. Bo są niższe niż koszty. Ktoś więc zatem na tych cudach traci. Nic więc dziwnego, że zapobiegliwi Polacy wyciągają z piwnic i garaży zapomniane baniaki na benzynę. I robią to pomimo apeli Orlenu, by nie tankować na zapas. Czy może raczej z powodu tych apeli.

Na stacjach mamy więc plagę awarii dystrybutorów, bo tak Orlen nakazał oznaczać pompy, w których brakuje paliwa. I nie chodzi raczej o puste magazyny hurtowe, ale o tempo dostaw. Na niektórych stacjach popyt wzrósł trzykrotnie. To znaczy, że także dostawy muszą być trzy razy częstsze. A cysterny i kierowcy nie podlegają cudownemu rozmnożeniu. Z gumy nie jest również czas. Cystern nie da się napełniać trzy razy szybciej. W końcu więc możliwości szybszego kręcenia logistyczną karuzelą - ostatecznie się wyczerpią. Na ile zatem wystarczy jeszcze pary? To pytanie zapewne stawiają sobie teraz twórcy całej tej akcji. I wprawiają w ruch liczydła. Z nadzieją na stosunkowo łagodny koniec. I dla siebie. I dla gospodarki.