W tej branży bańka pęknie z hukiem? A to dopiero początek tej wojny
- Kanadyjczycy już przestali kupować amerykańską whisky;
- Zaraz po tym, jak Donald Trump zapowiedział wprowadzenie ceł na produkty z Kanady, w marketach, w ramach buntu, na zaplecze wyjechały butelki Jacka Danielsa oraz kalifornijskich win;
- Trump zapowiada 200-procentowe cła na napoje procentowe z Europy, co dla producentów wina z Francji, Włoch i Hiszpanii będzie ciosem w serce;
- Dla Amerykanów, rozsmakowanych w europejskich winach - to również może być zabójcza decyzja.
A zaczynamy od Kanady i od niesłychanych scen, których świadkami stali się klienci tamtejszych marketów. Zaraz po ogłoszeniu przez Waszyngton zaporowych antykanadyjskich ceł z półek zaczęły znikać amerykańskie alkohole. Na zaplecze wyjechała amerykańska whisky i Burbon, i kalifornijskie wina.
Gubernator Ontario nakazał wycofanie z handlu wszelkich amerykańskich alkoholi, wydał też zakaz sprowadzania ich do sprzedaży. W Kanadzie monopol na sprzedaż napojów wyskokowych należy do państwa i dlatego o tym, co znajduje się na sklepowych półkach, zdecydowano odgórnie.
Zaraz potem firmy produkujące whisky podniosły zbiorowy lament. Skarżyły się, że decyzja o zdjęciu amerykańskiego burbona z kanadyjskich półek kosztuje ich więcej niż ograniczenia w handlu związane z podwyżkami ceł. Na decyzji prezydenta Donalda Trumpa na razie tracą więcej niż ktokolwiek zyskuje. O ile w ogóle jest ktoś taki.
Trump zapowiada cła na alkohole z Europy. Skóra cierpnie francuskim winiarzom
Decyzje Trumpa sięgają dalej. I na samą myśl cierpnie skóra na grzbiecie nowojorskim restauratorom, francuskim winiarzom i irlandzkim rolnikom. Dlaczego?
Amerykański prezydent zapowiada bowiem nałożenie na europejskie alkohole astronomicznie wysokich ceł wynoszących... 200 procent. Tak wysokie cła sprawiłyby, że import większości napojów procentowych z Europy stałby się kompletnie nieopłacalny, bo cło podniosłoby cenę do poziomu nie do zaakceptowania przez klientów. Jak wysokiego?
Zgodnie z wyliczeniami amerykańskich mediów - butelka markowego szampana Veuve Clicquot zamiast około 50, jak dzisiaj, musiałaby kosztować 100 dolarów. Amerykańscy restauratorzy zastanawiają się już teraz, kogo na to będzie stać. Ale to nie jedyne zmartwienie.
Bo sprzedaż alkoholu do posiłku to źródło poważnych dochodów w całym biznesie restauracyjnym. Jego istotną częścią jest sprzedaż alkoholu europejskiego, w tym przede wszystkim europejskich win francuskich hiszpańskich i włoskich.
Wina produkowane we Francji stanowią większość importu do USA. Drugie miejsca zajmują wina z Włoch, które sprowadza się do hurtowni lub bezpośrednio do gastronomii. Zastąpienie europejskich win produkcją z Ameryki Południowej czy Australii nie wchodzi w grę. Jakąś opcją jest gromadzenie zapasów, ale to rozwiązanie z krótkimi nogami. Bo cła w końcu wejdą w życie, a rezerwy w piwniczkach się skończą.
Tajemnicze metale ziem rzadkich. To państwo jest absolutną potęgą
Choć prezydent Donald Trump jest przekonany, że 200-procentowe cła nałożone na Europejczyków to pewna wygrana dla amerykańskich producentów - prawda jest inna.
- Po pierwsze: przemysł winiarski już teraz bierze na siebie koszt wojny handlowej z producentami stali. Bo stal i aluminium są niezbędne na każdym etapie produkcji wina. Podczas magazynowania i transportu czy w winnicach, bo krzewy winorośli podpierane są przez stalowe stelaże.
- Po drugie: produkcja krajowa oraz import wraz z gastronomią to naczynia połączone. Jeśli restauratorzy będą płacić horrendalne cła za alkohole z Europy, wydadzą mniej na amerykańskie. Zamknie się też część dystrybucji, bo handel wyłącznie markami krajowymi odetnie połowę biznesu i nie pozwoli się utrzymać na rynku.
A co czeka branże po drugiej stronie Atlantyku?
Wartość europejskiego eksportu do USA to ponad 13 miliardów euro, z czego połowa to eksport wina. Co piąta wysyłana za granicę butelka ląduje na amerykańskich stołach - w tym francuski szampan i włoskie prosecco, które za oceanem bije ostatnio rekordy popularności.
Za ocean jedzie też irlandzka whisky, francuskie brendy i koniaki, włoskie likiery - w tym Campari czy Aperol - oraz wódka. Stany Zjednoczone są największym rynkiem sprzedaży alkoholu na świecie. Amerykanie wypijają rocznie tyle samo szampana, ile wszyscy Europejczycy razem wzięci. Dać się wypchnąć z tego rynku to jak rzucić się z klifu. Szanse przeżycia nie są wielkie. I dlatego obie strony tej wojny liczą na rozejm.
Słuchaj całego podkastu!