W Polsce złoto drogie jak nigdy wcześniej. Jednym z winnych Glapiński
- Jak w biegu przez płotki - pokonuje kolejne bariery, a mety - nie widać. Złoto, bo o nim mowa, ani na chwilę nie zatrzymuje się w biciu rekordów.
- Jeszcze niedawno z hukiem przekroczyło niewidziany nigdy poziom 3 tysięcy dolarów za uncję, ale to wcale nie był koniec.
- Wielkie banki inwestycyjne w pośpiechu zmieniają swoje prognozy dla cen złota, a na fali ich zawołania "go for gold" światowy popyt na kruszec tylko rośnie.
Pierwszy kwartał tego roku był dla złota najsilniejszy od prawie 40 lat! Ledwie kilkanaście dni wystarczyło, żeby z rekordowego poziomu 3 tysięcy dolarów za uncję złoto przeskoczyło do jeszcze bardziej rekordowego poziomu 3100 dolarów za uncję. A to oznacza, że tylko od początku roku wartość królewskiego kruszcu wzrosła o 20 procent! A stało się to po i tak imponującym wzroście o niemal 40 procent ubiegłym roku. Mówimy o cenach w dolarach, na jaką patrzą międzynarodowe rynki, ale historyczny rekord padł też, jeśli chodzi o cenę złota w polskich złotych.
W ostatnich dniach notowano ceny uncji powyżej 12100 złotych - nigdy wcześniej nie było tak drogo i to mimo wciąż w miarę słabego dolara. Jeszcze rok temu cena uncji była o 4 tysiące niższa, a pół roku temu - o prawie półtora tysiąca złotych niższa.
Dlaczego złoto tak drożeje
Powodów do wzrostów cen jest cały czas sporo. Jako inwestycja na niepewne czasy - a wydaje się, że takie wciąż mamy. Chaos w polityce celnej amerykańskiego prezydenta, wciąż mocno niepewne losy wojny w Ukrainie, wybuchające raz po raz niepokoje na Bliskim Wschodzie - z każdymi takimi doniesieniami cena złota rośnie. Perspektywa dalszych obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych powoduje, że kapitał odwraca się od bezpiecznego, ale gorzej oprocentowanego dolara w kierunku również uważanego za bezpieczne i cały czas rosnącego złota. Gorsze nastroje na nowojorskiej giełdzie? Kapitał ucieka i szuka bezpieczniejszej przystani. I czynnik najważniejszy, czyli banki centralne w złotej zbroi.
Samoloty pełne złota i megakolejki. Ten rajd wydaje się nie mieć końca
Bo już od kilku lat banki centralne świata wybrały się na wielkie zakupy złota, z których wcale nie rezygnują. Prym na świecie wiedzie tu - obok banków Turcji, Indii i Chin - również Narodowy Bank Polski, który w swoich rezerwach ma już 480 ton złota, a to wcale nie koniec, bo zmierza w kierunku pół tysiąca ton - niewiele więcej ma Europejski Bank Centralny. Tylko w ubiegłym roku w skarbcu NBP przybyło 90 ton złota, a w tym - już 30. A banki centralne kupują kruszec bez patrzenia na jego cenę - nie patrzą kiedy nadarzy się okazja inwestycyjna, tylko po prostu - kupują. I to też winduje na rynku ceny - i to podwójnie, bo skoro inwestorzy widzą, że banki centralne kupują złoto bez względu na cenę - to chcą wyprzedzić przyszłe zakupy, które cenę mogą dalej podwyższać. To zainteresowanie indywidualnych inwestorów zresztą widać - nie tylko w fizycznych zakupach sztabek, ale też napływie pieniędzy do funduszy bazujących na rynku złota.
W tym czasie kiedy złoto pnie się w górę, swoje prognozy na wyścigi podnoszą wielkie banki inwestycyjne. Citibank i szwajcarski UBS widzą cenę powyżej 3200 dolarów za uncję w ciągu najbliższych tygodni. Choć później widzą potencjał do obniżek. Goldman Sachs idzie jeszcze dalej i widzi nawet 3300 dolarów pod koniec roku. Bank of America - w przyszłym roku - 3350 dolarów. Przy czym - to oczywiście tylko prognozy, które wcale nie muszą się spełnić, albo mogą się spełnić, ale z turbulencjami. Rynek w najbliższym czasie będzie zwłaszcza szacował jak na globalną sytuację gospodarczą wpłynie polityka Białego Domu, z uwagą będzie śledził wydarzenia wokół Ukrainy - i to wszystko wyceni to po swojemu. Na razie bieg złota przez płotki kolejnych rekordów trwa w najlepsze. Pytanie tylko, czy o któryś płotek złoto się nie potknie.