Polacy mogą zyskać na chaosie Trumpa. Wiemy, gdzie za chwilę będzie taniej
- To będzie odcinek pod tytułem 'wszystko, wszędzie, na raz'. Będzie o surowcowym froncie globalnej wojnie handlowej;
- Bo jego ostatni odcinek sięga polskich stacji benzynowych. Powiemy o naczyniach doskonale połączonych, z których jedno znajduje się na pustyni w Teksasie, a inne w kotłowni niemieckiego domu;
- Kto cieszy się z chaosu wywołanego przez Amerykę? Czy i gdzie będzie taniej?
A zaczynamy od dobrych wiadomości. Bo analitycy prognozują, że średnia cena benzyny w Polsce znów spadnie poniżej 6 złotych za litr. Analitycy zmienili prognozy, bo wcześniej spodziewali się, że paliwa będą powoli, ale systematycznie drożeć. Bo wtedy na rynkach drożał surowiec, a dzisiaj jest dokładnie odwrotnie. Ropa potaniała jak nigdy w historii, a złoty wciąż jest mocny do dolara. Jedno z drugim ma bezpośrednim wpływ na ceny na naszych stacjach. Tyle, że nieco odłożony w czasie, bo rafinerie przerabiają na razie zapas 'starego' surowca i zanim ruszą po zakupy tańszej ropy - muszą zużyć tę droższą. Paliwa będą więc tanieć w nadchodzących tygodniach, już teraz są tańsze niż w tym samym czasie rok temu, bo o prawie 60 groszy na litrze. I teraz o tym, co niezwykłego wydarzyło się na światowych giełdach surowcowych. I skąd ten niespodziewany prezent dla polskich kierowców.
'Trump crash' na giełdach to dopiero początek? Jesteśmy w fazie 'ekstremalnego strachu'
Pod topór amerykańskiej polityki gospodarczej położyły się firmy ze wszystkich niemal branż. Gwałtownie spadały ceny akcji firm technologicznych, bo wiele z nich swoje urządzenia produkuje w azjatyckich fabrykach. Ucierpiał Apple, bo iPhony przyjeżdżają do Ameryki z Chin i Indii. NVidia - firma stojąca za rozwojem sztucznej inteligencji, bo szybkie procesory produkuje na Tajwanie. Amazon, bo sprzedawana na platformie towary w ogromnej części sprowadza z zagranicy. Nike, bo świeżo zainwestował w fabryki w Wietnamie i Kambodży, GAP, bo zamawia swoje kolekcje w Chinach. Straciły kompanie z branży turystycznej w tym właściciele największych na świecie wycieczkowców, bo z powodu rosnącej inflacji po wprowadzeniu ceł, Amerykanie będą mniej wydawać na podróże. Z tego samego powodu potaniały akcje Disneya czy operatora kart płatniczych American Expresss. Oraz firmy zabawkarskie, bo większość ich produkcji odbywa się w Chinach. To właśnie Chiny są jednym z głównych celów wojny wytoczonej światu przez prezydenta Donalda Trumpa i jego ekipę. Chiny pojawią się w tej opowieści w innym kontekście. A na razie o bladym strachu, który padł na cały świat finansów. Strachu przed recesją. Który napędził rzeź, krwawą rynkową rzeź.
Rzeź surowców
I teraz o rzezi właśnie. Konkretnie o rzezi surowcowej, której skutki odczują handlujący kontraktami na zakup surowca oraz państwa wydobywające. Odczują boleśnie. O tym za chwilę, a na razie o skali rzezi oraz o tym, skąd krwawa jatka na rynku, który nie jest bezpośrednio doświadczony polityką Donalda Trumpa. Wręcz przeciwnie, amerykańskie firmy naftowe wyrażały do niedawna jawny zachwyt pomysłami nowej ekipy rządzącej. Zwłaszcza hasłem "drill, baby, drill" czyli "wierć, skarbie, wierć". Które na razie nie doczeka się realizacji. Bo ropa jest za tania, by firmy wydobywcze miały kapitał na nowe wiercenia. Zastanawiacie się zapewne, co znaczy "za tania"? W ciągu kilkudziesięciu godzin od wywołania przez prezydenta Trumpa handlowego trzęsienia ziemi ropa naftowa potaniała do poziomu niewidzianego od lat. Ta wydobywana w Ameryce kosztuje około 60 dolarów za baryłkę. To mniej niż poziom, od którego amerykańskiemu biznesowi opłaca się inwestować w nowe wydobycie. Tym bardziej, że z powodu ceł na import aluminium i stali w USA drożeją rury niezbędne do budowy nowych szybów. Jedno z drugim sprawia, że wezwanie prezydenta Trumpa do wiercenia pozostanie głuche. Przynajmniej na razie. A to tylko część surowcowej równi pochyłej.
Na jeden wysłał rakiety, na drugi - lobbystów. Dlaczego Trumpowi tak zależy na kanałach?
Na tej równi znalazły się wszystkie rodzaje ropy. W tym najważniejsza - arabska. Tu przyczyną przeceny jest... zemsta. Arabia Saudyjska celowo podniosła swoje wydobycie powyżej ustalonego poziomu. Obniżyła ceny ropy dla wszystkich państw naftowych w regionie. W tym dla Kazachstanu, który będzie zarabiać na ropie mniej - za karę. Bo wcześniej nie dotrzymywał słowa i dostarczał na rynek ropę ponad ustalony limit. Zarządzone przez Saudyjczyków rzucenie na rynek dodatkowego surowca, oznacza spadek cen. Z których cieszą się globalni gracze, firmy zaopatrujące świat w gotowe paliwa. Ale też wszyscy odbiorcy, gospodarki państwowe, biznesy wszystkich branż i kierowcy na stacjach. To skutek niemal natychmiastowy. A długofalowy? Możliwy spadek inflacji, cięcie stóp procentowych i w przyszłości tańszy kredyt.
Było o polskich kierowcach, amerykańskich firmach wydobywczych, saudyjskiej zemście, europejskich zakupach, czas na rosyjski budżet. Niska cena ropy to dla Moskwy nieszczęście, bo oznacza mniej pieniędzy na wojnę z Ukrainą. Cena rosyjskiej ropy spadła poniżej 52 dolarów, Kreml założył, że dopnie budżet przy cenie około 70 dolarów za baryłkę. I to by była akurat kolejna dobra wiadomość - brak pieniędzy na Kremlu na wojnę w Ukrainie.
I na koniec wróciliśmy na początek. Czyli do tytułu odcinka - "wszystko, wszędzie, na raz". Tyle, że jeszcze bardziej wszystko, jeszcze bardziej wszędzie, i jeszcze bardziej na raz.