advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Europę zaleją chińskie podróbki. Podziękujmy Trumpowi

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
15.05.2025 06:39
Iloma lalkami powinna się bawić amerykańska dziewczynka? Lalki są chińskie i tanie, więc w cenie jednej amerykańskiej można mieć całą grupę chińskich. I dlatego w opinii prezydenta Donalda Trumpa należało im, a także wszystkim innym towarom, które do Ameryki trafiały z chińskich fabryk, postawić handlową zaporę. Zrobiono to w czasie, gdy amerykańscy handlowcy robili listy zakupów w imieniu świętego Mikołaja. I chociaż zaporę częściowo zniesiono, pod amerykańską choinką może być biednie. Przeciwnie - pod europejską.
|
|
fot. Rex Features/East News
  • Choć w amerykańsko-chińskiej wojnie handlowej nastąpił rozejm, to i tak amerykański biznes, w obawie przed potężnymi cłami, wstrzymał dostawy towarów z tego kraju;
  • Chińczycy muszą je gdzieś upłynnić, więc na potęgę wysyłają je do Europy. I chcą je sprzedać za wszelką cenę;
  • W efekcie amerykańskie dziewczynki nie będą miały do zabawy tylu lalek ile chcą, Europę zaś zaleje góra chińskich klocków.

 

Zaczynamy w porcie na amerykańskim zachodnim wybrzeżu, gdzie urzędnicy z przerażeniem patrzyli na mapy w serwisach śledzących ruch statków handlowych. Zwłaszcza pewnej majowej środy, gdy ruch z chińskich portów w kierunku kompleksu portowego Los Angeles wyniósł... okrągłe zero. Nagle zamarł, gdy zaledwie tydzień wcześniej w drogę udało się ponad 40 jednostek. W tym statków kontenerowych, które do Ameryki wiozą od tenisówek, przez wózki dziecięce, po rowery, szafki kuchenne czy głośniki bezprzewodowe.

Zmiana nastąpiła tak szybko, że zdumiała i władze portowe, i operatorów kontenerów, i właścicieli statków. Żadna poważna firma w Ameryce nie porwała się na import towarów obłożonych blisko 150-procentowym cłem. Czyli o wiele więcej niż mogliby znieść amerykańscy konsumenci. Bo to oni na końcu mieliby zapłacić wysoką cenę za handlową zaporę postawioną przez administrację prezydenta Trumpa.

Ale skutki wojny prowadzonej przez dwie największe gospodarki na świecie pojawią się nie tylko na półkach amerykańskich sklepów, które już na progu lata zapowiadają odwołanie Bożego Narodzenia.

Tego nie będzie pod choinką

Najpierw kilka liczb, które opowiedzą dlaczego Boże Narodzenie za Oceanem zostanie częściowo odwołane. W kwietniu chiński import do USA spadł o ponad 20 procent. Ale w tym samym czasie wzrósł o około 8 procent eksport z Chin do Azji i Europy. To dlatego, że od chwili objęcia Białego Domu przez nową ekipę polityczną chińscy handlowcy uwijali się jak w ukropie, by podpisać umowy wszędzie poza Ameryką.

Największa część towarów, które nie dotarły na Zachodnie Wybrzeże to zamówienia handlowców. Port Los Angeles obsługuje 125 tysięcy firm, żadna z nich ma nie więcej niż 5 procent udziału w rynku. To znaczy, że transport z Chin wstrzymały firmy średnie i małe. Przede wszystkim importujące wyposażenie mieszkań, w tym meble. Ale też biznesy handlujące wyrobami z plastiku, jak na przykład zabawki oraz odzieżą. Do USA nie dojadą więc na czas lalki, misie, klocki, gry planszowe. Oraz bombki, ozdoby choinkowe i wszelkie inne świąteczne gadżety.

Kto na starcie lata myśli o świętach? Handlowcy! Bo towar, który ląduje na półkach w najlepszym dla zakupów czasie przed Bożym Narodzeniem, właśnie powinien być w drodze. Zanim dotrze do celu, a potem przez hurtowe magazyny na półki sklepów, mija wiele tygodni. Ofiarą opóźnień padną nie tylko choinkowe łańcuchy, ale też puchowe kurtki. Na statkach powinny zmierzać do celu swetry, płaszcze i zimowe buty. Zamiast tego leżą w chińskich magazynach, a w najlepszym razie w kontenerach na nabrzeżach. Ich wysyłkę zamawiający wstrzymali bezterminowo. Dlatego dotrą dopiero późną zimą lub na wiosnę. Wszystko co zimowe trafi do sprzedaży od razu przecenione.

To już było? Oczywiście. Po pandemii nastąpiło podobne odzieżowe pomieszanie z poplątaniem. Produkowane w Chinach kostiumy kąpielowe przypływały do Europy we wrześniu, a zimowe swetry w kwietniu. Rzecz mogłaby być nawet zabawna gdyby nie fakt, że wszystkie te modele trafiały do sprzedaży wprost na wyprzedaże. A handel odbijał sobie straty na kolejnych kolekcjach. W ten sposób ceny wzrosły na stałe. Także teraz powrót do modelu "bussiness as usual" potrwa miesiącami. W tym czasie pracę stracą kierowcy ciężarówek i pracownicy magazynów. Zanim statki zaczną znów wyruszać w drogę, nie będzie czego wozić z portów. Standardowy czas od rezerwacji miejsca w ładowniach do startu transport to... trzy tygodnie. Plus kolejne dwa-trzy na podróż.

Zalew tanich podróbek

Teraz przeniesiemy się do Europy, konkretnie - na lotnisko w Liege w Belgii. Tamtejszych urzędników w osłupienie wprawiła zawartość luków towarowych dwóch samolotów cargo, które wylądowały tam w grudniu. Oba wypełnione były pod korek chińskimi podróbkami. Szef belgijskich służb celnych skwitował to odkrycie krótko:

Toniemy

.

Konkretnie Europa tonie zalewana tanimi chińskimi towarami. Których Chińczycy wysyłają tutaj coraz więcej, w samym tylko kwietniu o blisko 10 procent więcej niż przed rokiem.

W tak zwanej procedurze "de minimis" czyli bezcłowej odprawie przesyłek, w ubiegłym roku do krajów Unii Europejskiej przyjeżdżało z Chin... 145 paczek na sekundę! Nie na minutę, ale na sekundę. Absolutne rekordy biły Niemcy, ale dzielnie sekundowała im na przykład Polska. W której Temu miało w ubiegłym miesiącu więcej klientów niż Allegro. A to nie koniec, bo zdaniem europejskich urzędników Europę czeka nowa ofensywa. Wszystko to, co z powodu podwyższonych ceł nie pojedzie do Ameryki, trafi tutaj.

Wspomniane Temu, jedna z największych na świecie platform e-commerce, handlująca chińską tanizną jednorazowego użytku - kusi Francuzów rozdawanymi za darmo tabletami. Wystarcza ściągnąć aplikację na telefon. Dla każdego tablet w prezencie. Można podejrzewać, że jakości mocno wątpliwej. Ale dla chińskich sprzedawców to całkowicie nieistotne. Liczą się kolejni złowieni na marketingową wędkę. Potem jest już z górki, bo chińskie platformy korzystają z technik tak zwanej gejmifikacji. Podobnych do stosowanych w kasynach, by nakłonić grających do stawiania coraz większych pieniędzy. Lub kupowania coraz więcej i więcej. Z porównywalnym ryzykiem pozostania z pustym portfelem.

Na pozór odwrót z Ameryki a w Europie - niższe ceny i większy wybór na chińskim onlajnie - to wiadomość dobra. Ale tylko na pozór. Bo to co przyjeżdża do polskich skrytek pocztowych jest tanie nie bez powodu. Podróbki, fałszowane markowe metki, produkty bez atestów, towary niezgodne z europejskimi normami, często szkodliwe lub niebezpieczne, na przykład dla dzieci. Wspólnej strategii obronnej na razie brak. Jedno jest pewne - chińskich klocków pod europejską choinką będzie góra. A nawet dwie.