Koronawirus w Polsce. Najnowsze dane z Ministerstwa Zdrowia. Zmarło blisko 250 osób [4 lutego]

Koronawirus w Polsce. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że minionej doby odnotowano 47 534 nowe przypadki zakażenia koronawirusem. W związku z COVID-19 zmarło 246 osób.
Zobacz wideo

Od marca 2020 roku w Polsce stwierdzono 5 083 332 zakażeń koronawirusem. W tym czasie zmarło 106 306 chorych.

Ostatniej doby najwięcej nowych zakażeń odnotowano w województwie mazowieckim - 7080. 

Bilans zachorowań

Jak poinformowało Ministerstwo Zdrowia w czwartek, 3 lutego Polsce stwierdzono 54 477 nowych zakażeń koronawirusem. Według danych z resortu zdrowia, w związku z COVID-19 zmarło 307 pacjentów.

W środę - 2 lutego - resort zdrowia informował o 56 051 nowych przypadkach koronawirusa w Polsce. Według danych z resortu zdrowia, w związku z COVID-19 zmarło 318 pacjentów.

We wtorek badania potwierdziły 39 114 nowych przypadków zakażeń koronawirusem. Zmarło 239 osób z COVID-19 - poinformowało we wtorek Ministerstwo Zdrowia. Najwięcej nowych przypadków potwierdzono na Mazowszu (6236) i na Śląsku (5698).

W poniedziałek - 31 stycznia - zanotowano 33 480 nowych zakażeń koronawirusem. W związku z COVID-19 zmarły 33 osoby. W niedzielę 30 stycznia nowych zakażeń było 48 251. Dzień wcześniej - w sobotę - raportowano o 51 695 nowych zakażeń koronawirusem. W związku z COVID-19 zmarło 231 osób. W piątek wykryto 57 262 nowych zakażeń koronawirusem. Dzień wcześniej - w czwartek 27 stycznia - Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 57 659 nowych zakażeń koronawirusem. W związku z COVID-19 zmarły 262 osoby. Tego samego dnia, resort poinformował też, że na kwarantannie przebywa teraz ponad 1 mln osób. 

"Piąta fala nie będzie ostatnią"

Niestety, od początku pandemii polskie władze nie traktowały związanych z nią problemów poważnie i priorytetowo. Robiły tylko to, co było konieczne i wymuszone - powiedział dr Paweł Grzesiowski w wywiadzie opublikowanym w "Super Expressie".

- Moim zdaniem niestety nie będziemy mieli świętego spokoju i piąta fala nie będzie ostatnią, dlatego że wirus już mutuje. Omikron ma już trzy warianty, więc absolutnie nie ma gwarancji, że masowe zachorowania powstrzymają kolejne fale. Duża liczba zachorowań oznacza, że będzie wielu ozdrowieńców, ale to nie oznacza, że oni będą już chronieni do końca życia - powiedział ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19.

Dr Paweł Grzesiowski pytany o to, czy rząd czeka, aż epidemia sama się skończy, bez wzięcia odpowiedzialności przez obóz władzy, odpowiedział, że "niestety tak i takie wrażenie mamy nie od dziś". - To jest stan, który utrzymuje się od lata 2021 r. Poziom działań przeciwpandemicznych jest minimalny. I nie mówię tu o lockdownach czy zamykaniu całych działów gospodarki - tłumaczył lekarz.

Jego zdaniem, "cała Polska jest dziś ogarnięta falą wariantu omikron i w tej chwili możemy już tylko łagodzić negatywne skutki tego zjawiska, czyli ratować ludzkie życie". - Na tym powinny być skupione wszystkie siły i środki, ale nawet tego nie widzimy. Nie ma żadnego wsparcia dla szpitali i służb medycznych - powiedział ekspert.

Grzesiowski skomentował słowa prezydenta Dudy, który stwierdził, że "COVID-19 powoli zaczyna się przeradzać we w miarę normalną grypę". Zdaniem lekarza, "to nieprawda, bo ten wirus ma zupełnie inne właściwości niż grypa i nigdy grypą nie będzie". - Mamy tylko znacznie więcej łagodnych przebiegów choroby u osób zaszczepionych. Niestety, od początku pandemii władze nie traktowały związanych z nią problemów poważnie i priorytetowo. Robiły tylko to, co było konieczne i wymuszone przez środowisko medyczne czy Światową Organizację Zdrowia - mówił.

W ocenie eksperta "ta wypowiedź prezydenta wpisuje się w niewiarę w wirusa i zajmowanie się zupełnie innymi sprawami". "Ważniejsze od pandemii były wybory i polityczne kłótnie. Dziś mamy tego skutki - zaszczepiło się tylko 60 proc. Polaków i dlatego będziemy bardzo ciężko dotknięci kolejną falą pandemiczną - ocenił dr Paweł Grzesiowski.

Opóźnienia w dostarczaniu Molnupiraviru

Lekarze rodzinni z Lubelszczyzny narzekają na opóźnienia w dostarczaniu im Molnupiraviru - ważnego leku na COVID-19. Zamówienia złożyli już kilka dni temu i nadal czekają. - Już dawno prosiliśmy, by opracować zasady dystrybucji leku do lekarzy rodzinnych - mówi prof. Krzysztof Tomasiewicz.

Lek Molnupiravir zamawia się z Agencji Rezerw Strategicznych. Można to zrobić online, co - jak słyszymy od medyków - nie jest łatwe. Dlatego część wybiera zamawianie telefoniczne, za pośrednictwem infolinii. Co ważne - lek trzeba podać szybko, do pięciu dni od wystąpienia pierwszych objawów. Nie jest to preparat dla każdego, ale wyłącznie dla pacjentów zagrożonych ciężkim przebiegiem COVID-19. Chodzi m.in. o chorych w terapii hematoonkologicznej, pacjentów z nowotworami, przewlekłą niewydolnością układu krążenia czy otyłych.

Molnupiravir od kilku tygodni jest dostępny w szpitalach. Problem w tym, że na oddziały zakaźne trafiają najczęściej pacjenci w zaawansowanym stadium choroby, dla których na podanie tego leku jest za późno. Wyjątkiem są sytuacje, gdy chory trafia do szpitala z inną diagnozą, a wykonany u niego test na koronawirusa daje wynik pozytywny. - Przykładowo, mam przenoszonego do nas pacjenta z Kliniki Hematoonkologii, u którego test wyszedł pozytywny, a trafił z zaostrzeniem swojej choroby przewlekłej. Jako że jeszcze nie ma zaostrzonych objawów COVID-19, możemy mu podać Molnupiravir - wyjaśnia prof. Krzysztof Tomasiewicz, do niedawna członek Rady Medycznej przy premierze.

"Czekamy. Ja i Pacjent. Pacjent bardziej"

- Zamówiłem lek kilka dni temu i wciąż czekam - mówi nam anonimowo jeden z lekarzy rodzinnych z Lubelszczyzny. Jak dodaje, ma pacjentów, dla których lek byłby bardzo przydatny. To na przykład osoby z nowotworami czy innymi chorobami, w tym przewlekłymi, często w stanie zaostrzenia. - Dlatego zależy mi, by ten lek dostać - dodaje.

Na Molnupiravir czeka też dr Tomasz Bałys spod Lublina. Zamówił, ma dostać w piątek. To samo dotyczy lekarzy w innych częściach Polski. Leku nie otrzymał też choćby dr Aleksander Biesiada z Krakowa, mimo że zamówiono go do dwóch przychodni, w których pracuje. "Czekamy. Ja i Pacjent. Pacjent bardziej" - napisał w mediach społecznościowych.

Prof. Krzysztof Tomasiewicz podkreśla, że istniejąca do niedawna Rada Medyczna już jakiś czas temu prosiła, by jak najszybciej opracować zasady dystrybucji leku, również wśród lekarzy rodzinnych. To zostało zrobione, ale niestety dopiero teraz, stąd wydłużony czas oczekiwania na dostarczenie preparatu do poszczególnych przychodni.

Molnupiravir dotarł natomiast do Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie, na oddział zakaźny. - To lek w postaci doustnej. Hamuje replikację wirusa, ma dobry profil bezpieczeństwa. Jest stosowany przez pięć dni. Oczekujemy, że odpowiednio wczesne włączenie tego leku spowoduje, że zmniejszy się liczba hospitalizacji, a także zgonów z powodu SARS-CoV-2 - mówi dr Joanna Krzowska-Firych, kierownik Kliniki Leczenia Chorób Zakaźnych w Instytucie Medycyny Wsi w Lublinie. U niej na oddziale na razie leku nie podawano, bo nie było jeszcze pacjentów w tak wczesnym stadium choroby, by można było z tej terapii skorzystać.

Zdaniem naszej rozmówczyni, lek powinien jak najszybciej trafić do lekarzy rodzinnych. - To powinno zdecydowanie ułatwić walkę z COVID-19, dlatego że wczesne podanie leku spowoduje, że pacjent nie trafi do szpitala - stwierdza dr Krzowska-Firych.

Jak mówi TOK FM wirusolożka prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, lek działa w ten sposób, że powoduje wiele dodatkowych mutacji w genomie wirusa SARS-CoV-2, które uniemożliwiają mu dalszą replikację. Także zdaniem pani profesor, leki muszą jak najszybciej trafić do lekarzy rodzinnych, by - dzięki temu - ograniczyć liczbę hospitalizacji.

Co ważne, Molnupiravir nie jest jeszcze zarejestrowany w Unii Europejskiej. Wniosek w tej sprawie jest wciąż procedowany przez Europejską Agencję Leków. By mógł być stosowany w Polsce, minister zdrowia dopuścił go na specjalnych zasadach. To zaś oznacza, że pacjenci muszą wyraźnie zgodzić się, że chcą go zażyć.

DOSTĘP PREMIUM