Prawie 300 mandatów za jazdę na gapę. Rekordziści w Lublinie mają do zapłaty ponad 70 tysięcy złotych

Anna Gmiterek-Zabłocka
Prawie połowa mandatów wystawionych w Lublinie nie jest opłacona. Rekordzistami są dwaj mężczyźni: 28-latek i 51-latek. Dług każdego z nich - z tytułu niezapłaconych wezwań do zapłaty - wynosi ponad 70 tysięcy złotych. - Skuteczność windykacji należności oscyluje w granicy 30 procent - informuje Monika Fisz z Zarządu Transportu Miejskiego.
Zobacz wideo

28-letni rekordzista z Lublina ma dokładnie 282 wystawione mandaty, a jego zadłużenie wynosi obecnie ponad 73 tysiące złotych. 51-latek mandatów ma jeszcze więcej, bo aż 295, a jego zadłużenie to ponad 75 tysięcy złotych. 

Osób, które nie płacą za bilety jest jednak zdecydowanie więcej. Jak przekazał nam Zarząd Transportu Miejskiego, od 2009 roku - czyli od momentu powołania tej instytucji w Lublinie - liczba wystawionych mandatów przekroczyła 324 tysiące. Prawie połowa z nich jest nieopłacona (dokładnie to 187 250 sztuk).

Jak wyegzekwować opłatę?

Zarząd Transportu Miejskiego stara się wyegzekwować opłaty, co nie jest łatwe. Pierwszym etapem jest przedsądowe wezwanie do zapłaty. Jeśli pasażer dalej nie płaci, kierowany jest pozew do sądu, a sąd wydaje nakaz zapłaty. W momencie, w którym nakaz dostaje tzw. klauzulę wykonalności, stanowi to podstawę złożenia wniosku do komornika. Ten próbuje odzyskać należne kwoty, ale tu też bywa różnie. - Skuteczność windykacji należności nie odbiega od średniej krajowej i oscyluje w granicy 30 procent - przekazała TOK FM rzeczniczka Zarządu Transportu Miejskiego Monika Fisz.

- Część pasażerów na gapę dobrze znamy. Mają bardzo dużo mandatów i nic sobie z tego nie robią - mówi nam anonimowo jeden z kontrolerów. Przyznaje, że doświadczenie zawodowe uczy, jak zachowują się osoby, które nie mają biletu. Są często zdenerwowane lub zestresowane. Gorączkowo szukają biletu w kieszeni czy w torbie, dziwnie się tłumaczą, na przykład tym, że dopiero wsiedli i nie zdążyli sięgnąć po portfel albo zapomnieli, bo mają na głowie jakiś gigantyczny rodzinny problem.

Jeśli pasażer podróżuje autobusem czy trolejbusem bez ważnego biletu lub na przykład bez legitymacji uprawniającej do ulgi, kontrolerzy wystawiają takiej osobie wezwanie do zapłaty, potocznie zwane mandatem. Pasażer może go opłacić od razu u kontrolera - gotówką lub kartą płatniczą. Co ważne, dostaje wtedy zniżkę w wysokości 40 procent wartości mandatu.

Upust 30-procentowy otrzyma z kolei wtedy, gdy opłata zostanie wniesiona terminie 7 dni od momentu otrzymania wezwania. Po tym terminie pasażer zobowiązany jest zapłacić pełną kwotę. Jaką? W Lublinie mandat za jazdę bez ważnego biletu wynosi 230 zł. Trzeba go zapłacić w ciągu maksymalnie 14 dni.

W Polsce z długami gapowiczów niestety nie jest lepiej

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, w skali kraju długi za jazdę bez biletu wynoszą już ponad pół miliarda złotych. Dotyczy to ponad 380 tysięcy dłużników. Coraz częściej na gapę jeżdżą dzieci. W ciągu ostatnich pięciu lat liczba najmłodszych gapowiczów wzrosła aż 140-krotnie! Większość z nich to dziewczęta. Krajowy Rejestr Długów informuje, że obecnie kwota, którą powinni uregulować tylko młodociani gapowicze, przekroczyła już milion złotych. 

- Z roku na rok coraz więcej niepełnoletnich osób trafia do naszego rejestru za niezapłacenie mandatu za jazdę bez biletu. To niepokojące zjawisko, bo szacunku dla zasad i odpowiedzialności uczymy się właśnie od najmłodszych lat. Tymczasem młodzi ludzie coraz częściej w dorosłość wchodzą już z długiem. Większość z nich, bo 55 procent, to dziewczęta, podczas gdy w całej, dorosłej populacji dłużników 2/3 stanowią mężczyźni - wskazuje za pośrednictwem biura prasowego Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

- Z reguły refleksja przychodzi w późniejszym wieku, gdy z powodu takiej zaległości widniejącej w Krajowym Rejestrze Długów, nie mogą kupić upragnionej rzeczy na raty lub wziąć abonamentu na telefon. Wtedy okazuje się, że takie błędy młodości mogą słono kosztować w przyszłości - przestrzega Łącki. 

TOK FM PREMIUM