advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

"Minister Czarnek szkodzi polskiej nauce". Historyk z KUL wylicza zagrożenia

4 min. czytania
03.08.2023 10:46
- Nie ukrywam, że atmosfera, jaka dziś panuje wokół nauki, a szczególnie niektórych tematów historii najnowszej, nie sprzyja badaniom naukowym - mówi TOK FM prof. Rafał Wnuk, historyk związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim.
|
|
fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Prof. Rafał Wnuk wykłada na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jest specjalistą od historii najnowszej, zajmuje się tematyką powojennego podziemia antykomunistycznego i niepodległościowego. Jest jednym z tych historyków, którzy nie szczędzą krytyki obecnie rządzącym i których władza uznaje za niepokornych.

- Nie ukrywam, że atmosfera, jaka dziś panuje wokół nauki, a szczególnie niektórych tematów historii najnowszej, nie sprzyja badaniom naukowym. Choć ja je dalej prowadzę. Nie dostaję grantów od państwa, ale mam wsparcie m.in. naukowców z zagranicy - mówi profesor. Jak podkreśla, badacze z innych krajów wiedzą, jak wygląda sytuacja w Polsce, znają problemy polskiej nauki, w tym - jak dodaje - "ograniczanie wolności badań".

- Przy atmosferze, jaką u nas obecnie mamy, niektórym naukowcom w Polsce jest zdecydowanie trudniej o krytyczną refleksję, choćby w badaniach nad podziemiem niepodległościowym i antykomunistycznym, ale też nad innymi sprawami. To kwestia np. stosunku do Żydów, holocaustu czy stosunku do Narodowych Sił Zbrojnych - mówi nam prof. Wnuk. - Efekt jest taki, że historycy, zajmujący się czy chcący się zajmować tymi tematami, muszą mieć świadomość, że instytucje państwowe będą ich marginalizować. I na przykład szansa na otrzymanie grantu badawczego bądź wydanie książki w instytucjach państwowych maleje - dodaje.

Jak podkreśla naukowiec, pokazał to choćby przykład prof. Barbary Engelking, która kilka miesięcy temu w TVN24 powiedziała m.in.: "Żydzi nieprawdopodobnie rozczarowali się co do Polaków w czasie wojny". To nie spodobało się władzy. Ze strony ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka padło wiele mocnych słów, w tym zapowiedź wstrzymania finansowania tego typu badań. Ostatecznie Instytut Filozofii i Socjologii PAN pieniądze dostał.

'Ratowano mniej Żydów, niż myślimy, a wydawano więcej, niż sądzimy'. Prof. Rychard odpowiada na groźby Czarnka

KUL, na którym wykłada prof. Rafał Wnuk, to także macierzysta uczelnia Przemysława Czarnka. - Nie jest mi wstyd za tego ministra, bo odpowiadam wyłącznie za własne czyny i tak rozumiem odpowiedzialność. Nie zgadzam się natomiast ze zdecydowaną większością wypowiedzi ministra Czarnka. Uważam, że on szkodzi polskiej nauce, ale mam zerowy wpływ na jego decyzje - mówi historyk.

- Szkoda mi mojej uczelni. To jest dla mnie bardzo ważne miejsce, bo spędziłem tam kawał życia. Szkoda mi tego, że uczelnia została wciągnięta w pewien wir, za który przyjdzie jej zapłacić. Również ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z ministrem Czarnkiem, jakimiś rykoszetami oberwą. To jedna rzecz, a druga - Katolicki Uniwersytet Lubelski przeżywa pewne problemy tak, jak przeżywa je polski Kościół. A ponieważ ja czuję się członkiem Kościoła, to myślę o tej całej sytuacji przede wszystkim z troską. Po prostu uważam, że to, co się dzieje na KUL i to, że dziś KUL ma w dużym stopniu twarz Czarnka, uderza we wspólnotę wyznaniową - dodaje prof. Wnuk.

"Łada Biłgoraj nie jest FC Barceloną"

Gość Radia TOK FM odniósł się też do nowej ministerialnej listy punktacji czasopism. W jego ocenie fakt, że część periodyków wydawanych na jego uczelni nagle skoczyła np. z 0 czy z 20 punktów na 80 czy 100 punktów nie spowoduje, że nagle prestiż tych czasopism wzrośnie.

- Ten wzrost punktacji w danym czasopiśmie nie jest efektem pojawienia się nagle wielkiej liczby cytowań czy rozpoznawalności pisma w świecie naukowym. To jest tak, jakby Ministerstwo Sportu nagle uznało, że FC Barcelona i Łada Biłgoraj - nie mam oczywiście nic do tego klubu, ale podaję jako przykład - są na równie wysokim poziomie, za 200 punktów. Możemy oczywiście tak sobie postanowić i ogłosić, ale w świecie każdy wie, że Łada Biłgoraj nie jest FC Barceloną. Tak samo każdy politolog wie, że - powiedzmy - profesor Czarnek nie jest profesorem Timothy Snyder'em. A to, że obaj są profesorami i to, że prof. Snyder będzie publikował w Polsce w pismach za 40 punktów, a prof. Czarnek w pismach za 200 punktów, nie zmieni tego, że jednak cytowania pana Czarnka są zdecydowanie rzadsze niż prof. Timothy Snyder'a - opowiada Rafał Wnuk.

Nagonka Czarnka na PAN jak 'Moczar w marcu '68'. 'To danie firmowe PiS'

Profesor przekonuje również, że to trudny czas - zwłaszcza dla młodych naukowców. - Tacy historycy jak na przykład prof. Andrzej Friszke, prof. Barbara Engelking, prof. Andrzej Paczkowski czy prof. Grzegorz Motyka nie zmienią tematu badawczego z tego powodu, że im minister zabierze lub da punkty. To są osoby, które mają pozycję w świecie nauki i są odporni na tego typu "brzydkie zabawy" polityków. Ale człowiek, który dopiero staruje w nauce, nie ma dorobku, buduje pozycję (...) trzy razy pomyśli, zanim zajmie się Zagładą, feminizmem czy studiami gender. I wtedy mamy do czynienia z deprawacją młodych ludzi. Mówimy im: "Nie bierzcie pewnych tematów, bo one źle wpłyną na waszą przyszłość". My ich w ten sposób deprawujemy. Władza uczy ich, by nie byli odważni, a badacz, któremu na starcie podcina się skrzydła, wysoko nie poleci. To jest demoralizujące - podsumowuje w rozmowie z nami prof. Wnuk.