"Nie znajduję słów, by wyrazić oburzenie". Ofiara akcji "Wisła" pisze do prezydenta Dudy
"W 1947 r. mnie wraz z całą moją rodziną - Matką, Dziadkiem oraz rodzeństwem - wyrzucono z rodzinnego domu, z Wojtkówki. Pozbawiono nas praw do rodzinnej ziemi, do swej tożsamości i kultury. Deportowano, skazując na wielotygodniowy transport w bydlęcych wagonach, wreszcie zmuszono do zamieszkania w rozwalającym się domu bez dachu i części ścian, bez prawa powrotu do ojczystych stron" - pisze Anna Rejt. To fragment listu do prezydenta Andrzeja Dudy, do którego wrócimy w dalszej części tekstu.
Pani Anna jest z pochodzenia Ukrainką. Od wielu lat mieszka w Warszawie. W czasie przymusowych deportacji w ramach akcji "Wisła" miała około pół roku.
- Wysiedlili nas: mnie, mamę i jeszcze ośmioro rodzeństwa z miejscowości Wojtkówka [okolice dzisiejszych Ustrzyk Dolnych - przyp. red.]. Jechaliśmy przez około trzy tygodnie w bydlęcych wagonach, w strasznych warunkach. W końcu wysadzono nas gdzieś w polu. Niektórzy budowali prowizoryczne szałasy, by przetrwać. Znam to wszystko z opowieści mojej mamy i starszego rodzeństwa - mówi nam pani Anna.
Wraz z rodziną najpierw trafiła do Białego Boru (województwo zachodniopomorskie), a potem do Dalkowa. - Musieliśmy sobie jakoś radzić, bez ojca, po którym chwilę wcześniej ślad zaginął. Starzy brat znalazł pracę w PGR, potem pracowała także moja mama - opowiada.
"Jakby ktoś dał mi w twarz"
Anna Rejt przyznaje, że była "zszokowana", gdy przeczytała o decyzji Instytutu Pamięci Narodowej umarzającej śledztwo w sprawie akcji "Wisła". - W mojej ocenie to jest zakłamywanie historii. Kiedy się o tym dowiedziałam, poczułam się tak, jakby ktoś mi dał w twarz, choć nawet nie tyle mi, ile mojej matce - mówi.
Jak pisaliśmy na naszym portalu, pod koniec listopada rzeszowski IPN umorzył śledztwo prowadzone w kierunku zbrodni komunistycznej, uznając, że "czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego". "W toku śledztwa nie znaleziono podstaw do stwierdzenia, że przesiedlenie stanowiło zbrodnię przeciw ludzkości ani zbrodnię komunistyczną" - można było przeczytać na stronie IPN.
W uzasadnieniu napisano również, że "decyzja o akcji 'Wisła' (...) miała na celu zapewnienie bezpieczeństwa obywateli". "Aby ich chronić, a jednocześnie odciąć Ukraińską Powstańczą Armię od zaopatrzenia i wsparcia wywiadowczego ze strony współpracujących z nią mieszkańców, ewakuowano ludność z terenów, na których miały zostać przeprowadzone zmasowane działania wojskowe. Przy przesiedleniach nie stosowano kryterium narodowościowego" - stwierdził IPN. Wskazał również, że "ewakuacja odbywała się w sposób humanitarny. W transporcie pomagało wojsko".
- To jest nieprawda. Całe rodziny zostały wyrwane z korzeniami, wyrwane z własnej ziemi, własnego domu. Były wiezione w bydlęcych wagonach nie wiadomo gdzie i nie wiadomo dokąd. A teraz ktoś pisze, że te rodziny same tego chciały? - pyta retorycznie nasza rozmówczyni.
Pani Anna zdenerwowała się i postanowiła napisać do prezydenta Dudy. "Jako obywatelka Rzeczpospolitej Polskiej nie znajduję słów, by wyrazić swoje oburzenie wobec lekceważenia prawa przez IPN i usprawiedliwiania przez tę instytucję zbrodni komunistycznej" - wskazuje.
Wyjaśnia, że akcja "Wisła" "brutalnie przerwała ponad 300-letnią historię obecności jej przodków na ziemiach południowo-wschodniej Polski". Według opinii IPN - zasadnie.
"Czy mam rozumieć, że śmierć mojego ojca, podobnie jak wygnanie z rodzinnego domu, odpowiadało 'potrzebom i oczekiwaniom' mojej Matki Marii, mojego Dziadka Eliasza (ojca zamordowanego), moich sióstr: Darii, Olgi, Marii i moich Braci: Stefana, Romana, Mirona, Jarosława, Bohdana? Brak mi słów…'' - dodaje w liście pani Anna.
Pismo upubliczniła, bo - jak mówi - wierzy, że odezwą się do niej rodziny również innych przymusowo wysiedlonych i też będą chciały zareagować.
Wcześniej bardzo krytycznie o decyzji IPN wypowiedzieli się też historycy, m.in. dr Mariusz Zajączkowski z Polskiej Akademii Nauk. - Uzasadnienie umorzenia tego śledztwa jest haniebne. Jest bezpodstawne i wbrew faktom. Nie uwzględniono w nim ponad 30-letniego dorobku polskiej historiografii po 1989, w tym publikacji naukowych wydanych przez IPN, zlekceważono aktualny stan badań na temat akcji ''Wisła'' - mówił w TOK FM.
W podobnym tonie wypowiedział się też dla "Gazety Wyborczej" prof. Grzegorz Motyka. Jak wskazał, IPN w sprawie akcji "Wisła" opowiedział się za narracją z czasu PRL. "Przymusowo wysiedlono około 140 tys. ludzi. Stosowano przy tym kryteria zgoła rasistowskie. Wysiedlano bowiem zgodnie z zaleceniami Ukraińców, Łemków i Bojków, ale także rodziny mieszane - jeśli był w niej nie tylko współmałżonek, ale choćby dziadek lub ciotka o ukraińskich korzeniach, to taka rodzina była w pierwszych tygodniach operacji kwalifikowana do wywózki. W uzasadnieniu umorzenia śledztwa czytamy o humanitarnym przebiegu wywózki. Tymczasem tylko w czasie trwającej kilka dni jazdy pociągami na zachód i północ zmarło w nich co najmniej 60 osób. Głównie dzieci oraz osoby starsze" - wskazał profesor.