,
Obserwuj
Lubelskie

Prosimy o "ciszę i spokój", ale tylko po ukraińsku. Tabliczki w lubelskim ZUS. ''Dyskryminujące''

4 min. czytania
23.05.2024 07:20
- Ciekawy jestem, jak poczułaby się taka osoba, gdyby pojechała za granicę i w urzędzie zobaczyła informację tylko po polsku: "Szanujcie pracę innych osób" - zastanawia się Piotr Skrzypczak ze Stowarzyszenia Homo Faber. Chodzi o tabliczki, które pojawiły się w lubelskim Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

O dyskryminujących tabliczkach w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w Lublinie poinformował nas słuchacz TOK FM. Jak wskazał, upomnienie, by być cicho i szanować pracę innych, jest tylko i wyłącznie w języku ukraińskim. Apele rozwieszone są w kilku miejscach w ZUS, w tym w sali obsługi klienta.

Tabliczka tylko po ukraińsku. 'Polacy nie bywają głośni?'

Pani Olga (imię zmienione) jest z pochodzenia Ukrainką, świetnie mówi po polsku. Bywa w ZUS-ie z ukraińskimi rodzinami, by im pomóc. Nie kryje, że Ukrainki i Ukraińcy źle czują się z tym, że upomnienie, by zachowywać się cicho i szanować pracę innych jest tylko w ich języku na tle ukraińskiej flagi. Pytają wprost: czy Polacy nie bywają głośni?

- Czasem w różnych urzędach czy przychodniach są informacje w języku ukraińskim, ale te same informacje są też po polsku. A tutaj - nie. A nawet jak są takie informacje po ukraińsku, to nie są aż tak dużych rozmiarów i nie umieszcza się ich na tle flagi. Ludzie z Ukrainy, z którymi bywam w ZUS, widzą to i niejednokrotnie już pytali, czy to tylko jest dla Ukraińców, że mają być cicho. Nie rozumiem tego - mówi nasza rozmówczyni.

Jak dodaje, pouczenia po ukraińsku powieszono, ale formularzy w tym języku - by ułatwić ludziom poruszanie się po ZUS i załatwianie spraw urzędowych - nie było i nie ma. - Jest też np. biletomat, z którego trzeba wziąć bilet, by podejść do określonego stanowiska, by załatwić tam swoją sprawę. I w tym biletomacie też jest tylko informacja po polsku. Nie powinno to tak wyglądać - dodaje pani Olga.

Apele o spokój, ale tylko po ukraińsku. Co na to ZUS?

Zakład Ubezpieczeń Społecznych zdaje się nie dostrzegać problemu. Jak przekazał nam regionalny rzecznik prasowy Paweł Szkalej, "zawieszone informacje absolutnie nie miały i nie mają na celu żadnego dyskryminowania obcokrajowców". Podkreślił, że tabliczki zawisły w momencie składania pierwszych wniosków o 500+ (dziś jest to 800+) oraz wniosków o świadczenia uzupełniające dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji. "W lubelskim oddziale od początku wojny było bardzo dużo (i jest w dalszym ciągu) klientów z wnioskami o te świadczenia. Zwłaszcza w pierwszych miesiącach klienci przychodzili całymi rodzinami z małymi dziećmi. Hałas i rozmowy utrudniały obsługę klientów przy stanowiskach" - napisał nam rzecznik.

Pytaliśmy też, jaki procent klientów stanowią Ukrainki i Ukraińcy. Piotr Szkalej wskazał, że na samym początku po wybuchu pełnoskalowej wojny obsługa osób z Ukrainy stanowiła ponad 60 procent - dzisiaj w obsłudze bieżącej jest to około 20 procent. - A więc co piąty klient w lubelskim ZUS-ie jest z Ukrainy - napisał urzędnik w odpowiedzi udzielonej TOK FM.

Dyskryminacja jest często nieuświadomiona

Piotr Skrzypczak ze Stowarzyszenia Homo Faber, który na co dzień prowadzi m.in. zajęcia z edukacji antydyskryminacyjnej, nie ma wątpliwości, że to, co dzieje się w ZUS-ie w Lublinie, to zachowanie o charakterze dyskryminacyjnym.

- Dyskryminuje pewną grupę osób z powodu języka, którym się posługują, i ich narodowości. Wskazanie na tej tabliczce jest jednoznaczne, a jednocześnie nie ma tego w innych językach. A wydaje mi się, że nie było badań, z których miałoby wynikać, że tylko osoby, które mówią po ukraińsku, zachowują się głośno i nie szanują pracy innych osób. To duże oskarżenie, które powoduje, że ludziom jest po prostu przykro, czują się z tym źle. Pierwszą informację o tych tabliczkach dostałem od pana z Ukrainy, który był mocno poruszony tą sytuacją - mówi Piotr Skrzypczak w rozmowie z TOK FM.

Jak dodaje, ktoś, kto te tabliczki wymyślił, powinien się zastanowić, czy chciałby - gdy sam pojedzie za granicę - zobaczyć podobną informację na ścianach jakiegoś zagranicznego urzędu, a na tle biało-czerwonej flagi napis: "Prosimy o ciszę i spokój, i szacunek dla pracy innych osób". - No wydaje mi się, że nie byłoby to miłe. Oczywiście można uczyć, można zachęcać do określonych zachowań, ale jeśli piszemy coś po ukraińsku, napiszmy też po polsku. By wszystkich traktować równo - dodaje gość TOK FM.

Jak podkreśla, nie zakłada złej woli po stronie ZUS-u. - Dyskryminacja jest zjawiskiem, które może zajść nawet wtedy, gdy nie jest to zrobione świadomie. I ja podejrzewam, że tutaj tak się stało. Podejrzewam, że ktoś na podstawie impulsu, bo usłyszał głośniej mówiące osoby po ukraińsku, postanowił zareagować. A pamiętajmy, że cechy mniejszościowe są zawsze lepiej widoczne, wybijają się, więc możemy chodzić ulicami i słyszeć wszędzie język polski, nie zwracając na to uwagi. A jeśli nagle usłyszymy kogoś, kto mówi w innym języku, to właśnie na to zwrócimy uwagę. I być może stąd te tabliczki w ZUS-ie - dodaje Piotr Skrzypczak. Jak mówi, ma nadzieję, że tabliczki jednak jak najszybciej znikną.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>