Kasa na koła gospodyń wiejskich nie tylko z Funduszu Sprawiedliwości. Było też inne źródło
- To była plejada różnych przedsięwzięć, bardzo 'nowatorskich', jak chociażby finansowanie działalności kół gospodyń wiejskich, wydanie 'Pamiętników Sandomierskich', sfinansowanie Strzałów ku Chwale Ojczyzny w Grójcu [zawodów strzeleckich - red.] czy przekazywanie środków Ochotniczym Strażom Pożarnym w malutkich miejscowościach, o których pracownicy z Puław zapewne nawet nie słyszeli - wylicza w rozmowie z TOK FM prezes puławskich Azotów Hubert Kamola.
Spółka sprawdza, na co przeznaczał pieniądze poprzedni zarząd. - Wszystko jest analizowane i stosowne wnioski na pewno za chwilę ujrzą światło dzienne - podkreśla Kamola.
Zarząd przygotował plan naprawczy dla całej Grupy Azoty. Jak słyszymy, ma on na celu przede wszystkim wyjście z długów. Wierzyciele upominają się bowiem o swoje pieniądze.
Spór ze związkowcami
Jednym z elementów planu jest zmiana Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Prezesi zaproponowali czasowe zawieszenie - na 27 miesięcy - siedmiu punktów tego układu. Chodzi m.in. o nagrody jubileuszowe, premie roczne i kwartalne, wypłaty na Boże Narodzenie czy z okazji Dnia Chemika, a także zmianę w wysokości odpisu na Fundusz Socjalny. - W naszej opinii zaproponowane porozumienie było dość łagodne, a przede wszystkim przejściowe - mówi prezes.
Azoty pod ścianą. Będą zwolnienia grupowe? 'Wszystkie opcje są na stole'
Związki zawodowe nie chcą się jednak na to zgodzić. - To ludzie, którzy doprowadzili do ruiny nasz zakład, powinni odpowiedzieć przed prokuratorem i przed Najwyższą Izbą Kontroli. Zresztą wiemy, że NIK jest na zakładzie, bada niedociągnięcia i działania poprzedniego zarządu - mówi nam Marek Maraszek, przewodniczący Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Zakładów Azotowych Puławy - centrala OPZZ.
Związek skupia ponad 700 osób. - Nie godzimy się na warunki zaproponowane przez zarząd. To nie my odpowiadamy za to, co się stało i nie my powinniśmy ponosić tego konsekwencje - dodaje.
Szczególnie dużo emocji wzbudza obniżenie odpisu na Fundusz Socjalny, z którego wypłacane są różne dodatki, m.in na 'wczasy pod gruszą'. Związki nie chcą słyszeć o zmianach w tym zakresie. - Mamy tu umowę społeczną. To jest nasza święta księga, której będziemy bronić - zapewnia w TOK FM Maraszek.
Gorąco w Katowicach. Związkowcy blokowali tory. 'Nie zwalniajcie kolejarzy'
Renata Wyskwar - przewodnicząca Związku Zawodowego Inżynierów i Techników - podkreśla, że propozycje zarządu są nie do zaakceptowania. - Do dziś nie dostaliśmy nawet szacunkowych wyliczeń, jak bardzo byłoby to dla spółki korzystne - mówi.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że zawieszenie obowiązywania siedmiu punktów Układu Zbiorowego to roczna oszczędność nawet 20-30 milionów złotych. - Poza tym te siedem propozycji uderza w pracowników z najdłuższym stażem pracy, uderza w obecnych i przyszłych emerytów. Bo zawieszenie na 27 miesięcy 'jubileuszówek' i odpraw emerytalnych to nie jest dobre traktowanie pracowników, którzy przepracowali w tej firmie tyle lat - dodaje Wyskwar.
Z Azotów odchodzą pracownicy
Sławomir Wręga - szef największego w Puławach Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego - dodaje, że z Azotów odchodzi coraz więcej pracowników, w tym tych naprawdę wykwalifikowanych. Szukają lepiej płatnego zajęcia. - Zarząd walczy o zachowanie płynności finansowej, my walczymy o utrzymanie firmy. Wierzymy, że aby zakład istniał, musi produkować i sprzedawać. Wynagrodzenia są u nas nędzne, a atmosfera - zła. Specjaliści m.in od obsług instalacji produkcyjnych uciekają do innych prac. Oferta dla nich jest bogata - mówi Wręga.
Puławy mają pretensje, że ich kosztem chce się wychodzić z długów całej Grupy Azoty. - Zakłady Chemiczne w Policach mają dług w wysokości 7 miliardów złotych. Sama obsługa tego długu kosztuje 800 milionów złotych rocznie. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie spłacać tego tarnowskiego i polickiego długu, ponieważ połowa naszej fabryki stoi. A tego, co jest u nas produkowane, nie potrafią sprzedać z zyskiem - irytuje się Sławomir Wręga.
'Grubo i ordynarnie'. Morawiecki odpowiedzialny za aferę w RARS? 'Rozpoczęli zacieranie śladów'
W Puławach produkowany był m.in. kaprolaktam, ale ta produkcja jest od dawna wstrzymana. Są też trzy linie do produkcji melaminy, ale i one stoją. Produkowane są natomiast nawozy dla rolników, ale z ich zbytem na rynku jest ogromny problem. Wszystko przez to, że firmy sprowadzają nawozy - na ogromną skalę - z Rosji i Białorusi.
- W pierwszym półroczu 2024 roku do Polski wjechało 1,64 miliona ton nawozów - jest to o 51 procent więcej w stosunku do całego roku 2023. Są to bardzo duże ilości. Ale najbardziej niepokojący jest fakt, że zasadnicza część tego importu pochodzi z Federacji Rosyjskiej i z Białorusi - tłumaczy prezes Kamola.
List do Tuska
By temu przeciwdziałać związkowcy - wspólnie z szefostwem firmy - wybierają się do Brukseli. Chcą rozmawiać z Komisją Europejską, by zatrzymać napływ nawozów z Rosji. Przedstawiciele związków napisali też list do premiera Donalda Tuska. Zwracają uwagę m.in. właśnie na import nawozów z Rosji, które - zgodnie z ich wiedzą - 'są też reeksportowane na Ukrainę'. Piszą również o imporcie tworzyw nieobciążonych kosztami klimatycznymi. 'Bez interwencji Państwa Polskiego w tych obszarach grozi nam upadłość' - czytamy w liście do premiera.