Skontrolowali miejsca dla uchodźców z Ukrainy. Długa lista nieprawidłowości
W województwie lubelskim jest prawie 80 miejsc zbiorowego zakwaterowania dla uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy. Są w dużych miastach - jak Lublin, ale też w małych miasteczkach i na wsiach. Przygotowano w nich prawie trzy tysiące miejsc dla uchodźców. Część jest wolna, przygotowana na wszelki wypadek.
Jednocześnie, jak słyszymy od urzędników wojewody, w magazynach są łóżka i koce, by w razie nagłej potrzeby zwiększyć liczbę dostępnych miejsc. Taka ewentualność jest brana pod uwagę, bo w Ukrainie - o czym pisaliśmy na naszym portalu - dochodzi do wielu ataków na infrastrukturę krytyczną (elektrownie, gazownie, wodociągi) i część mieszkańców może nie mieć jak przetrwać zimy. - Już teraz widzimy, że przybywają na Lubelszczyznę nowe osoby i są obecnie w naszych ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. Nie na jakąś dużą skalę, ale to się dzieje - mówi Maria Mazur, pełnomocniczka wojewody lubelskiego do spraw procesów migracyjnych i integracji.
Kontrola wojewody
Wojewoda lubelski zarządził kontrolę takich miejsc. Część punktów - jak mówi TOK FM Maria Mazur - "jest prowadzona wzorowo", jak np. w Lublinie. Ale są też takie, do których z dokładniejszymi kontrolami będzie musiał wejść sanepid, inspekcja budowlana i straż pożarna.
W części miejsc jest bardzo brudno. - Widzimy to, gdy np. zaglądamy do kuchni, łazienek czy toalet. Podłoga niejednokrotnie lepi się od brudu - opowiadają nam kontrolujący.
Są też zastrzeżenia do stanu technicznego budynków i do wielkości pomieszczeń, w których przebywają ukraińskie rodziny. Były przypadki, gdy w jednym malutkim pokoiku ustawiono trzy łóżka piętrowe, a na środku leżał jeszcze dodatkowy materac. Nie było nawet jak przejść, a w ośrodku mieszkają mamy z dziećmi.
W innym z ośrodków instalacja elektryczna była tak zamontowana, że z sufitu zwisały kable, co mogło stanowić zagrożenie dla osób tam mieszkających. Dodatkowo w budynku nie było gaśnic. - Właściciel obiektu powiedział, że gaśnice są zabezpieczone przed mieszkańcami. To sytuacja niedopuszczalna - tłumaczy Maria Mazur.
Co słyszą Ukraińcy w Polsce? 'Trochę mi za to wstyd'
Kontrole w ośrodkach przeprowadza specjalny interdyscyplinarny zespół, w którego składzie są przedstawiciele Wydziału Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie czy Wydziału Zarządzania Kryzysowego. Zawsze jest także dr Mazur, która rozmawia z uchodźcami i uchodźczyniami, po ukraińsku, poznając ich perspektywę.
Celowe "upychanie"?
- Czasami mamy poczucie, że chodzi o to, byle więcej tych osób zmieścić, a tym samym, byle więcej pieniędzy za nie dostać - mówi nam anonimowo jeden z urzędników. I przypomina, że ośrodki zbiorowego zakwaterowania mogą być prowadzone przez powiaty, ale prowadzą je również organizacje pozarządowe czy firmy. Za jeden dzień pobytu cudzoziemca dostają 40 zł. Powinni zapewnić mu za to miejsce do spania i posiłki.
Taka pomoc dotyczy uchodźców i uchodźczyń z tzw. grup wrażliwych, w tym seniorów, osób, które posiadają orzeczenie o niepełnosprawności czy matek samotnie sprawujących opiekę nad trójką i większą liczbą dzieci. Takie osoby za swój pobyt nie płacą - płaci za nie państwo.
- Bywa, że właściciel takiego ośrodka nie zapewnia wyżywienia, tylko np. daje danej rodzinie 300 zł na miesiąc i sami mają sobie zapewnić żywność. To postępowanie niezgodne z zasadami - stwierdza jasno Mazur. - Albo np. otwieramy lodówkę, a tam zastajemy produkty przeterminowane. Bywa również tak, że ilość żywności na liczbę osób, które mieszkają w tym obiekcie, jest bardzo mała - dodaje pełnomocniczka wojewody lubelskiego.
W Ukrainie była wrogiem alkoholu, tutaj go polubiła. 'Ostrożnie, by Polska nie odrzuciła'
Zgodnie z ustawą, od lipca ośrodek zbiorowego zakwaterowania musi mieć co najmniej 10 mieszkańców. Na Lubelszczyźnie zdarzył się przypadek, że w trakcie kontroli odkryto, że pod wskazanym adresem nie ma tych cudzoziemców, którzy mieli być - rozlokowano ich w kilku innych małych mieszkaniach. To niezgodne z przepisami. Sprawa jest badana, nie wiadomo, jaki będzie jej finał. Nie jest wykluczone, że taki ośrodek trzeba będzie zamknąć. W innych sprawach - zespół kontrolujący wydał swoje zalecenia i wysłał zawiadomienia do sanepidu czy innych służb.
Maria Mazur podkreśla, że "nie wszędzie jest źle". - W wielu miejscach warunki są dobre, a nawet bardzo dobre. Ale rzeczywiście nieprawidłowości też jest trochę. Spotkaliśmy się np. z sytuacją, że w jednym z ośrodków uchodźcy w ogóle nie mieli pojęcia, jaka pomoc socjalna im przysługuje. Nikt im tego nie wyjaśnił, nikt się w tej sprawie z nimi nie spotkał. Tak być nie powinno - podsumowuje nasza rozmówczyni.