183 dni trudnej drogi do domu. Jest szczęśliwy finał głośnej historii małej Zuzi
- Zuzia jest w drodze z Zabrza, gdzie przebywała w szpitalu, na Lubelszczyznę, gdzie teraz zamieszka;
- Dwa miesiące temu pojawiła się para, która chciała zaopiekować się dzieckiem jako rodzina zastępcza, początkowo nie było na to zgody sądu;
- W sprawę zaangażowała się m.in. wiceministra Aleksandra Gajewska i Rzeczniczka Praw Dziecka;
- Sąd zmienił zdanie.
Historię niespełna rocznej Zuzi (imię zmienione) opisywaliśmy jako pierwsi. Dziewczynka od ponad 180 dni leżała w szpitalu. Jest chora, musi być odżywiana za pomocą sondy, została zostawiona przez biologicznych rodziców. Lekarze i psycholodzy mówili wprost: powinna jak najszybciej opuścić placówkę, by nie nabawić się choroby sierocej. Dwa miesiące temu pojawiła się para, która chciała zaopiekować się dzieckiem jako rodzina zastępcza. Ale nie było na to zgody sądu.
Sąd w Zabrzu uznał, że rodzina, która nie ma swoich dzieci, ale chciała się zaopiekować małą Zuzią, nie spełnia określonych w przepisach wymagań. Bo - mimo, że przeszła szereg kursów i jest w trakcie kolejnych - nie jest rodziną specjalistyczną, a dziewczynka potrzebuje specjalistycznej opieki, gdyż jest odżywiana sondą.
Na nic zdały się argumenty, że rodzin specjalistycznych jest w Polsce jak na lekarstwo, a rodzina, która się w tej sprawie zgłosiła, umie opiekować się pacjentami z sondą. Wcześniej miała bowiem pod swoją opieką dorosłego, który również był w ten sposób odżywiany.
Poruszenie wokół Zuzi. Reakcja wiceministry i RPD
W sprawę, jak pisaliśmy, zaangażowała się osobiście m.in. Rzeczniczka Praw Dziecka czy wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej Aleksandra Gajewska. Pomagały organizacje pozarządowe, które na co dzień wspierają rodziny zastępcze. Alarm podnosiło też szereg społeczników i społeczniczek. Wszyscy zgodnie przekonywali, że Zakład Opiekuńczo-Leczniczy, w którym przebywają ciężko chorzy dorośli, nie jest miejscem odpowiednim dla małych dzieci i że odżywianie sondą nie jest wskazaniem do umieszczania dziecka w instytucji, skoro jest rodzina, które chce się nim zaopiekować i dać mu miłość.
Mimo zaangażowania z wielu stron, sąd pierwotnie - przed świętami - postanowił, że dziecko ma zostać zabrane ze szpitala i umieszczone w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym. Ale właśnie zmienił zdanie.
Jest przełom. Co teraz postanowił sąd?
Sąd uznał, że najlepsze dla Zuzi będzie umieszczenie jej w rodzinie i to jak najszybciej, bo dziewczynka ma już pierwsze oznaki choroby sierocej, mimo ogromnego zaangażowania całego personelu w szpitalu w Zabrzu. Zuzia w środę - 23 kwietnia - wyruszyła w podróż do nowego domu. Ze Śląska na Lubelszczyznę.
- W szpitalu usłyszałam, że 183 dni trwała droga Zuzi do rodziny, do domu. Absolutnie nie powinno to było tyle trwać. Jednak niezależnie od tego jesteśmy dzisiaj bardzo szczęśliwi, że dziecko w końcu będzie miało dom. I w tej radości myślimy też o tych wszystkich dzieciach, które przebywają w instytucjach. Wiele z nich pozostanie tam na zawsze, choć nie powinno to tak wyglądać - mówi Edyta Wojtasińska, współzałożycielka Stowarzyszenia Rodzicielstwa Zastępczego 'Jedno Serce'. To ona od początku zaangażowała się w pomoc Zuzi i robiła, co tylko się dało, by dziecko nie trafiło do ZOLu.
- Ta historia zmierza w kierunku happy end'u. To, co się dzisiaj stało, to krok milowy w tej historii. Przyjechaliśmy do Zabrza, rodzina odebrała w sądzie postanowienie o umieszczeniu Zuzi w rodzinie zastępczej. Sąd w tym postanowieniu uznał, że to sprawa niecierpiąca zwłoki - mówi pani Edyta. I dodaje, że w Białej Podlaskiej czeka już ośrodek, w którym są specjaliści, którzy na co dzień mają pomóc małej Zuzi. - Jest to Ośrodek Wsparcia Dziecka i Rodziny Lighthouse, który wspiera rodziny zastępcze i adopcyjne. Powstał m.in. przy wsparciu UNICEFu - dodaje pani Edyta. Jak tłumaczy, na miejscu jest m.in. fizjoterapeuta, neurologopeda, specjaliści integracji sensorycznej czy psycholodzy. Wszyscy będą pomagać w rehabilitacji dziewczynki.
Zuzia znalazła dom, a co z innymi dziećmi?
Z analiz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w Domach Pomocy Społecznej i Zakładach Opiekuńczo-Leczniczych jest ponad 1500 dzieci - w całej Polsce, najwięcej na Dolnym Śląsku.
Ministerstwo pracuje nad rozwiązaniami, które uniemożliwią umieszczanie dzieci w takich miejscach. Od połowy ubiegłego roku działa zespół do spraw reformy systemu pomocy społecznej jako organ opiniodawczo-doradczy ministra rodziny.
"W ramach zespołu powołano m.in. grupę tematyczną ds. funkcjonowania instytucji i placówek świadczących usługi całodobowe. Kwestia pobytu osób małoletnich w domach pomocy społecznej i możliwych zmian w tym zakresie jest obecnie jednym z priorytetowych obszarów prac tej grupy. Przygotowywane są rozwiązania prawne, które docelowo doprowadzą do odejścia od umieszczania dzieci w domach pomocy społecznej" - napisała wiceministra Katarzyna Nowakowska w piśmie do szefowej Komisji do spraw Dzieci i Młodzieży Moniki Rosy.