,
Obserwuj
Lubelskie

Kasa za frekwencję. Tak PiS mobilizuje wieś. "Nie sposób nie doszukać się podtekstu"

3 min. czytania
23.05.2025 15:26
Marszałek Lubelszczyzny z Prawa i Sprawiedliwości organizuje konkurs, w którym nagrodzi wsie z najwyższą aktywnością w trakcie wyborów. Władze regionu przekonują, że chodzi wyłącznie o frekwencję i propagowanie obywatelskiej postawy. Druga strona widzi to nieco inaczej.
|
|
fot. Wojtek Laski/East News

 

  • W konkursie ogłoszonym przez marszałka do wygrania jest w sumie ponad milion złotych;
  • W akcji mogą wziąć udział mieszkańcy gmin wiejskich, w których mieszka do 20 tysięcy osób;
  • "Każda akcja profrekwencyjna jest ważna. Wszyscy w każdych wyborach walczymy o jak najwyższą frekwencję. Natomiast tutaj nie sposób nie doszukać się podtekstu politycznego" - mówią politycy PO;
  • W nieco łagodniejszym tonie wypowiada się natomiast prezydent Lublina Krzysztof Żuk, też z Koalicji Obywatelskiej. - Takie inicjatywy pojawiły się w Polsce również w innych regionach - mówi.

 

‘Idź na wybory i zagłosuj" - zachęca marszałek Lubelszczyzny Jarosław Stawiarski z Prawa i Sprawiedliwości. Urząd Marszałkowski właśnie ogłosił konkurs, w którym daje w sumie ponad milion złotych dla trzech gmin, w których frekwencja w drugiej turze wyborów prezydenckich będzie najwyższa.

Za pierwsze miejsce jest pół miliona złotych, za drugie - 300 tysięcy złotych, a za trzecie - 200 tysięcy złotych na potrzeby gminy. Przewidziano też nagrody za miejsce czwarte (150 tysięcy złotych) i piąte (100 tysięcy złotych). Pierwotnie miało ich nie być, ale w piątek (23 maja) zarząd województwa zmienił decyzję i uznał, że rozszerzy pulę nagród. Są to pieniądze z budżetu marszałka, a dokładnie - środki z kasy Departamentu Rolnictwa.

- Będziemy chcieli nagrodzić te wspólnoty, które będą podejmowały działania profrekwencyjne: nagrywały filmiki czy tworzyły odpowiednie posty w mediach społecznościowych. Będziemy starali się nagrodzić koła gospodyń wiejskich, ochotnicze straże pożarne, sołectwa - mówi wicemarszałek Marek Wojciechowski z PiS. 

Włodarze Lubelszczyzny przekonują, że celem konkursu jest wsparcie i aktywizacja mieszkańców na lokalnych na terenach wiejskich. W akcji mogą wziąć udział mieszkańcy gmin wiejskich, w których mieszka do 20 tysięcy osób. 

- Życzylibyśmy sobie, aby ta aktywność [frekwencja] osiągnęła 70, a nawet 80 procent. Zależy nam, aby wszyscy 1 czerwca mogli zagłosować na swojego kandydata - mówi marszałek Stawiarski. - Środki, które otrzymają zwycięskie gminy, zostaną przeznaczone na zadania własne, takie jak: doposażenie świetlic, placów zabaw, skwerów, a nawet nasadzenie zieleni bądź budowę ogólnodostępnej siłowni na świeżym powietrzu - tłumaczy wicemarszałek Piotr Breś (PiS).

"Zapłacenie za frekwencję szczytem możliwości"

- Oczywiście wybory to rzecz kluczowa. To święto demokracji. Pokolenia Polaków walczyły o to, abyśmy mogli swobodnie głosować, ale takie rzucanie na lewo i prawo publicznych pieniędzy - bo to nie są pieniądze pana marszałka - jest nie na miejscu - uważa Marta Wcisło, europosłanka Koalicji Obywatelskiej. - Te pieniądze można byłoby wykorzystać dużo bardziej konstruktywnie. A jeśli pan marszałek Stawiarski uważa, że zapłacenie za frekwencję jest szczytem jego możliwości, to jestem głęboko zawiedziona - dodaje. 

- Każda akcja profrekwencyjna jest ważna. Wszyscy w każdych wyborach walczymy o jak najwyższą frekwencję. Natomiast tutaj nie sposób nie doszukać się podtekstu politycznego. Pan marszałek Stawiarski doskonale wie, jak rozkłada się poparcie dla poszczególnych kandydatów w zależności od wielkości gmin. To, że wybrał gminy do 20 tysięcy mieszkańców nie jest przypadkiem. Uważam, że w ten sposób za publiczne pieniądze nagania wyborców Karolowi Nawrockiemu - mówi TOK FM Michał Krawczyk, poseł Platformy Obywatelskiej z Lublina. W wiejskich gminach na Lubelszczyźnie w ostatnich wyborach najczęściej wygrywa PiS. 

W nieco łagodniejszym tonie wypowiada się natomiast prezydent Lublina Krzysztof Żuk, też z Koalicji Obywatelskiej. - Takie inicjatywy pojawiły się w Polsce również w innych regionach. Trudno negować postulat, by frekwencja była jak najwyższa, nawet jeśli w naszym regionie oznacza to mobilizację tych, którzy głosują na innego kandydata na prezydenta niż Rafał Trzaskowski - mówi Żuk. 

Rzeczywiście - m.in. marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki (PO) ogłosił podobny konkurs. Samorząd z największą frekwencją w regionie wygrywa nagrodę pieniężną, ale tu nie ma wyłączeń - o pieniądze walczą wszystkie miasta i gminy, w różnych kategoriach. Największe miasta regionu mogą liczyć na 150 tysięcy złotych nagrody, a gminy wiejskie - 50 tysięcy złotych. Urząd Marszałkowski rekomenduje przy tym, by nagrody finansowe zostały wykorzystane "na organizację wydarzeń integrujących lokalne społeczności".

Akcja profrekwencyjna na Lubelszczyźnie ma być szeroko promowana w mediach społecznościowych, ale i tradycyjnych - są wykupione spoty reklamowe w radiu i w telewizji. Będą też banery i billboardy. Jakie są koszty promocji? Tego marszałek nie wiedział. Wiadomo, że o konkursie mają też mówić w kościołach. Taki list z Urzędu Marszałkowskiego został do nich wystosowany - do parafii w całym województwie.