"Na cito? Zapraszamy w połowie kwietnia". Ogromne kolejki na rehabilitację
Pan Marcin może mówić o sporym szczęściu. We wrześniu przeszedł artroskopię prawego barku, a jego rehabilitacja niedawno się rozpoczęła. Termin złapał tylko dlatego, że przed operacją rehabilitował drugi bark. - Dobrze, że miałem wcześniej skierowanie na lewy, to udało mi się przeskoczyć niemal od razu na ten prawy. Gdyby nie to, pewnie czekałbym gdzieś z pół roku - kręci głową.
Inni nie mogę mówić o takim szczęściu. Obecnie zakład w Wojewódzkim Zespole Specjalistycznym w Rzeszowie ma pełne obłożenie pacjentów, czyli 60 osób. Na swoją kolej czeka kilkakrotnie więcej.
- Rehabilitacje osoby z przypadkiem na cito rozpoczynamy w połowie kwietnia. Przypadek stabilny na koniec maja - mówią nam fizjoterapeuci. - Jeśli ktoś cierpi na przykład na świeże porażenie nerwu twarzowego albo chodzi o zrastającą się kość, to pacjent powinien od razu rozpocząć rehabilitację. Tymczasem najczęściej taka osoba musi swoje odczekać i nasza praca zwykle przychodzi za późno - dodają z rozgoryczeniem.
Rehabilitacja prywatnie. Kogo na to stać?
Problem dotyczy zarówno dorosłych, jak i dzieci. Wielu pacjentów, mimo bólu i pogarszającej się sprawności, musi czekać, ponieważ nie ma możliwości szybszego leczenia. - Przykładem może być chłopiec po urazie wielonarządowym niedawno przeze mnie przyjmowany. Czas oczekiwania? Pół roku - mówi nam dr Ewa Lenar. - Rodzina zapłaciła rehabilitację komercyjnie, ale ile osób na to stać? - pyta.
Oddaj mieszkania za renty. 'Każdy może wejść i zrobić z nami, co zechce'
Fizjoterapeuci w rozmowach z nami wskazują na jeden problem - pieniądze. Pokazują nam urządzenia do rehabilitacji, które mogłyby zostać zagospodarowane, ale stoją w koncie, czekając na swoją kolej. - Dałoby się to wszystko zrobić szybciej, dałoby się to jakoś rozplanować. Nawet kadr nie brakuje - wyliczają. Brakuje tylko i aż pieniędzy.
Podkarpacki NFZ odbija piłeczkę i informuje, że tylko w tym roku przeznaczył dodatkowo 58,5 mln złotych na rehabilitację domową i ambulatoryjną, ale zdaniem fizjoterapeutów to za mało. Jak mówią, sytuacja nadal się pogarsza.
Józefa Misiewicz, dyrektorka Wojewódzkiego Zespołu Specjalistycznego w Rzeszowie, przekonuje, że większy kontrakt diametralnie zmieniłby sytuację. - Kolejki wtedy znacznie by się zmniejszyły. Większy kontrakt, więcej pieniędzy, większa stawka - to wszystko daje większą szansę na zatrudnienie rehabilitantów - wylicza.
Długie kolejki do lekarzy specjalistów, zadłużenie szpitali, zamykanie oddziałów - na antenie Radia TOK FM i na portalu tokfm.pl pokazujemy, jak nie działa polska ochrona zdrowia. W specjalnym cyklu materiałów reporterskich przedstawiamy historie z różnych miast. Czytaj i słuchaj na naszej antenie. Inne artykuły z tej serii:
1005 dni czekania do specjalisty. 'Czy wszyscy muszą tu przychodzić?'
Długie kolejki do hematologa. To nie w pieniądzach tkwi problem. 'Nie warto wyważać drzwi'
Tragiczna sytuacja szpitali powiatowych. Zamkną drzwi przed pacjentami?