1005 dni czekania do specjalisty. "Czy wszyscy muszą tu przychodzić?"
Skrócenie kolejek do specjalistów jest jednym z najważniejszych wyzwań dla Ministerstwa Zdrowia. Pacjenci miesiącami czekają na wizyty w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. W Bydgoszczy najdłuższe kolejki są do poradni neurochirurgicznych.
1005 dni czekania do poradni neurochirurgicznej
W Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 im. dra Antoniego Jurasza pacjent stabilny umówi się na wizytę za 19 miesięcy, pacjent pilny - o zaledwie dwa miesiące szybciej. Jeszcze gorsza sytuacja jest w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. dr Biziela, gdzie pacjent ze skierowaniem z dopiskiem 'stabilny' dostanie się do lekarza za 1005 dni, czyli 33 miesiące, a pilny za 507 dni.
Dyżurujący w poradni w Bizielu neurochirurg uważa, że większość pacjentów przysyłanych przez lekarzy rodzinnych nie kwalifikuje się do zabiegu neurochirurgicznego albo go po prostu nie chce. - Przychodzi do nas wiele osób z bólem kręgosłupa, którzy od wejścia mówią, że nie chcą być operowani. Zatem pozostaje pytanie, czy rzeczywiście powinni być do nas kierowani? - zastanawia się prof. Wojciech Beuth, lekarz z 46-letnim stażem pracy. - W leczeniu bólu kręgosłupa pomocna jest rehabilitacja czy farmakologia, tymczasem neurochirurgia to jest leczenie operacyjne, a na to już nie każdy chce się zgodzić - dodaje nasz rozmówca.
Decydują o amputacjach, a na medycynie się nie znają. 'Nikt nie może mnie skontrolować'
W ciągu kilku tygodni do poradni może dostać się tylko pacjent urazowy lub z podejrzeniem nowotworu mózgu - jak pan Dawid, którego spotykamy na korytarzu, gdy czeka na wizytę u prof. Beutha.
- Najpierw trafiłem na SOR, tu - w szpitalu - z podejrzeniem nowotworu mózgu. Miałem zrobioną biopsję i teraz idę na kontrolę. Na wizytę czekałem miesiąc od pierwszych objawów - opowiada tokfm.pl.
Brakuje specjalistów
Zdaniem profesora kolejki mogłyby być krótsze, gdyby lekarze rodzinni wiedzieli, w jakich przypadkach kierować do poradni neurochirurgicznej. - Jestem za forum rozmowy z lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej, żebyśmy uściślili, kiedy i kogo tu kierować - uważa prof. Beuth. - Czy wszyscy rzeczywiście muszą tu przychodzić, siedzieć tyle godzin i czekać, kiedy finałem wizyty jest rozmowa, że: "Jak pan/pani zmieni zdanie co do operacji, to zapraszam"? - zastanawia się nasz rozmówca.
Uczelnie medyczne w kłopocie. 'Każdy rektor bierze to na swoje barki'
Poradnia neurochirurgiczna w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 jest czynna codziennie od godziny 11 do 13, choć profesor zwykle zaczyna przyjmować wcześniej. Na razie nie ma mowy o wydłużeniu godzin pracy czy otwarciu drugiego gabinetu, bo w przeludnionym szpitalu po prostu nie ma na to miejsca.
W wielu lecznicach brakuje też specjalistów - neurochirurgów oraz neurologów. Tak jest między innymi w Wielospecjalistycznym Szpitalu Miejskim w Toruniu, który z powodu braków kadrowych zamyka tymczasowo Oddział Neurologii i Leczenia Udarów.
Profesor Wojciech Beuth jest już po 70-tce. Przyjmuje pacjentów w bydgoskich poradniach od 46 lat. - Od kilku lat już nie mogę stać przy stole operacyjnym, więc jestem tutaj, w poradni. Na razie nie wybieram się na emeryturę - podsumowuje z uśmiechem.
Długie kolejki do lekarzy specjalistów, zadłużenie szpitali, zamykanie oddziałów - na antenie Radia TOK FM i na portalu tokfm.pl pokazujemy, jak nie działa polska ochrona zdrowia. W specjalnym cyklu materiałów reporterskich przedstawiamy historie z różnych miast. Czytaj i słuchaj na naszej antenie. Inne artykuły z tej serii:
'Na cito? Zapraszamy w połowie kwietnia'. Ogromne kolejki na rehabilitację
Długie kolejki do hematologa. To nie w pieniądzach tkwi problem. 'Nie warto wyważać drzwi'
Ofiara własnego sukcesu? Centrum Onkologii czeka na 100 milionów złotych
Tragiczna sytuacja szpitali powiatowych. Zamkną drzwi przed pacjentami?