Został zwolniony, bo bronił studentek śpiewających o "kaczorze". Walczy o powrót do pracy
Muzyk, prof. Maciej Grzywacz został zwolniony z Akademii Muzycznej w Gdańsku na początku 2022 roku. W miejscu tym przepracował prawie 20 lat. Opisywaliśmy jego historię na naszym portalu. Musiał odejść z akademii, bo stanął po stronie studentek, które - w ramach jednego z muzycznych projektów - przygotowały utwór "Nie żałuję". Nawiązywał on m.in. do protestów kobiet. Na nagraniu pojawiły się słowa o tym, że sztuka jest tolerancyjna i łączy wszystkich. "Kaczor lata bez maseczki po stolicy, to właśnie Polska - witamy w wielkiej dziczy. Kolejny dzień jak na smyczy" - można było usłyszeć w piosence, którą uczelnia ocenzurowała. Na emisję nie zgodził się senat i rektor.
Prof. Grzywacz był wtedy kierownikiem Katedry Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Zabrał głos na nadzwyczajnym posiedzeniu uczelnianego senatu. Mówił m.in. o tym, że studentki miały prawo do wyrażenia w piosenkach swoich odczuć i do pokazania własnego spojrzenia na to, co się wokół nich dzieje. Bo - jak przekonywał - na tym polega wolność twórczości artystycznej i wolność słowa, zagwarantowane m.in. w konstytucji.
Po tym, jak profesor stanął w obronie studentek, został zwolniony. Poszedł z tą sprawą do sądu pracy, walczy o przywrócenie go. Sprawa wciąż trwa.
'Podnosi ciśnienie'. Po pracy w Biedronce idą na kozetki do 'zetek'. Wiemy, co słyszę
Postępowanie dyscyplinarne za e-maila
Od wielu miesięcy trwało też postępowanie dyscyplinarne na Akademii Muzycznej w Gdańsku, na której profesor już nie pracuje. Dotyczyło e-maila, którego Maciej Grzywacz - po burzliwym posiedzeniu senatu - rozesłał do pracowników swojej katedry. Opisał w nim to, co wydarzyło się w trakcie dyskusji senatorów. Wskazał, że "studentki były atakowane i poniżane, co doprowadziło je do płaczu przed senatorami". "Zrezygnowały one z ubiegania się o emisję tego programu na kanale YouTube pod presją senatu. Moim zdaniem jest to nieodpowiednie i niedopuszczalne" - pisał profesor.
Uznano, że e-mail to przewinienie dyscyplinarne, polegające na uchybieniu obowiązkom nauczyciela akademickiego. Sprawa trafiła do komisji dyscyplinarnej.
- To nie ja zachowałem się niewłaściwie, ale osoba, która upubliczniła i przekazała senatorom mojego e-maila, wysłanego wyłącznie do pedagogów z mojej katedry. Ja w e-mailu wyraziłem jedynie swoją opinię na temat tego burzliwego posiedzenia senatu. Uważam, że miałem do tego prawo, bo mamy przecież wolność słowa i wolność wypowiedzi - mówi nam prof. Grzywacz. - I pomimo, że w trakcie przesłuchania studentki potwierdziły, że na posiedzeniu senatu czuły się dokładnie tak, jak ja to opisałem, i tak skierowano sprawę do komisji dyscyplinarnej. Dla mnie to była próba cenzury. Chciano mnie ukarać za to, jaką opinię wyraziłem - dodaje.
Prof. Grzywacz uniewinniony
Komisja dyscyplinarna nie podzieliła argumentów rzecznika dyscyplinarnego i właśnie uniewinniła prof. Grzywacza. "Należy stwierdzić, że - zgodnie z obowiązującymi w naszym państwie standardami wolności słowa i wyrażania opinii - prof. Maciej Grzywacz miał do swojej opinii takie same prawo jak senatorowie mieli prawo do swojej, odmiennej opinii" - napisała komisja w uzasadnieniu uniewinnienia.
Komisja napisała też, że treść e-maila prof. Grzywacza do współpracowników odpowiadała prawdzie i była adekwatna do tego, co wydarzyło się w trakcie posiedzenia senatu uczelni. Komisja uznała, że profesor miał prawo napisać, że studentki były w trakcie obrad "atakowane i poniżane".
"Słowo 'atakowane' to oczywista metafora, którą należy rozumieć swobodnie. Co do słowa 'poniżane' (...), 'poniżać' oznacza obrażać czyjąś godność, upokarzać, ale też deprecjonować i nie szanować (...), a dokonuje się tego słowami, gestami bądź zachowaniem. (...). Zdaniem komisji, to 'napięta atmosfera' nadzwyczajnego posiedzenia senatu mogła być powodem tego, że studentki czuły się tam co najmniej lekceważone" - napisano w uzasadnieniu decyzji komisji dyscyplinarnej.
- Cieszę się z decyzji komisji, bo wskazano jak było i jak jest. Jednocześnie cały czas walczę o przywrócenie do pracy na uczelni - mówi profesor, który od jakiegoś czasu uczy studentów na nowo otwartym kierunku jazzowym w Szczecinie, na Akademii Sztuki. - Jeśli zostanę przywrócony do pracy w Gdańsku, w co wierzę, to będę chciał to połączyć - tłumaczy w rozmowie z TOK FM.
Podkreśla też, że na tym nie koniec. Wspólnie z prawnikami złożył pozew w sądzie cywilnym o odszkodowanie za dyskryminację. Na razie nie zdradza szczegółów, bo pozew dopiero wpłynął do sądu. Wiadomo, że profesor zarzuca uczelni dyskryminację ze względu na wyrażane przez niego poglądy i opinie. - Szkody i straty, które poniosłem, są naprawdę duże. Tu nie chodzi tylko o finanse, ale również o szkody moralne i o moją reputację. Ktoś, kto patrzy na sprawę z boku, nie zna szczegółów, może pomyśleć, że rzeczywiście były powody do mojego zwolnienia. Tymczasem ja uważam się za osobę, która nic złego nie zrobiła. Stanąłem w obronie studentek i w obronie zasad - podsumowuje prof. Grzywacz.
Sprawę ocenzurowania piosenki przygotowanej przez studentki Akademii Muzycznej w Gdańsku opisała Katarzyna Włodkowska w Dużym Formacie.