advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Pomorskie

Była na miejscu karambolu na S7 pod Gdańskiem. "Przerosło to moje wyobrażenie"

4 min. czytania
20.10.2024 17:48
W karambolu, który spowodował na trasie S7 pod Gdańskiem kierowca tira, uczestniczyło 21 pojazdów. - Byłam na miejscu i przerosło to moje wyobrażenie. Myślę, że można śmiało powiedzieć, że takiego wypadku od 30 lat na Pomorzu nie było. Wyglądało to jak scena z filmu - mówiła w TOK FM wójtowa gminy Pruszcz Gdański Weronika Chmielowiec.
|
|
fot. Ochotnicza Straż Pożarna w Lublewie Gdańskim

Kierowca ciężarówki, który staranował inne auta na trasie S7 pod Gdańskiem, był trzeźwy a w jego krwi nie stwierdzono żadnych środków psychoaktywnych - poinformowała gdańska prokuratura. 37-latek w niedzielę usłyszał zarzuty spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Nie przyznał się do winy. Jak nieoficjalnie ustalili wcześniej dziennikarze Radia dla Ciebie, 37-latek tłumaczył się policjantom, że się zagapił.

Nocny karambol na S7 w Gdańsku, są nowe ustalenia. Co zeznał kierowca TIR-a?

Karambol na S7 w Gdańsku. 'Przerosło to moje wyobrażenie'

W piątkowym karambolu uczestniczyło 21 pojazdów - 18 osobowych i trzy ciężarowe, którymi łącznie podróżowało 56 osób. Cztery osoby nie żyją (w tym dwóch chłopców w wieku 7 i 10 lat), dane pozostałych dwóch osób będą potwierdzone po badaniach DNA. W związku z wypadkiem było hospitalizowanych piętnaście osób, pięć nadal pozostaje w szpitalach, a stan dwóch osób jest ciężki.

- Byłam tam na miejscu w nocy i powiem szczerze, że przerosło to moje wyobrażenie. Myślę, że można śmiało powiedzieć, że takiego wypadku od 30 lat na Pomorzu nie było. Też liczba tych pojazdów, która uległa tam uszkodzeniu, robiła wrażenie. Wyglądało to po prostu jak scena z filmu - mówiła w "Niedzielnym Magazynie TOK FM" wójtowa gminy Pruszcz Gdański i była wykładowczyni przepisów ruchu drogowego Weronika Chmielowiec.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Karambol na S7 w Gdańsku. Dlaczego doszło do wypadku? Kto jest winny?

Do karambolu doszło na S7 w Gdańsku, między wjazdem Lipce a Gdańsk Południe, na remontowanym odcinku trasy. Zdaniem rozmówczyni Przemysława Iwańczyka nieprawdziwe są jednak teorie, że winne wypadku było złe oznakowanie drogi, ciemność lub przebudowa węzła Gdańsk-Południe.

- To nie do końca jest prawdą, bo ten wypadek miał miejsce jeszcze przed tym tzw. ślimakiem na węźle. Samochody na pewno były z daleka bardzo dobrze widoczne. One przecież mają światła zarówno pozycyjne jak i światła stopu, jeśli hamowali, a przecież stali w korku. Nie było też mgły, widoczność była dobra. Nie ma więc możliwości, żeby ktoś, a szczególnie kierowca zawodowy, który siedzi wyżej w samochodzie ciężarowym, nie widział przed sobą zatoru drogowego - przekonywała samorządowczyni.

W jej ocenie inne oznakowanie czy oświetlenie na niewiele by się zdało. - W miejscu wypadku stał znak 50/h. Wiemy już dzisiaj, że kierowca jechał 90. Więc co by zmieniło inne oznakowanie. Wszyscy kierowcy jechali wolno. Ten jeden kierowca z jakichś przyczyn nawet nie hamował. Więc tutaj bym upatrywała przyczyny tego wypadku. To nie drogi powodują wypadki drogowe, a ludzie za kierownicą pojazdów, którymi jadą - podkreśliła Chmielowiec.

Sebastian M. jednak trafi do Polski? Sikorski mówi o pieniądzach. 'Pytałem o to szejka'

Jak dodała, wyglądało to tak, jakby kierowca w ogóle nie zareagował. - Był naprawdę przesunięty względem tych pojazdów, które staranował. Więc była to duża prędkość. I pytanie, czy było to zaśnięcie za kierownicą czy używanie telefonu komórkowego, może zasłabnięcie. Na to już odpowiedzą eksperci - wskazała wójtowa gminy Pruszcz Gdański, w której doszło do wypadku.

Karambol na S7. Czy konieczna jest zaostrzenie kar dla kierowców?

Przy takich tragediach zwykle wybrzmiewa dyskusja o konieczności zmian przepisów ruchu drogowego. Zdaniem Chmielowiec ważniejsza jest jednak edukacja w kwestiach bezpieczeństwa. - Jeśli chodzi o przepisy, to oczywiście jestem za zaostrzeniem kar i nieuchronnością kary. Ale pytanie czy tego wypadku dałoby się uniknąć, gdyby kary były zaostrzone. Śmiem twierdzić, że nie. Bo to jest czynnik ludzki, którego możemy uniknąć, jeśli człowiek jest dobrze wyszkolony, świadomy. I jeżeli firma, w której pracuje, uczula na kwestie bezpieczeństwa i kierowca może się zwrócić do swojego pracodawcy, jeśli ma problemy z czasem pracy czy z odpoczynkiem. I nad tym trzeba pracować - podkreśliła gościni TOK FM.

Bodnar chce rzucić rękawicę bandytom drogowym. Będzie nowe przestępstwo?

Opowiedziała się także przeciwko demonizowaniu kierowców ciężarówek, których oskarża się o to, że jeżdżą niebezpiecznie, czując dominację nad samochodami osobowymi. - Jest to bardzo trudny zawód i myślę, że każdy, kto spędził za kółkiem co najmniej kilka miesięcy, może powiedzieć, ile wyrzeczeń kosztuje to takiego kierowcę. On praktycznie mieszka w tym samochodzie. I owszem są to duże pojazdy, to jest taka społeczność kierowców, która trochę rządzi się swoimi prawami, ale naprawdę jest to bardzo trudny zawód - podsumowała Chmielowiec.