,
Obserwuj
Pomorskie

1500 rowerów poszło z dymem. Co dalej z MEVO? "Nie poddajemy się"

ga
3 min. czytania
07.02.2025 10:18
Niemal połowa floty systemu roweru metropolitalnego MEVO spłonęła w pożarze hali magazynowej na gdańskiej Przeróbce. Operator zapewnia, że użytkownicy na razie nie odczują braku rowerów, ale planowane na wczesną wiosnę pełne uruchomienie systemu - będzie musiało poczekać.
|
|
fot. Piotr Hukalo /East News

Hala magazynowa w której w środę wybuchł pożar na ujęciach z lotu ptaka robi ponure wrażenie. Tony pogiętego metalu konstrukcji dachowej układają się w kształt pomieszczeń, w których widać sterty popiołu i wypalonych resztek tego, co było w środku. Samochodów, sprzętu scenicznego, instrumentów czy wyposażenia gastronomicznego. Oraz rowerów MEVO, które czekały na powrót do używania po cyklicznej przerwie zimowej.

Wszczęto śledztwo ws. pożaru hali w Gdańsku. Kilkanaście milionów strat

Ogromne straty

MEVO jest systemem całorocznym. Z ponad czterech tysięcy rowerów, zimą na ulicach pozostaje połowa. Pozostałe przechodzą gruntowny serwis i czekają w magazynach. Większość w tym feralnym na gdańskiej Przeróbce - Straciliśmy 1500 rowerów, więcej niż jedną trzecią floty - mówi Łukasz Jezierski, przedstawiciel firmy Inurba Mobility, czyli operatora systemu MEVO.

- Gdy ten pożar trawił początek hali, udało nam się wejść, nasze rowery jeszcze nie były w ogniu, natomiast nie było już możliwości uratowania żadnego sprzętu - relacjonuje. - Po kolejnych 30 minutach tam już było wszystko zablokowane, natomiast pożar nie rozpoczął się od rowerów, tego jestem pewien - zapewnia, dodając, że wartość rowerów, które spłonęły, baterii i sprzętu do obsługi, to - licząc koszty z momentu zakupu, czyli sprzed dwóch lat - około 10 milionów złotych. Ich uzupełnienie może być droższe.

Zabrakło dwóch tygodni...

- To były rowery, które były już serwisowane po zimie, przygotowane do wyjazdu na ulicę i dosłownie w ciągu dwóch tygodni miały opuścić halę magazynową - kręci głową Dagmara Kleczewska, kierowniczka projektu z ramienia Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot. - Projekt roweru metropolitalnego MEVO jest najtrudniejszym projektem, jaki chyba był w Polsce, jak nie na całym świecie. Tak, projekt jest trudny i ma pecha, ale nie poddajemy się. Już sprawdzamy możliwości, jak szybko producent rowerów, firma Segway, może wyprodukować partię nowych i jak szybko może ją dostarczyć na ulicę Metropolii - zaznacza.

Rower Mevo przed wielką próbą. 'Musimy zadbać o pewien 'gender balance''

Historia wzlotów i upadków

Historia rowerów MEVO na Pomorzu to prawdziwa sinusoida. W pierwszej wersji system padł ofiarą własnego sukcesu. Rowery z elektrycznym wspomaganiem były tak popularne, że ówczesny operator nie był w stanie ich na bieżąco obsługiwać. Rowery stały z rozładowanymi bateriami a te, które nadawały się do jazdy, były natychmiast rozchwytywane. Efekt, to niewypełnianie warunków umowy, kary i ostatecznie upadłość operatora i całego systemu.

Druga wersja MEVO była przygotowywana ze znacznie większą ostrożnością. W tym przypadku kłopoty pojawiły się jeszcze na etapie przygotowań, bo w wybranym modelu roweru pękały ramy. Dostawca pojazdów został zmieniony i rowery MEVO wróciły na ulice Trójmiasta i ościennych gmin. Tym razem system działał prawidłowo, czterotysięczna flota rowerów odzyskała zaufanie użytkowników, którzy w rok pokonali 10 mln kilometrów.

MEVO działa i działać będzie

Po pożarze system znowu znalazł się na kolanach, chociaż tym razem powinien się szybko podnieść. Tryb zimowy z ograniczoną liczbą rowerów potrwa nieco dłużej. Wśród rowerzystów słychać głosy, że po 'wypaleniu się' w przenośni pierwszego MEVO i już dosłownym spaleniu części drugiego, system powinien zmienić nazwę na 'Feniks', a zdolność odradzania się popiołów, powinna stać się jedną z jego cech. - Operujemy normalnie, rowery jeżdżą na mieście, wszystko jest pod kontrolą - zapewnia Jezierski. - Natomiast musimy być pewni, czy jesteśmy w stanie zapewnić wystarczającą ilość rowerów na najbliższy sezon. Potrzebujemy czasu, żeby ustalić wszystkie szczegóły. Nasi ludzie ustalają wartość rowerów, możliwości zamówienia i czas tego zamówienia - wylicza

- Jesteśmy w dialogu od momentu, jak tylko dowiedzieliśmy się, co się dzieje - dodaje Kleczewska. - Wiemy od operatora, że właściciel hali miał ubezpieczenie nie tylko na mury, ale również na to, co jest w środku. Ale to już jest praca mecenasów, operatora i właściciela hali, żeby odzyskać odszkodowanie - ucina.