Co zrobią z Khatangą? Rosyjski "dead ship" musi zniknąć z Gdyni
Khatanga to rosyjski 150-metrowy zbiornikowiec, który został w Gdyni zatrzymany po kontroli technicznej i utknął w niej na stałe po upadłości armatora. Postój trwa już siedem lat, zaległości w opłatach idą w miliony, a co gorsza - statek staje się zagrożeniem dla innych.
Może narobić poważnych szkód
- W grudniu i w styczniu statek się zerwał z cum, więc sytuacja staje się niebezpieczna i należy usunąć przedmiot, który sprawia to niebezpieczeństwo z portu - mówi Anna Stelmaszyk-Świerczyńska, dyrektorka Urzędu Morskiego w Gdyni. Zwraca uwagę, że w sąsiedztwie Khatangi znajdowały się jednostki należące do floty instalacyjnej farmy wiatrowej. - Nie było w tym momencie fizycznego zagrożenia, natomiast ono może przy każdym następnym sztormie nastąpić. Stąd ta decyzja - tłumaczy.
O sprawie poinformowało Ministerstwo Infrastruktury. Jak czytamy w opublikowanym komunikacie, statek zagraża bezpieczeństwu żeglugi. Zarząd Portu powinien usunąć jednostkę "niezwłocznie" - nie później niż w trzy miesiące od chwili wydania decyzji.
Czy jest szansa na sprzedaż statku, czy raczej pójdzie on na żyletki, okaże się po inspekcji. - Nikt z nas nie jest w stanie z lądu powiedzieć, że on jest sprawny albo możliwa jest żegluga na nim - rozkłada ręce Stelmaszyk-Świerczyńska.
Znamy bilans styczniowych sztormów na Wybrzeżu. 'Odbudowa trwa latami'
Statek w gratisie
Rosyjski zbiornikowiec Khatanga przypłynął do Gdyni na remont, w porcie został wytypowany do kontroli i okazało się, że ma niewłaściwe paliwo. Była to bezpośrednia przyczyna zatrzymania go w Gdyni, ale prawdziwe kłopoty pojawiły się później. Planowane prace w stoczni zbiegły się z finansowymi problemami rosyjskiego armatora, który ostatecznie ogłosił upadłość. Doszło do komorniczego zatrzymania statku i trwającego kilak lat pata. Sytuacja prawna jednostki wyjaśniła się po przejęciu przez zarząd portu stoczniowego nabrzeża, wraz z pechowym "gratisem".
- Zarząd portu oświadczył nam, że stał się jego właścicielem. Właściciel może więc wejść na statek, natomiast to nawet technicznie jest trudne, bo ten statek nie jest sprawny. Tam nic nie działa: nie ma prądu, nie ma wody, nie funkcjonują urządzenia, które pozwalają na żeglugę takiej jednostki - wylicza szefowa Urzędu Morskiego. - Potocznie to się mówi "dead ship", czyli umarły statek - dodaje.
Na sprzedaż, albo na żyletki
"Zarząd Morskiego Portu Gdynia od miesięcy starał się o decyzję, która odblokuje możliwość wyprowadzenia statku z Poru Gdynia, jednocześnie decyzja ta nie precyzuje jeszcze warunków wyprowadzenia jednostki z portu. Statek z pewnością nie nadaje się do samodzielnej żeglugi a docelowo prawdopodobnie będzie zezłomowany. ZMPG będzie dążyć do sprzedaży tej jednostki, aby z jej ceny pokryć przynajmniej część zobowiązań, jakie powstały wskutek nieopłacania postoju przez rosyjskiego armatora" - informuje za pośrednictwem miejskiego portalu Gdynia.pl Kalina Gierblińska, rzecznik prasowy Portu Gdynia. Szacunkowy koszt cumowania jednostki w porcie szacowany jest na 15 mln zł.
Statek Khatanga powinien zniknąć z krajobrazu gdyńskiego portu w ciągu trzech miesięcy.